Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie konkretne zarzuty stoją za próbą pociągnięcia prezesa NBP do odpowiedzialności konstytucyjnej.
- Dlaczego spór prawny o wymaganą większość głosów w Sejmie może zadecydować o przyszłości Adama Glapińskiego.
- Z jakiego powodu niepełny skład zarządu NBP stwarza realne ryzyko paraliżu decyzyjnego banku centralnego.
- Jak polityczne napięcie wokół NBP może wpłynąć na zaufanie inwestorów i stabilność finansową Polski.
Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej przegłosowała w piątek sprawozdanie w sprawie wniosku o postawienie prezesa NBP prof. Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu, – Całe to postępowanie nie ma żadnych podstaw i może mieć bardzo istotny negatywny wpływ w relacjach z zagranicą – przekonywał w czwartek na konferencji prasowej Glapiński. – Bank centralny nie podda się żadnej politycznej presji – mówił.
Zarzuty wobec prezesa Narodowego Banku Polskiego dotyczą m.in. pośredniego finansowania deficytu budżetowego w okresie pandemii, podejmowania interwencji walutowych bez upoważnienia zarządu NBP, utrudniania pracy części członków RPP i zarządu NBP czy złamania zasady apolityczności banku centralnego.
Czytaj więcej
Po pierwsze, za późno. Po wtóre, katalog zarzutów nie przekonuje. Po trzecie, będzie to cios w wiarygodność polskiego banku centralnego i całej gos...
Ile głosów w Sejmie potrzeba do postawienia Glapińskiego przed Trybunałem Stanu?
Sprawa trafi teraz na posiedzenie Sejmu. Można się spodziewać, że również tam większość posłów opowiedziałaby się za wnioskiem o Trybunał dla Glapińskiego, acz jednocześnie na dobre mogłaby rozgorzeć bitwa prawna. Chodzi bowiem o to, jaką większością należałoby przegłosować ten wniosek: bezwzględną (czyli przynajmniej połowa posłów na „tak”) czy wyższą.
NBP dysponuje wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, opublikowanym w Dzienniku Ustaw. TK zasugerował, że właściwym progiem większości w przypadku wniosku o Trybunał Stanu dla prezesa NBP powinno być co najmniej 3/5 ustawowej liczby posłów, a nie bezwzględna większość. Zakwestionował przepis mówiący o tym, że uchwała Sejmu spowoduje zawieszenie go w czynnościach. W ustawie o Trybunale Stanu od ponad 2,5 roku znajduje się odnośnik, zgodnie z którym rzeczywiście zdanie o zawieszeniu w odniesieniu do prezesa banku centralnego nie obowiązuje. Jednocześnie powtórzono, że uchwała Sejmu o pociągnięciu szefa NBP do odpowiedzialności przez TK wymaga „tylko” bezwzględnej większości.
NBP wspiera się także m.in. opiniami Komisji Europejskiej oraz Europejskiego Banku Centralnego. Te wskazują, że polskie regulacje o Trybunale Stanu naruszają standardy niezależności banku centralnego.
Siedziba NBP w Warszawie, fot. z 25 września 2023 r.
Niepełny skład zarządu NBP
Już dziś zarząd NBP nie działa w ustawowym kształcie. Powinien mieć dwóch wiceprezesów, ale od pół roku, po wygaśnięciu kadencji Marty Kightley, ma tylko jednego: Adama Lipińskiego. Co więcej, jego kadencja mija już 4 listopada. Ba, wówczas zarząd będzie miał tylko pięcioro członków (nie licząc Glapińskiego), tymczasem ustawa o NBP mówi o wymaganych 6-8 osobach. Z końcem roku mija też kadencja innej członkini zarządu, Marty Gajęckiej. To wszystko rodzi kolejne pytania prawne o skuteczność działań banku centralnego.
Do powołania nowych członków potrzebna jest współpraca prezydenta (który wydaje postanowienie na wniosek prezesa NBP) oraz premiera (który dokonuje kontrasygnaty). W maju nie było zgody Donalda Tuska dla czworga kandydatów do zarządu: Marty Kightley, Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka oraz Marcina Zarzeckiego.
Czytaj więcej
W piątek Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej przegłosuje wniosek o postawienie prezesa NBP przed Trybunałem Stanu – dowiedziała się „Rzeczposp...
Sytuacja jest podbramkowa. – Jesteśmy przygotowani na każdą okoliczność, ale mam duże zaufanie do polskiego rządu, do prezydenta i jestem w pełni przekonany, że wszystko we właściwych terminach będzie zdecydowane – uspokajał w czwartek Glapiński.
Trybunał Stanu dla Adama Glapińskiego? Ekonomiści: Jak zabawa dzieci zapałkami
– Próba odwołania czy zawieszenia urzędującego prezesa NBP byłaby niekorzystna z punktu widzenia wizerunku Polski i zaufania do naszego kraju. Mogłaby bowiem zostać odebrana jako atak na niezależność banku centralnego – mówi Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas Bank Polska. Zgadza się z nim Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Każde tego typu zamieszanie jest dla nas bardzo ryzykowne. Inwestorzy zagraniczni nie są w stanie zagłębić w krajowe niuanse. Patrzą na czerwony nagłówek w agencji informacyjnej i albo uciekają (nawet na wszelki wypadek), albo nie – przestrzega.
Prezesi Narodowego Banku Polskiego
Dybuła podkreśla też wagę uzupełnienia składu zarządu NBP do ustawowej liczby. – Tworzącym przepisy o NBP nie mieściło się w głowie, że konflikt polityczny może potencjalnie prowadzić do paraliżu najważniejszej instytucji z punktu widzenia stabilności finansowej kraju – komentuje.
A wszystko to dzieje się w wyjątkowo niesprzyjającym otoczeniu: inflacja rośnie, rentowności polskich obligacji są najwyższe od ponad trzech lat, sytuacja fiskalna bardzo napięta, pierwsza agencja ścięła nam rating, a ryzyka geopolityczne nie ustępują. – W tak trudnych realiach globalnych i ekonomicznych dodawanie kolejnego czynnika niepewności jest bardzo groźne, to jak zabawa dzieci zapałkami – mówi Dybuła.
Odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu
Przed „próbami dyskusji o niezależności banku centralnego” ostrzegał też swego czasu szef resortu finansów Andrzej Domański. – Później za takie napięcie płacą wszyscy podatnicy w postaci wyższego oprocentowania polskich obligacji – mówił.
Ale pojawiają się też inne głosy. – Takie napięcia oczywiście źle świadczą o kraju, ale jest też druga strona medalu. Z punktu widzenia rynków finansowych chyba wszyscy by się cieszyli, gdyby obecny prezes NBP został wymieniony, bo jego komunikacja jest fatalna i upolityczniona – mówi nam pragnący zachować anonimowość analityk.