Marek Sawicki chce, żeby Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprawdził poziom naliczanych przez sieci handlowe marż oraz pobieranych przez nie od dostawców opłat dodatkowych za np. wprowadzenie nowych produktów. Jego zdaniem to sieci odpowiadają za nieuzasadniony wzrost cen, podczas gdy dostawcy są regularnie zmuszani do ich obniżania.
[wyimek]224 mld zł wynosi wartość handlu detalicznego żywnością. W tym roku wzrośnie o ponad 3 proc. [/wyimek]
Pomysł może szczytny, ale z góry skazany na niepowodzenie – UOKiK sprawą się nie zajmie. – Możemy się zająć analizowaniem cen tylko w przypadku, gdy zachodzi podejrzenie, że ich ewentualne zawyżanie to skutek nadużywania pozycji dominującej lub zmowy cenowej. Poza tymi dwoma przypadkami urząd nie ma kompetencji do sprawdzania umów dostawców z firmami handlowymi, a ewentualna ochrona przysługuje przedsiębiorcom na podstawie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji – mówi Konrad Gruner z biura prasowego UOKiK.
Udziały największych sieci w polskim rynku nie przekraczają 10 proc., a duże koncerny odpowiadają łącznie za 40 proc. sprzedaży. Nie ma więc szans, żeby nawet w kilkuletniej perspektywie któraś z firm przekroczyła 40 proc., a dopiero ten pułap oznacza dla UOKiK pozycję dominującą. – Sprawę skomentujemy po oficjalnej odpowiedzi UOKiK – mówi Małgorzata Książyk, rzecznik Ministerstwa Rolnictwa.
O pomysłach resortu piszemy w „Rz” od kilku miesięcy. Minister Sawicki w Brukseli zgłosił projekt, aby na poziomie całej UE wprowadzić urzędową kontrolę wysokości marż. Chce też utworzyć międzyresortowy zespół ds. monitorowania cen, który mimo zapowiedzi nie został wciąż powołany.