Plus Minus

Mistyk XXI wieku

Tak anioły wyobrażał sobie francuski malarz i grafik Gustave Doré ilustrujący „Boską Komedię” Dantego
bridgeman art library
Premiera książki człowieka, który podczas śpiączki przekroczył świetliste wrota „na drugą stronę", została zręcznie zaplanowana tydzień przed Halloween. Ale pewnie przeszłaby bez echa, gdyby jej autorem nie był znany neurochirurg
Dr. Eben Alexander przez 15 lat pracował na wydziale medycznym Harvardu. Przez 25 lat przeprowadził też wiele setek operacji mózgu. Wie, że w wypadku jego choroby po siedmiodniowej śpiączce miał minimalne szanse na przeżycie – ledwie 3 procent  –  i w najlepszym razie jako inwalida. Jednak się obudził siódmego dnia rześki i przytomny. Po kilku miesiącach całkowicie wrócił do zdrowia. Z przesłaniem dla świata.

Filtrujący mózg

Przed paroma dniami, 23 października, wyszła jego książka pt. „Proof of Heaven" (Dowód nieba) w poważnym domu wydawniczym Simon and Schuster. Książkę poleca na okładce Raymond A. Moody, autor głośnej przed wielu laty pozycji „Życie po życiu" tymi słowami: „Doświadczenie prawie śmierci dr. Ebena Alexandra jest najbardziej zdumiewające, o jakim słyszałem w ciągu ponad czterech dekad studiowania tego zjawiska. Jest żywym dowodem życia po życiu".

Książka wywołała sensację w USA, zanim się ukazała. Jej premiera została zręcznie zaplanowana tydzień przed Halloween. Czyżby był powód, żeby radośnie tańczyć na grobie, jak robią tego dnia Amerykanie?

Doznania mistyczne znane są od tysiącleci. Zyskują tu jednak otoczkę naukową. Mistyk neurochirurg dla kolegów stworzył w Internecie (www.eternea.org) hipotezę neurologiczną swego doświadczenia. Tłumaczy: „Można się spierać o własną wersję Nieba;  ja z pewnością mogę powiedzieć tylko, że owa wspaniała sfera naprawdę istnieje. Różnice w jej opisach są wynikiem filtrującej funkcji mózgu, który zostaje skażony wspomnieniami osobistymi i kulturowym smakiem. Leżąca u ich podstaw rzeczywistość jest niezaprzeczalna".  W ten sposób odrzuca paradygmat materialistyczny przyjęty w epoce oświecenia.

Na czym polega doświadczenie dr. Ebena Alexandra? 10 listopada 2008 roku lekarz został przywieziony do szpitala z ciężkim i rzadkim u dorosłych zapaleniem opon mózgowych.  W śpiączce przestała działać kora mózgowa odpowiedzialna za pamięć, mowę, uczucia, logikę oraz świadomość wizualną i słuchową.  Dlatego mózg nie mógł być twórcą mistycznych doznań. Chorobę wywołała bakteria E.coli, choć do dziś nie wiadomo, w jaki sposób dr Alexander ją złapał.

Cały czas czuwali przy nim krewni, trzymali go za rękę i modlili się za niego. Ze śpiączki wydobyło go błaganie dziesięcioletniego syna, żeby nie odchodził.

Wybrany

Autor sugeruje mesjański charakter swojego doświadczenia. Został wychowany w Kościele episkopalnym, ale był sceptykiem, który teraz uwierzył w Boga i zaświaty. Nie jest dzieckiem biologicznym swoich rodziców, lecz adoptowanym.  Rodzice od początku mówili mu, że został „wybrany", nie adoptowany. Przed śpiączką dr Alexander przez kilka lat cierpiał na depresję, bo biologiczna matka nie chciała utrzymywać z nim kontaktu. Podświadomie uznał, że został  oddany jako niekochane dziecko przez nieletnią pannę, więc nie zasługuje, aby żyć. Zwłaszcza gdy się dowiedział, że jego biologiczni rodzice w końcu się pobrali i mieli kolejne dzieci.
Amerykański neurochirurg nieprzypadkowo opisuje tę historię. Motyw nieznanego ojca (Mojżesz znaleziony w koszyku w Nilu i adoptowany przez córkę faraona, ojciec nieziemski Jezusa) pojawia się wszak w historiach proroków, podobnie jak znaki na niebie – gwiazda betlejemska lub tęcza. Niewytłumaczalne zakażenie i nagłe ozdrowienie mogą więc sugerować „cudowną" interwencję.

Zapach śmierci

Eben Alexander opisuje, co widział i czuł, gdy zapadł w śpiączkę. Twierdzi, że najpierw ujrzał przejrzystą ciemność. Zachował świadomość bez swej tożsamości i ciała, jak we śnie, gdy obserwujesz otoczenie, ale nie wiesz, kim jesteś. Opowiada, że słyszał mocne, rytmiczne, pierwotne uderzenia z oddali wstrząsające całym otoczeniem. Jednocześnie zanikły jego emocje, logika, język. Cofnął się do życia pierwotnego. Zanikło też poczucie czasu. Widział ciemnoczerwone jakby korzenie ciągnące się gdzieś z dołu  w górę jak dżdżownice. Był samotnym punktem świadomości w bezczasowym, czerwonobrązowym morzu. Wokół niego – jak wspomina – pojawiały się i znikały groteskowe twarze zwierząt. Nagle poczuł odrażający zapach. Jak twierdzi – zapach biologicznej śmierci. Wtedy miało się pojawić coś, co emitowało promienie białozłotego światła. Usłyszał piękną muzykę, coraz głośniejszą. Źródło światła się zbliżało, aż dojrzał w nim wejście. Po drugiej stronie był olśniewający, bujny i zielony krajobraz wiejski. Doktor płynął nad polami, strumieniami i ludźmi, roześmianymi, tańczącymi w kręgach, ubranymi w proste, chłopskie, ale zarazem piękne szaty. Było to jak sen, lecz niezwykle realne. Dr Alexander zapamiętał, że obok pojawiła się piękna dziewczyna w szatach koloru błękitu, indygo i brzoskwini. Spostrzegł, że płyną razem na skrzydle motyla wśród milionów innych motyli. Dziewczyna, patrząc na niego z miłością, przekazała mu bez słów, że jest kochany i nie ma się czego obawiać. Dodała, że zobaczy tu wiele rzeczy, ale wróci na ziemię.  Potem – jak utrzymuje – znalazł się ponad chmurami, wśród przezroczystych ni to ptaków, ni aniołów, które, lecąc, zostawiały smugi na niebie. Z góry dochodził dźwięk – wspaniały, jakby buczący hymn radości tych istot. Kolejne wspomnienie to ogromna czarna lśniąca próżnia. Alexander pisze, że poczuł się jak płód w łonie Boga, Stwórcy, Źródła wszechświata. Twierdzi, że anioł był kimś w rodzaju pośrednika między nim a Stwórcą, Bóg przekazał mu bez słów, że wszechświatów jest wiele, lecz w centrum ich wszystkich znajduje się bezwarunkowa miłość. We wszystkich istnieje także zło konieczne, abyśmy mieli wolną wolę i dobrze wybierając, mogli się doskonalić. Doktor  widział bogactwo życia w niezliczonych wszechświatach, w tym niektóre inteligencją przekraczające ludzkość. Widział wyższe wymiary nie do pojęcia ze światów niższych poziomów. Świat czasu i przestrzeni, w którym poruszamy się na ziemi, głęboko przenika się z tymi wyższymi światami. W każdym miejscu i czasie ich wymiaru można zejść do naszego...

Umysł oświeceniowy

Opis dość szczegółowy, ale w ogólnych zarysach przypominający podobne wizje ludzi, którzy byli „po tamtej stronie" i wrócili do świata żywych. Ciekawe są jednak wnioski, jakie wyciąga dr Alexander. Otóż większość naukowców sądzi, że ludzka świadomość składa się z informacji cyfrowych na podobieństwo programu komputerowego i jest wytwarzana przez 10 miliardów neuronów mózgu.  Autor „Dowodu nieba" stawia natomiast hipotezę, że mózg nie wytwarza świadomości. Przeciwnie – jest filtrem blokującym świadomość niefizyczną, jaką mamy w niefizycznym świecie. Doznanie św. Pawła z porwania do „trzeciego nieba" (2 Kor 12 2  i słowa, że „teraz widzimy niejasno jak w zwierciadle, a wtedy (ujrzymy) twarzą w twarz" (1 Kor 13  12)  dały początek mistyce chrześcijańskiej. Umysł oświeceniowy uznał, że to zabobon. Także psycholog i mędrzec  XX wieku Carl Gustaw Jung  miał podobną wizję. Ukrywał ją jednak z lęku przed utratą powagi naukowej – aż do chwili, gdy podyktował do pamiętników niedługo przed zgonem. Od tamtych czasów postęp medycyny umożliwił na masową skalę cofanie śmierci klinicznej. Wielu pacjentów ma podobne doznania. Umysł oświeceniowy uznaje je za wytwory mózgu w stanie napięcia. Tak też sądził dr Alexander. Aż do momentu, gdy i  jego mózg znalazł się w stanie, gdy niczego nie mógł wytwarzać.  Pod naciskiem faktów medycznych z jednej strony, a z drugiej – niezatartego doświadczenia duchowego rzucił na szalę swą reputację uczonego. Co z tym uczynią umysły oświeceniowe jego kolegów naukowców – dowiemy się wkrótce. Autor jest krytykiem filmowym i publicystą
Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL