Skąd takie szacunki? Według danych Centrum Finansowo-Księgowego Dziesięcina, które współpracuje z ok. 500 aptekami, zaledwie 20 proc. placówek może się poszczycić własnością całego towaru w aptece. W najgorszej sytuacji jest około 20 proc., które nie ma nic swojego - w całości kredytują je hurtownie. Gdyby jednego dnia hurtownicy zażądali zwrotu pieniędzy, musiałyby się zadłużyć, żeby ich spłacić. Zapewne nie wszystkie wytrzymałyby taką sytuację.
Szacuje się, że hurtownia uzyskuje od producenta ok. 3,5 proc. rabatu na zakupione leki refundowane. Sprzedając je aptekom, pobiera 8,91 proc. marży, ale udziela też rabatu aptekom - szacunkowo 7,5 proc. To daje jej w ostatecznym rozrachunku marżę na poziomie ok. 5 proc., a po odliczeniu kosztów blisko 1 proc. Wydawać by się mogło, że likwidacja rabatów i obniżka marży do 5 proc. praktycznie nie zaszkodzi hurtownikom. Ale tylko bezpośrednio. Bo marża uzyskiwana przez apteki skurczy się z obecnych 18,8 proc. do ok. 13,5 proc.
- Rabaty udzielane przez hurtownie na leki refundowane są znaczącą pozycją w bilansie apteki - mówi Stanisław Kasprzyk z monitorującej rynek firmy IMS Health. - Po ich likwidacji te, które teraz ledwie wiążą koniec z końcem popadną w tarapaty.
- Marża zostanie zabrana najsłabszym aptekom - przyznaje Jacek Szwajcowski, prezes Polskiej Grupy Farmaceutycznej.
A jeśli znaczący odsetek aptek popadnie w tarapaty, ich długi będą musieli przejąć właśnie dystrybutorzy farmaceutyków - jako kolejne ogniwo tego "pokarmowego łańcucha". Wydawać się więc może, że największe ryzyko ponoszą hurtownicy mający własne sieci. Ale tylko pozornie, bo zazwyczaj tworzą je placówki poddane reżimom terminowych płatności.