fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Polska i Ukraina odbudują górskie obserwatorium

Ruiny obserwatorium (fot. Marek K. Misztal)
Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0
Piotr Kościński
Polska i Ukraina wspólnie odbudują górskie obserwatorium, niegdyś noszące imię Piłsudskiego
Niezwykła była jego budowa. Równie niezwykła wydaje się odbudowa. Decyzja w tej sprawie zapadła kilka lat temu, a teraz postępuje rekonstrukcja. Dawne obserwatorium będzie elementem Polsko-Ukraińskiego Centrum Spotkań Młodzieży Akademickiej  w Mikuliczynie. – W takim samym kształcie jak kiedyś, w surowym, pięknym klimacie. Strona ukraińska traktuje ten projekt z wielką atencją – mówi Marek Maluchnik z polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Dach jak ze złota

Ukraiński historyk Jarosław Zełenko w publikacji poświęconej budowie obserwatorium przytaczał  wspomnienia Hucułów mieszkających w okolicznych wioskach. Opowiadali, że na górę „wożono kamień, piasek, wodę i cement końmi, a kto nie miał koni, przenosił materiały na plecach". O miedzianym dachu kamiennego budynku tamtejsi mieszkańcy mówili, że w słońcu „błyszczał jak ze złota". „Mój ojciec miał parę fajnych koników, najmował się do prac i woził na górę Pop Iwan wszelakie rzeczy: cement, cegłę, żywność. Ojciec powoził, a ja szłam z tyłu i niosłam kamień. I podkładałam go pod tylne koło, gdy furmanka stawała, bo ciężki wóz mógł cofnąć pomęczone konie z powrotem" – wspominała Hanna Buskaniuk, mieszkanka wsi Krywirownia w obwodzie iwano-frankiwskim.
Odbudowa trwa. Odgruzowano część pomieszczeń, trwają prace przy stropach
Wiosną 1935 roku na górze zebrano 1500 metrów sześciennych kamienia i rozpoczęto budowę drogi. Trudzili się przy tym miejscowi Huculi, wspierani przez polskich żołnierzy. Brukowana droga w ukraińskiej wsi Krasnyk, zbudowana przez wojsko polskie, służy tamtejszym mieszkańcom do dziś.
Jarosław Zełenko podkreślał, że praca była ciężka, ale też opłacalna. W lecie dostarczyć materiały na górę można było dwukrotnie. Za jednorazową dostawę płacono 12 złotych. Dzień pracy drwala kosztował wówczas 5 złotych, a kosiarza 2 złote.
„Strategiczny projekt Rzeczypospolitej. W warunkach ówczesnej geoprzestrzeni i szerzenia się faszyzmu w Europie obserwatorium było ważnym strategicznym obiektem na granicy Polski z Węgrami. Chciałbym podkreślić, że na szczycie góry, kilka metrów od obserwatorium znajdował się słup graniczny nr 16 polsko-czechosłowackiej granicy. A w pobliżu niedalekiej góry Stih stykały się granice trzech państw: Polski, Rumunii i Czechosłowacji, a później także Węgier" – pisał historyk Zełenko.
Budowlę nazywano popularnie Białym Słoniem – między innymi od śniegu, który ją szczelnie w zimie oblepiał. Krążyło wokół niej sporo mitów i legend. Że jest ważną siedzibą polskiego wywiadu (w rzeczywistości była tam tylko strażnica Korpusu Ochrony Pogranicza), że potężne lunety i teleskopy to tak naprawdę działa przeciwlotnicze...
Po wojnie budowla niszczała. Ukraiński portal Gazeta.ua pisał, że miedziany dach byłego obserwatorium nadal służy miejscowym Hucułom: został przerobiony na kotły, w których pasterze warzą ser na połoninach.

Kultowe miejsce

Odbudowa już trwa. Opracowano jej plany, zebrano część potrzebnych środków. Odgruzowano część pomieszczeń, trwają prace przy stropach, powoli przygotowywane jest kładzenie dachu. Takie wspólne polsko-ukraińskie przedsięwzięcia są jednak rzadkością. Czasy, gdy o polskiej obecności w Galicji wschodniej w okresie międzywojennej mówiono niechętnie lub nawet wrogo, raczej minęły i w lwowskich kawiarniach wiszą przedwojenne fotografie miasta. Ale jednak trudno mówić o jakimś pielęgnowaniu polskiego dziedzictwa.
– W naszym przypadku są ludzie, którzy chcą odbudowy obserwatorium i o tę odbudowę walczą. Myślę przede wszystkim o Ihorze Cependzie, rektorze Uniwersytetu w Iwano-Frankiwsku, który zna Polskę, był pracownikiem dyplomatycznym (także w ambasadzie Ukrainy w Warszawie – red.) - mówi „Rz" Jan Malicki, dyrektor Studium Europy Wschodniej na Uniwersytecie Warszawskim. I podkreśla, że pomógł fakt, iż obserwatorium uznawane jest za „kultowe" i raz na rok wspinają się do niego wielkie tłumy młodych Ukraińców.
Ukraiński fotograf i podróżnik Ihor Melika mówi „Rz", że rewitalizacja obserwatorium jest dobrym pomysłem. – Rezygnacja z takiej cennej pamiątki architektury byłaby grzechem. Trzeba tylko pamiętać, że przy pracach remontowych należy szczególnie chronić środowisko, mówimy przecież o budowie wysoko w górach – mówi „Rz" Melika.
Podobnie sądzi lwowski publicysta Antin Borkowski. – Realizacja wspólnych projektów dotyczących dziedzictwa historycznego czy kulturowego jest dobrym pomysłem, pod warunkiem że nie kończy się na deklaracjach. Rewitalizacja obserwatorium w Karpatach to także dobry pomysł. Znaczące jest także to, że oprócz atrakcji turystycznej byłby to ośrodek badawczy dla studentów. Powinniśmy stawiać na rozwój nauki. Dlaczego nie odrodzimy na przykład szkoły polsko-warszawskiej – potężnego ośrodka myśli filozoficznej i logistycznej działającego w latach 20. i 30. ubiegłego wieku? – mówi „Rz" .
Są już pozytywne doświadczenia. We Lwowie Polacy i Ukraińcy wspólnie odnawiali m.in. Cmentarz Łyczakowski (renowacja nagrobków) oraz historyczną Katedrę Ormiańską (renowacja drewnianego ołtarza).

Z Piłsudskim w tle

Góra Pop Iwan służy nie tylko podróżnikom. W sierpniu aktywiści nacjonalistycznej partii Swoboda rozwinęli na jej szczycie ogromną błękitno-żółtą flagę. Akcja była poświęcona Dniu Flagi, o wchodzeniu na górę było głośno, a aktywiści Swobody twierdzili, że wejście na szczyt było „lekcją ukraińskiego zwycięstwa". Czy obserwatorium nie przyciągnie ukraińskich nacjonalistów?
– Współpraca polsko-ukraińska nie zawsze wygląda tak dobrze jak przy naszym projekcie –  przyznaje Jan Malicki.
A trzeba też pamiętać, że budowla nosiła przed wojną imię Piłsudskiego. Co prawda tak się teraz nazywać nie będzie, jednak pamięć o niej pozostanie. – To nie powinno wzbudzić protestów, chodzi przecież o nazwę historyczną. Myślę, że moi rodacy nie będą się jej sprzeciwiać – dowodzi Melika.
Na Ukrainie Piłsudski nie kojarzy się co prawda tak jednoznacznie negatywnie jak na przykład na Litwie, ale też nie cieszy się szczególną sympatią. Przed wojną na zachód od Zbrucza, czyli od granicy polsko-sowieckiej, ulice Piłsudskiego były prawie w każdym mieście. A obecnie jedyne chyba miejsce, w którym Piłsudski został upamiętniony, to Winnica – na budynku, w którym gościł podczas wojny polsko-bolszewickiej, znajduje się od niedawna tablica pamiątkowa z wyobrażającą go płaskorzeźbą.
Być może odbudowa Białego Słonia pomoże nie tylko w przywracaniu polskich miejsc, także tych nowszych, z okresu międzywojennego, ale i w „odczarowaniu" postaci pierwszego marszałka Polski. Żeby Ukraińców nie raziła umieszczona na przyszłej tablicy pamiątkowej informacja, że Biały Słoń nosił przed wojną imię Józefa Piłsudskiego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA