Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej poparła wniosek o Trybunał Stanu dla prezesa NBP prof. Adama Glapińskiego. Teraz sprawą zajmie się Sejm. Co kluczowe, choć część polityków mówi inaczej: to w ustawie o Trybunale Stanu odwołano się do wyroku Trybunału Konstytucyjnego ze stycznia 2024 r. i zapisano, że nawet przegłosowanie wniosku nie będzie oznaczało zawieszenia w czynnościach prezesa NBP. Formalnie odwołanie prezesa Glapińskiego mogłoby nastąpić więc dopiero po wyroku Trybunału Stanu, acz wówczas przeszlibyśmy do standardowej procedury powoływania nowego szefa banku centralnego. Czy Rada Polityki Pieniężnej potrzebuje planu awaryjnego na wypadek, gdyby zabrakło przewodniczącego?

Według mnie w ogóle nie ma ryzyka, że cokolwiek zostanie w praktyce przerwane. Nie widzę żadnego zagrożenia, między innymi dlatego, że nikt nie szuka konsensualnego rozwiązania.

Jak to?

Gdyby go szukano, to dopiero wtedy zaczęlibyśmy mieć problemy: jak właśnie np., jak ustalić, kto będzie zwoływać posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, zanim powoła się nowego prezesa. Obecnie, zgodnie z ustawą o NBP, to wyłączna kompetencja prezesa. To, że pierwszy wiceprezes NBP może zwołać posiedzenie RPP, to tylko uzus wykształcony po wyjątkowej sytuacji katastrofy smoleńskiej. Ponieważ sytuacja paraliżu jest całkiem kontrfaktyczna, nie rozumiem tego zamieszania. Bardziej zastanawia mnie, czy jako społeczeństwo tolerujemy fakt, że prezesem NBP jest taka osoba jak Adam Glapiński.

Czytaj więcej

Eksperci: Wniosek o Trybunał Stanu dla prezesa NBP ryzykowny

A co z zarządem NBP? Na razie mamy jeszcze w nim minimalną liczbę członków, według ustawy o NBP, ale na początku listopada kończy się kadencja jednego z nich – wiceprezesa Adama Lipińskiego. Zgodnie z ustawą, bank centralny powinien mieć dwójkę wiceprezesów, ale od pół roku i tak już ma tylko jednego. NBP poinformował, że ponownie wystąpił do prezydenta z wnioskami o powołanie nowych członków zarządu, ale poprzednio – w maju – wymaganej kontrasygnaty pod postanowieniami nie złożył premier Tusk.

Każdemu, kto mówi, że zgodnie z ustawą zarząd NBP powinien liczyć określoną liczbę członków, dedykuję dwie myśli. Po pierwsze, w ustawie nie jest napisane, jaka jest procedura postępowania, jeśli nie jest spełniona ta przesłanka. Ustawa nikomu nie daje delegacji do podjęcia jakichkolwiek konkretnych działań, jeśli liczba członków zarządu jest mniejsza, a kontekst prawny nie jest oczywisty. Po drugie, ta sama ustawa stwierdza np., że w posiedzeniach RPP uczestniczą członkowie zarządu NBP. Tymczasem przez całą moją kadencję ich obecność, choć przecież wymagana tą samą ustawą, miała charakter mniej niż incydentalny. Fakt ten przyciąga jakby mniej uwagi niż liczebność zarządu. Jestem zwolenniczką poważnego traktowania prawa, ale in extenso, a nie wybiórczo.

Czy będziemy mieli problem bez pierwszego i drugiego wiceprezesa NBP? Po pierwsze: nie wiemy, czy premier jednak nie złoży teraz kontrasygnaty. Po drugie: problem zaistniałby wyłącznie, gdyby prezes Glapiński nie mógł pełnić swojej funkcji, czyli – acz oczywiście życzymy mu jak najlepiej – np. w przypadku ciężkiej choroby uniemożliwiającej przejściowo pełnienie obowiązków. Tymczasem pan prezes w ogóle raczej z rzadka pełni swoje obowiązki, więc niewykluczone, że byśmy nie zauważyli takiej sytuacji.

Dysponuję pani głosowaniami na posiedzeniach RPP wyłącznie do lipca włącznie, gdy głosowała pani czwarty raz z rzędu za podwyżką stóp procentowych o 1 pkt proc. Czy wzrost inflacji w ostatnich miesiącach i gorsze perspektywy na kolejne coś zmienił w pani poglądzie na politykę pieniężną?

Te głosowania dotyczą poziomu stóp procentowych zapewniającego w mojej ocenie realizację mandatu i ten poziom powinien być bliższy 4,75 proc. niż obecnie. Odpowiadając na pana pytanie, wydaje mi się, że tak, acz „zaczepmy” tę historię chwilę wcześniej. Analizuję tzw. momentum szoków inflacyjnych, które odpowiada na pytanie, czy odsetek cen, które przyspieszają, jest wyższy niż odsetek cen, które zwalniają. Porównuje się to do długookresowego sezonowego wzorca. Gdy analizowałam wcześniejsze dane, wydawało się, że może rzeczywiście dochodzi do pewnego ustabilizowania zachowania cen. Gdyby się to potwierdziło, to w mojej ocenie pozwalałoby stopniowo łagodzić nastawienie polityki pieniężnej.

Tylko że potem momentum przyspieszyło, tj. zbyt wiele cen silnie odbiło, i to niezależnie od cen paliw. Co widać dopiero po czasie, odbicie wielu składowych koszyka inflacji wyglądało jak chwilowe zafalowanie jesienią 2025 r., a potem stopniowe przyspieszanie. Pomijając nawet paliwa, z całym koszykiem inflacyjnym jesteśmy dziś na poziomach bliskich lub wręcz powyżej tych sprzed roku. Widać więc wyraźny trend odchodzenia od celu. Poza tym wzrosły oczekiwania inflacyjne, a stopy procentowe większość RPP obniżyła. W efekcie mamy mniej restrykcyjną politykę pieniężną, bo stopa procentowa, deflowana oczekiwaniami konsumentów, spadła. A to w warunkach silniejszej presji inflacyjnej niż przed rokiem.

Powtórzę: na potrzeby mojej argumentacji możemy w ogóle pominąć kwestię paliw, która przecież jest opowieścią samą w sobie. Poza oczekiwaniami konsumentów, przyspieszają także oczekiwania firm co do cen własnych i spodziewanych przez nich cen zakupu materiałów i usług. Inflacja producencka jest już na dodatnich poziomach, a trudno sobie wyobrazić deflację w gospodarce przy dodatniej dynamice cen producentów. Mamy też dynamiczny wzrost konsumpcji usług, co jest zwykle wskaźnikiem wyprzedzającym tego, co będzie się działo z popytem na towary ze strony gospodarstw domowych.

Podsumowując, sytuacja jest dużo trudniejsza niż rok temu, kiedy stopy procentowe były przecież wyższe.

Czytaj więcej

Inflacja we wrześniu w Polsce była jeszcze wyższa, niż początkowo podawał GUS

A co z płacami? W maju br. mówiła pani w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że „nie ma spadku dynamiki wynagrodzeń i nie bardzo wierzę w jej trwałe obniżenie”.

Wtedy rzeczywiście tego nie było widać, ale miesiące letnie przyniosły pewne spowolnienie płac realnych, szczególnie w przemyśle. To zaskakujące.

Dlaczego?

Cały czas mamy bardzo niską podaż, a narastający popyt. Przyspiesza wszystko, co związane z nakładami publicznymi: mamy wzrost inwestycji związanych z wydatkowaniem środków z KPO i uruchomieniem programu SAFE. Jedno i drugie nie obejdzie się bez pracy. Można oczywiście próbować zmniejszać pracochłonność różnych działań, ale to trwa, a tu trzeba produkować natychmiast.

Ponadto koszty życia rosną i będą rosnąć coraz szybciej. Nawet jeśli ludzie zwracają wyjątkowo uwagę na ceny paliw, to przecież nie lekceważą całkiem pozostałych cen. Trudno sobie wyobrazić, by wzrosty cen nie przełożyły się na presję na wzrost płac, co zresztą już widać w Szybkim Monitoringu NBP. Z tych powodów wydaje mi się, że spowolnienie dynamiki płac jest przejściowe.