Dlaczego 4 listopada jest tak ważny dla zarządu NBP?

Polska żyje chaosem wokół Trybunału Konstytucyjnego, ale ważne wydarzenia rozgrywają się również wokół Narodowego Banku Polskiego. Już 4 listopada kończy się kadencja członka zarządu banku, wiceprezesa Adama Lipińskiego. To istotne, ponieważ po jego odejściu zarząd będzie liczył mniej członków niż przewiduje ustawa o NBP.

Dokument zakłada, że w skład zarządu banku centralnego wchodzi – obok prezesa – od sześciu do ośmiu członków. Obecnie w zarządzie zasiada jeszcze sześć osób: oprócz Lipińskiego to Marta Gajęcka, Paweł Mucha, Artur Soboń, Rafał Sura i Paweł Szałamacha. Po upływie kadencji Lipińskiego liczba członków zarządu spadnie jednak z sześciu do pięciu, a więc poniżej ustawowego minimum.

Dlaczego skład zarządu NBP może spaść poniżej ustawowego minimum?

Zgodnie z ustawą o NBP członków zarządu powołuje prezydent na wniosek prezesa banku centralnego. Konstytucja RP przewiduje jednak, że tego rodzaju akty urzędowe wymagają dla swojej ważności kontrasygnaty premiera. I tu pojawia się problem. Prezydent wydał wprawdzie już w lutym postanowienia o powołaniu do zarządu Marty Kightley, Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego. W części przypadków objęcie funkcji miało nastąpić dopiero kilka miesięcy później. W maju premier Tusk odesłał jednak wnioski bez kontrasygnaty. Teraz prezydent Nawrocki ponownie – na wniosek prezesa Glapińskiego – przedstawił te same kandydatury, ale premier wciąż nie złożył pod postanowieniami kontrasygnaty. W połowie minionego tygodnia rzecznik rządu Adam Szłapka przekazał, że nie ma jeszcze decyzji premiera w tej sprawie.

Warto przypomnieć, że do marca zarząd NBP liczył maksymalną przewidzianą ustawą liczbę ośmiu członków, nie licząc prezesa Glapińskiego. Wówczas jednak zakończyła się kadencja Marty Kightley (pierwszej wiceprezes) oraz Piotra Pogonowskiego. Prezes Glapiński wnioskował o powrót Kightley do zarządu oraz powołanie w miejsce Pogonowskiego Ludwika Koteckiego, członka Rady Polityki Pieniężnej. W miejsce Adama Lipińskiego do zarządu NBP miałby trafić Przemysław Litwiniuk, zaś od stycznia 2027 r. Marcin Zarzecki – w miejsce Marty Gajęckiej, której upływa wówczas kadencja.

Co nominacje do zarządu NBP mogą zmienić w Radzie Polityki Pieniężnej?

Litwiniuk i Zarzecki to również członkowie Rady Polityki Pieniężnej. Gdyby premier złożył kontrasygnatę, w Radzie Polityki Pieniężnej doszłoby do niemałego trzęsienia ziemi: wymienionych zostałoby aż troje jej członków. Kotecki i Litwiniuk zostali wybrani do RPP przez Senat, więc ich następców również wskazałaby ta izba. Z kolei następcę Zarzeckiego wybrałby prezydent. Jak zauważają ekonomiści Erste Bank Polska, powołując się na najnowszą ankietę PAP, Kotecki i Zarzecki oceniani są jako jedni z bardziej jastrzębich członków RPP (Litwiniuk jest mniej więcej w połowie stawki).

Dlaczego premier nie podpisuje kontrasygnaty pod wnioskami o uzupełnienie składu zarządu NBP?

Przedstawione kandydatury miały być efektem politycznego kompromisu. Kightley od lat uchodzi za prawą rękę prezesa Glapińskiego, a Zarzecki jest związany ze środowiskiem bliskim prezydentowi Nawrockiemu. Z kolei Kotecki i Litwiniuk są kojarzeni z obozem rządzącym. Kotecki był m.in. wiceministrem finansów w rządzie Donalda Tuska (w latach 2008-2012), Litwiniuk był związany z Polskim Stronnictwem Ludowym.

W rządzie miała jednak nastąpić ponowna utrata zaufania do Glapińskiego. Bezpośrednim powodem miał być jego udział we wspólnej konferencji prasowej z prezydentem, poświęconej wizji „polskiego SAFE 0 proc.”, mającego stanowić alternatywę dla unijnego programu SAFE.

Kancelaria Prezydenta przekonuje jednak, że odmowa złożenia kontrasygnaty przez Tuska jest elementem planu premiera, który ma doprowadzić do ograniczenia konstytucyjnej niezależności NBP. – Tak jak w sytuacji Trybunału Konstytucyjnego, rząd chce ominąć konstytucyjne gwarancje kadencyjności organów konstytucyjnych oraz personalnej niezależności szefa Narodowego Banku Polskiego – przekonywał w październiku Paweł Szefernaker, szef Gabinetu Prezydenta. Dodawał, że to „dążenie do pełnej kontroli nad państwem, wbrew zasadom demokracji”. 

To ocena jednej strony konfliktu politycznego. Żadne przepisy prawa nie obligują jednak premiera do podpisu pod wnioskami. - Jeżeli dotychczasowe nominacje nie uzyskały kontrasygnaty, to czas najwyższy sięgnąć po osoby niezaangażowane po żadnej stronie politycznej, z niekwestionowanym doświadczeniem i dorobkiem – ocenia Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Nieco na marginesie, już dziś zarząd Narodowego Banku Polskiego nie działa w pełni zgodnie z brzmieniem ustawy o NBP. Ustawa stanowi, że w skład zarządu NBP wchodzi dwóch wiceprezesów. Tymczasem po odejściu Marty Kightley w marcu bank ma obecnie tylko jednego – Adama Lipińskiego.

Czytaj więcej

Paweł Czuryło: Zrozumieć Polskę, czyli Trybunał Konstytucyjny, NBP i sen dealera z City

Czym grozi brak uzupełnienia składu zarządu NBP?

Do kompetencji zarządu NBP należą m.in. sprawy organizacyjne i finansowe banku centralnego, polityka kadrowa oraz nadzór nad operacjami otwartego rynku. Bez rozwiązania problemu składu pojawią się pytania o podstawę prawną i skuteczność podejmowanych przez niego decyzji. Sytuacja jest bez precedensu.

– Tworzącym przepisy o NBP nie mieściło się w głowie, że konflikt polityczny może potencjalnie prowadzić do paraliżu najważniejszej instytucji z punktu widzenia stabilności finansowej kraju – komentuje Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas Bank Polska. Funkcjonowanie banku centralnego w takim scenariuszu staje pod znakiem zapytania i rodzi obawy o reakcję rynków. Istnieje ryzyko kwestionowania ważności uchwał podejmowanych przez niepełny zarząd. Sytuacja wokół TK każe brać pod uwagę – acz byłby to bardzo zły scenariusz – walkę na prawne argumenty pomiędzy Kancelarią Premiera, Kancelarią Prezydenta oraz NBP. Pojawiają się opinie, że do NBP mógłby zostać skierowany komisarz, acz w poniedziałkowej rozmowie w RMF24 minister finansów i gospodarki Andrzej Domański zaznaczał, że „na ten moment” nie ma takiej potrzeby. – Wolałbym, aby kwestia zarządu NBP została uregulowana, ale to nie są moje decyzje. Będę o tym rozmawiał z premierem – mówił też.

Wszystko to dzieje się w wyjątkowo niesprzyjającym otoczeniu. Inwestorzy z niepokojem śledzą już „wojnę” o Trybunał Konstytucyjny. Tymczasem sytuacja geopolityczna pozostaje bardzo napięta, a ryzyka dla inflacji rosną. Rentowności polskich obligacji są najwyższe od prawie czterech lat. Dodatkowym problemem jest sytuacja ratingowa Polski. We wrześniu Moody’s obniżył rating naszego kraju, Fitch utrzymuje jego negatywną perspektywę. W piątek 6 listopada swoją decyzję w sprawie ratingu ma przedstawić S&P. Możliwe jest obniżenie perspektywy do negatywnej. – W tak trudnych realiach globalnych i ekonomicznych dodawanie kolejnego czynnika niepewności jest bardzo groźne, to jak zabawa dzieci zapałkami – mówi Dybuła.

Na kumulację czynników niekorzystnych dla złotego i polskich obligacji zwracał uwagę Paweł Borys, były prezes Polskiego Funduszu Rozwoju. Jego komentarz pojawił się po weekendowej eskalacji konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego. „Tak silna destabilizacja i konflikt polityczny – nasilający się zapewne do wyborów – przy bardzo trudnej sytuacji geopolitycznej, napięciach w strefie euro, spowolnieniu wzrostu gospodarczego w najbliższym roku poniżej 3 proc., skoku inflacji w okolice 4-5 proc. oraz wysokim deficycie 7 proc. i długu publicznym zmierzającym w kierunku 70 proc. PKB tworzą bardzo niebezpieczną mieszankę” – pisał na X. Nikomu nie jest potrzebny kolejny punkt zapalny – tym bardziej kryzys w instytucji kluczowej dla stabilności gospodarczej kraju, polskiej waluty i bezpieczeństwa systemu finansowego. Zresztą zdaniem ekonomistów Commerzbanku, niepewność związana z NBP – chodzi nie tylko o losy zarządu, ale też prezesa Glapińskiego (głosowanie w Sejmie nad Trybunałem Stanu dla niego zapowiedziano na drugą połowę listopada) już jest jednym z czynników ciążących złotemu.

W niedawnej rozmowie z „Rzeczpospolitą” prof. Joanna Tyrowicz, członkini Rady Polityki Pieniężnej, mówiła, że „w ustawie nie jest napisane, jaka jest procedura postępowania, jeśli nie jest spełniona przesłanka” o określonej liczbie członków zarządu NBP. – Ustawa nikomu nie daje delegacji do podjęcia jakichkolwiek konkretnych działań, jeśli liczba członków zarządu jest mniejsza, a kontekst prawny nie jest oczywisty – mówiła. Zaznaczała przy tym, że „jest zwolenniczką poważnego traktowania prawa, ale in extenso, a nie wybiórczo”. – Ta sama ustawa stwierdza na przykład, że w posiedzeniach RPP uczestniczą członkowie zarządu NBP. Tymczasem przez całą moją kadencję ich obecność, choć przecież wymagana tą samą ustawą, miała charakter mniej niż incydentalny. Fakt ten przyciąga jakby mniej uwagi niż liczebność zarządu – mówiła. 

Były członek zarządu NBP komentuje: to może mieć istotne znaczenie

– Brak spełnienia ustawowego limitu liczby członków zarządu NBP może mieć istotne znaczenie zwłaszcza przy podejmowaniu niestandardowych, trudnych decyzji, których wykluczyć nie można szczególnie w dobie wysokiego ryzyka geopolitycznego.  W takich uwarunkowaniach jakiekolwiek wątpliwości, słuszne czy niesłuszne, co do legalności uchwał organów banku centralnego są bardzo niepożądane – ostrzega w rozmowie z „Rzeczpospolitą” prof. Małgorzata Zaleska, dyrektor Instytutu Bankowości SGH. Prof. Zaleska zasiadała w zarządzie NBP w latach 2009-2015. 

Jak dodaje ekonomistka, bank centralny powinien działać w zaciszu gabinetów, budując reputację i zaufanie do kraju i sektora finansowego. – Wszelkie działania zaburzające powagę banku centralnego, czy też wciąganie tej instytucji w rozgrywki polityczne, mogą mieć istotne, negatywne konsekwencje, zwłaszcza w obecnych, turbulentnych czasach. Naruszanie ustawowych zapisów w zakresie liczby członków zarządu nie buduje stabilności i reputacji banku centralnego, a także nie pomaga w bieżącym zarządzaniu tą instytucją, w tym w zakresie zastępowalności prezesa i innych członków zarządu – zauważa.

Glapiński przejmuje obowiązki Lipińskiego. Zmiany w NBP

W październiku prezes Glapiński zapewniał, że bank centralny jest przygotowany na każdy scenariusz. – Mam jednak duże zaufanie do polskiego rządu, do prezydenta i jestem w pełni przekonany, że racjonalnie wszystko we właściwych terminach będzie zdecydowane – przekonywał. W zeszłym tygodniu Glapiński przejął bezpośredni nadzór nad dwoma departamentami NBP dotychczas nadzorowanymi przez Adama Lipińskiego: Departamentem Edukacji i Wydawnictw oraz Departamentem Finansów.

Czytaj więcej

Przełom w sprawie Trybunału Stanu dla prezesa NBP?

Kiedy głosowanie nad Trybunałem Stanu dla Glapińskiego?

Choć sprawa składu zarządu NBP jest pilniejsza, uwagę przyciąga również druga kwestia: zaplanowane na listopad głosowanie Sejmu nad wnioskiem o pociągnięcie prezesa Glapińskiego do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapowiadał, że głosowanie odbędzie się w drugiej połowie listopada. Posiedzenie izby w tym okresie planowane jest na 17-19 listopada.

Po wyborach parlamentarnych w 2023 r. sprawa postawienia Glapińskiego przed Trybunałem Stanu na pewien czas przycichła. Niedługo po nich premier Tusk mówił m.in. że „nie zrobi niczego, co by naruszyło stabilność, czy podważyło reputację państwa polskiego w Europie, za granicą”. Przedstawiciele NBP i Ministerstwa Finansów sygnalizowali, że relacje między obiema instytucjami układają się dobrze. Pojawiały się nieoficjalne informacje, że koalicja rządząca porzuciła plany postawienia prezesa NBP przed TS m.in. ze względu na obawy, że batalie prawne w sytuacji szybko rosnącego długu publicznego Polski mogłyby zachwiać zaufaniem zagranicznych inwestorów do polskich papierów. 

Jak do postępowania ws. Trybunału Stanu odnosi się NBP?

– Całe to postępowanie nie ma żadnych podstaw i może mieć bardzo istotny negatywny wpływ w relacjach z zagranicą – przekonywał w październiku prezes Glapiński. – Bank centralny nie podda się żadnej politycznej presji – dodawał.

NBP wydał też w październiku komunikat, w którym przypominał swoje argumenty, w tym m.in. że sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej w ogóle nie powinna prowadzić postępowania wobec prezesa NBP, bo jest to „niezgodne z zasadą niezależności banku centralnego i jego organów ugruntowaną w Konstytucji RP, w prawie pierwotnym Unii Europejskiej, a także w wieloletnim orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego”. Bank centralny wskazywał też, że „wbrew podejmowanej aktualnie próbie prowadzenia narracji”, do ewentualnego pociągnięcia do odpowiedzialności konstytucyjnej Prezesa NBP nie jest wystarczająca zwykła większość głosów w Sejmie RP. „Przede wszystkim niezbędna byłaby wcześniejsza zmiana ustawy o Trybunale Stanu, aby doprowadzić jej przepisy do zgodności z Konstytucją RP oraz prawem Unii Europejskiej” – napisano w komunikacie.

Czarzasty zapowiada analizy

Marszałek Czarzasty zapowiadał, że przed głosowaniem nad wnioskiem o pociągnięcie prezesa Glapińskiego do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu przedstawi wyjaśnienia dotyczące m.in. wymaganej większości głosów oraz skutków ewentualnego przyjęcia uchwały przez Sejm. Formalnie, w ustawie o Trybunale Stanu odwołano się do wyroku Trybunału Konstytucyjnego ze stycznia 2024 r. i zapisano, że nawet przegłosowanie wniosku nie będzie oznaczało zawieszenia w czynnościach prezesa NBP. Odwołanie Glapińskiego mogłoby nastąpić dopiero po orzeczeniu Trybunału Stanu. W takim przypadku uruchomiona zostałaby standardowa procedura powołania nowego prezesa banku centralnego.

Jakie zarzuty przedstawiono prezesowi Glapińskiemu we wniosku?

Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej poparła wszystkie osiem zarzutów zawartych we wniosku o pociągnięcie prezesa Glapińskiego do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Szefowi NBP zarzuca się: pośrednie finansowanie deficytu budżetowego w „covidowych” latach 2020-2021, podejmowanie interwencji walutowych bez upoważnienia Zarządu NBP, utrudnianie pracy części członków RPP i Zarządu NBP, wprowadzenie ministra finansów w błąd w kwestii prognozowanego wyniku NBP za 2023 r., działanie wbrew założeniom polityki pieniężnej, akceptację niezgodnych z przepisami zasad wynagradzania oraz brak apolityczności i działania niedające się pogodzić z godnością urzędu.

Czytaj więcej

PiS chce wyprowadzić ludzi na ulice. Protesty przed TK to dopiero początek

NBP przekonuje, że żaden z zarzutów z wniosku nie jest uzasadniony. Bank centralny ocenia, że postępowanie dowodowe przeprowadzone przez Komisję Odpowiedzialności Konstytucyjnej „zmierzało jedynie do potwierdzenia z góry założonych tez i osiągnięcia celu założonego jeszcze w ramach kampanii wyborczej do Parlamentu w 2023 r.”. Przekonuje też, że sprawozdanie komisji zostało oparte na „jednostronnej, selektywnej i stronniczej interpretacji zgromadzonych materiałów oraz na wybiórczo dobranych zeznaniach kilku osób, w tym takich, które nie pracowały w banku centralnym w okresie, co do którego składały zeznania lub pozostających w otwartym konflikcie z NBP”.

Jak informowała niedawno „Rzeczpospolita”, PiS zapowiada protest przed siedzibą NBP w przypadku próby pociągnięcia Adama Glapińskiego do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu.