fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Sojusznik z „tamtej" strony

Piotr Zaremba
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Będzie inaczej niż zwykle. Chcę podziękować pisarzowi Pawłowi Huellemu za obywatelskie wystąpienie na łamach „Gazety Wyborczej" w obronie nauczycieli.
Bronić ich trzeba. Nie dlatego, że Kartę nauczyciela uważam za zbiór dogmatów. Ale dlatego, że za kampanię na jej temat wzięli się ludzie, którzy rozumieją szkolną rzeczywistość tak jak turyści świat dzikich zwierząt zza okien samochodów na safari.
Zwiększaniem nauczycielskich obciążeń zajęli się w momencie, gdy na skutek niżu demograficznego i kolejnych cięć godzin oraz przedmiotów i tak trzeba będzie wielu nauczycieli zwolnić. Oczywiście, mamy też czas finansowych kłopotów. Ale wiara, że samorządy będą organizować dodatkowe zajęcia dla uczniów opóźnionych, to naiwność. Zwiększą pensum i tyle. A w przypadku pracy nauczyciela każde kilka godzin więcej to jedna klasa więcej. Trzeba poznać mnóstwo nowych osób z ich delikatnymi historiami, być dostępnym dla kolejnych uczniów i ich rodziców. Czy reformatorzy mówią nam o takich kosztach?
Pasja najbardziej radykalnych uzdrowicieli dziś prowadziłaby do tego, że w mniejszych szkołach większość kadry pedagogicznej potraciłaby etaty, w tym jedyni nauczyciele danego przedmiotu. I co? Szkoły będą robić ludzie dochodzący? A może je polikwidujmy? Zwiększając odległość ucznia od szkoły?
Jest i coś jeszcze. Huellemu chodzi o ludzką godność. Ja, nie odrzucając tego argumentu, opisałbym to inaczej. Triumfalne dołożenie obowiązków nauczycielowi na barki, połączone z sugestiami, że był darmozjadem, i z komunikatem: „Teraz cię łatwiej zwolnić", to zły sygnał dla ucznia. Wysłany wówczas, gdy powinniśmy na resztki nauczycielskiego autorytetu chuchać - z powodów cywilizacyjnych. Za takie zmiany trzeba się brać z precyzją sapera, a nie operatora cepu.
Dla mnie tekst Huellego ma i inną zaletę. To pierwszy od dawna ważny głos „po tamtej stronie", łamiący schemat rytualnego pohukiwania o tym, o czym już nie powiemy sobie nic nowego. Choć mówić, jak o Smoleńsku, musimy.
Popierający Huellego Jacek Żakowski był bliski popsucia wszystkiego: dla niego jak zawsze praprzyczyną jest „szczujący" przed laty PiS. Jak dla Lenina, który podczas schadzki z Nadieżdą Krupską wygrażał „brużdżącym mienszewikom". Ale ta sprawa wymaga sojuszów najbardziej chwilowych i niewygodnych.
Autor jest publicystą „Uważam Rze"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA