Obecnie mogą to robić operatorzy telekomunikacyjni jedynie z sześciu regionów.

Dotacje przeznaczone są na doprowadzenie sieci do tzw. użytkowników końcowych w miejscach, gdzie nie jest to opłacalne na zasadach rynkowych. Choć teoretycznie wsparcie powinno być dostępne w całej Polsce od dwóch lat, wciąż są z tym duże kłopoty.

Największym problemem okazało się określenie tzw. białych plam w dostępie do Internetu. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poprosiło samorządy o przygotowanie odpowiednich „map Internetu”. Szybko wyszło jednak na jaw, że mapy sporządzane na podstawie informacji od największych operatorów są nieprecyzyjne. Wynikało z nich, że właściwie większość kraju jest pokryta siecią, która pozwala oferować dostęp do Internetu z prędkością 2 Mb/s.

Samorządy musiały więc albo weryfikować dane, albo znaleźć inne ich źródło.

– Takie procedury rzeczywiście wydłużyły czas inwentaryzacji, dają jednak gwarancję rzetelnego przygotowania – przekonuje Ryszard Rumiński, pełnomocnik ds. społeczeństwa informacyjnego w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Kujawsko-Pomorskiego.

Kolejny problem to skoordynowanie unijnej pomocy dzielonej przez resort spraw wewnętrznych z planami budowy regionalnych sieci szerokopasmowych. – Przyrównując budowę sieci do budowy domu, to działania prowadzone na szczeblu wojewódzkim odpowiadają budowie fundamentów i ścian, natomiast działania na poziomie krajowym – budowie dachu – wyjaśnia Filip Kowalski z urzędu marszałkowskiego na Mazowszu.

Ale część samorządów nie ma pełnych danych dotyczących planowanych przez siebie inwestycji, bo projekty albo są we wczesnej fazie planowania, albo realizowane będą w trybie konkursowym, więc nie są jeszcze znane żadne szczegóły.

Efekt jest taki, że w obecnie trwającym konkursie na dotacje na Internet ostatniej mili mogą się ubiegać firmy zaledwie z sześciu województw. Do końca roku dostępność ma się zwiększyć o trzy, cztery regiony.