Niemiecki tygodnik cytuje raport na temat likwidacji sektora energii atomowej w tym kraju, który twierdzi, że prawie 36 mld euro to za mało by zlikwidować roku elektrownie atomowe oraz składowiska odpadów radioaktywnych. Ostatnia niemiecka elektrownia atomowa ma zostać wyłączona w 2022 roku.

Według autorów raportu opracowanego przez stowarzyszenie zajmujące się analizą bezpieczeństwa sektora atomowego (Gesellschaft für Anlagen- und Reaktorsicherheit - GRS) władze federalne nie dostały od koncernów pełnej informacji o kosztach likwidacji instalacji i składowisk. - Na obecnym etapie nie ma pewności czy cała ta suma faktycznie będzie do dyspozycji funduszu likwidacji sektora energetycznego - napisano w raporcie.

Poza tym - jak pokazuje raport - rząd federalny w razie bankructwa któregokolwiek z koncernów, nie będzie w stanie dostać się do tych pieniędzy. Analitycy ostrzegają, że w razie postępowania upadłościowego zostaną one przeznaczone na spłatę zobowiązań firmy. To oznacza, że ostatecznie koszty likwidacji elektrowni i składowisk radioaktywnych spadną na rząd w Berlinie, a nie na koncerny, jak zakłada no pierwotnie.

- Trzeba szybko się tym zająć - uważa Sylvia Kotting-Uhl z partii Zielonych. - Nie można dopuścić, by koncerny przerzuciły miliardowe koszty na niemieckiego podatnika - dodaje.

Także koalicja rządowa dostrzega problem. Jak informuje tygodnik na specjalnym spotkaniu w tej sprawie wicekanclerz i minister gospodarki Sigmar Gabriel wypytywał ekspertów jak wygląda proces tworzenia funduszu. Zdaniem mediów nie uzyskał satysfakcjonujących odpowiedzi.

Udało się jednak opracować plan awaryjny, gdyby po wyłączeniu elektrowni atomowej zabrakło prądu z tzw. zielonych źródeł. Do dyspozycji mogłoby być od 10 do 20 elektrowni węglowych, które jednak po 5 latach zostałyby automatycznie wyłączone, tak by sprostać wyśrubowanym wymaganiom nowej polityki klimatycznej Niemiec.