fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Zaorski: Kocham piłkę, choć jest niesprawiedliwa

ROL
Rozmowa z Januszem Zaorskim, reżyserem filmowym i teatralnym, kibicem piłkarskim
Rzeczpospolita: Widzę, że ogląda pan powtórkę meczu Niemcy - Grecja. Nie widział pan meczu na żywo?
Janusz Zaorski: Widziałem, ale mi się podobał, więc rzucam okiem. Niemcy świetnie grają. Do organizacji, wybiegania i kondycji, czyli tego, z czego są od dawna znani, dołożyli błyskotliwość. To się wydawało nie do pogodzenia, a im się udało. Joachim Loew jest odważnym trenerem, skoro w meczu ćwierćfinałowym zostawił na ławce Mario Gomeza i Lukasa Podolskiego, a postawił na młodych - Marco Reusa i Andre Schuerrle. Zagrali może nawet lepiej niż gwiazdy. To może mieć znaczenie w decydujących meczach. Tytuł mistrza świata lub Europy zdobywa zazwyczaj drużyna, która ma najlepszych rezerwowych.
Stawia pan na Niemców?
Są wielkim faworytem i logicznie rzecz biorąc powinni spotkać się w finale z Hiszpanią. Ale pamięta pan co się stało wiosną w rozgrywkach Ligi Mistrzów? Wszyscy stawiali na finał Real - Barcelona a zagrał Bayern z Chelsea. Kocham piłkę chociaż jest niesprawiedliwa. Hiszpanie grają znakomicie, ale widać w tej grze pewne rysy. Może brak Carlesa Puyola nie jest odczuwalny, ale miał on bardzo duży wpływ na drużynę. Widać natomiast brak Davida Villi i to, że trener Del Bosque czasami ma problem jak grać w napadzie. Z Fernando Torresem, Ceskiem Fabregasem czy w ogóle bez napastnika. A u Niemców wszystko gra. Są jak szwajcarski zegarek inkrustowany brylantami.
A do czego by pan porównał reprezentację Polski?
Nagroda w Festiwalu Filmów Polskich w Gdyni jest bardzo cenna, ale na krajowym podwórku. Liczy się dopiero Złota Palma w Cannes. Trzeba tam jechać z dobrym filmem i w smokingu. Euro jest takim Cannes dla piłkarzy. My nie byliśmy do niego przygotowani. Pięćdziesiąt procent sukcesu tkwi w głowie a mam wrażenie, że w głowach polskich piłkarzy takie wiary nie było. Na meczu we Wrocławiu siedziałem na tyle blisko boiska, aby widzieć, że niektórzy nasi piłkarze nie gryźli trawy. Nie było czegoś takiego jak czynnik wolicjonalny.
Mnie się wydawało, że jednak tak. Nawet kiedy w meczach z Grecją czy Czechami sytuacja nie układała się po ich myśli, to przynajmniej starali się. Lepiej grać nie potrafią.
Nie mówię, że wszyscy, ale wielu mnie zawiodło. Łukasz Piszczek przeszedł obok meczu, a kiedy on gra słabiej, Robert Lewandowski i Kuba Błaszczykowski dostają mniej piłek, przez co też są mniej widoczni. Czesi załatwili nas w drugiej połowie tak, jak my powinniśmy z nimi wygrać w pierwszej. Przypomniał mi się mecz z Chorwacją w Klagenfurcie, cztery lata temu. Też musieliśmy zwyciężyć a pierwszy groźniejszy strzał na bramkę oddaliśmy w siedemdziesiątej minucie, czy coś koło tego. Wydawało się, że wyciągniemy jakieś wnioski, ale większość piłkarzy z obecnej kadry na mistrzostwach w Austrii nie grała, trener też jest nowy.
Lepszy czy słabszy od Leo Beenhakkera?
Franciszka Smudę bardzo lubię i po ludzku mu współczuję. On ciężko pracował i bardzo się starał. Ale mam wrażenie, że ten turniej go przerósł. Bał się meczu otwarcia, potem Rosjan, po ich efektownym zwycięstwie nad Czechami, wreszcie samych Czechów. Wyszliśmy na boisko chyba bardziej nadzieją niż planem. A może uda się strzelić bramkę. Nie udało się i to oni nam wbili. Odpadliśmy nie wygrywając żadnego meczu. I co, mam śpiewać z innymi: Polacy nic się nie stało? Stało się.
Wiele osób jednak śpiewa...
W sprawach piłki Polska podzieliła się jak pod względem poglądów politycznych. Są dwie Polski i odmienne interpretacje tych samych faktów. Dla jednych z Grecją odnieśliśmy sukces, bo Przemysław Tytoń obronił karnego, dzięki czemu nie przegraliśmy. Dla innych remis to porażka, bo prowadziliśmy 1:0, graliśmy z przewagą jednego zawodnika, powinniśmy zdobyć drugą bramkę i spokojnie czekać na końcowy gwizdek. A oddaliśmy inicjatywę przeciwnikowi, sami straciliśmy gola, bramkarza i uratował nas rezerwowy. Z czego się mamy cieszyć? Turniej jest naszym ogromnym sukcesem organizacyjnym. To był genialny pomysł. Ale zamiast wisienki na torcie, w postaci dobrego wyniku reprezentacji, dostaliśmy pestkę. Gorzką i twardą.
Nie widzi pan żadnych dobrych stron w naszej reprezentacji?
Oczywiście że widzę. Dla mnie odkryciem był Eugen Polański. Myślałem, że jako filmowiec o Polańskim wiem wszystko a tu taka niespodzianka. Przemysław Tytoń i Damien Perquis to też dobre nabytki.
Obserwuje pan poszukiwania nowego trenera reprezentacji?
Obserwuję schizofrenię. Robienie ze Smudy nieboszczyka zaczęło się natychmiast po meczu z Czechami. To było okropne, polskie dzielenie skóry na niedźwiedziu. Zresztą, czy tylko polskie? Pamięta pan Greka Zorbę? Bubulina jeszcze dycha na łożu śmierci, a wieśniacy już rabują co się da. Beenhakkera prezes Grzegorz Lato zwolnił przed kamerami telewizji nim poinformował go o tym osobiście. Takie formy nie mogą się podobać. Są nie do zaakceptowania. W dodatku widać gołym okiem jak przy okazji wyboru nowego trenera różne grupy próbują załatwić swoje interesy.
Tak zawsze było. Widzi pan jakieś wyjście?
Trener zagraniczny, z dokonaniami i autorytetem moralnym. Taki, którego wszyscy by słuchali. Od piłkarzy po działaczy.
Beenhakker zbliżał się do tego wizerunku, ale nie tylko ostatecznie przegrał, ale i nic po sobie nie zostawił. Miał dobry kontrakt i nic go poza tym nie interesowało.
Bo PZPN podpisał z nim złą umowę. Za chwilę rozpoczynają się eliminacje do mistrzostw świata w Brazylii i trzeba tam jechać z trenerem, który to wszystko zna i się nie przestraszy.
Podoba się panu Euro?
Jestem w siódmym niebie. Czuję się dumny jako Polak. Ludzie się zjednoczyli, bo poczuli, że patriotyzm nie jest tym, czego się wstydzili w czasach PRL.
- Rozmawiał Stefan Szczepłek
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA