fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i opinie

Szczerość za szczerość

Piotr Aleksandrowicz
ROL
Ujął mnie swoją szczerością marszałek województwa śląskiego p. Adam Matusewicz. Kilka tygodni temu powiedział, że samorządy nieźle dają sobie radę z finansami.
„Nie mam tu na myśli tylko pomysłowości naszych służb, ale również postawę naszych banków, których skuteczność w omijaniu zapisów ustawy o finansach publicznych jest duża". Okazało się, że minister finansów, mistrz kombinowania z długiem, ma pojętnych uczniów.
Jedną z metod stosowanych przez samorządowców jest wypychanie długu do spółek komunalnych. Znalazłem na ten temat tylko jedno opracowanie z 2011 roku przygotowane w Instytucie Kościuszki. Wynika z niego, że rzeczywisty dług Warszawy to nie 6 a 8 mld zł, Krakowa i Wrocławia nie po 2 mld lecz blisko3, Łodzi nie 1,5 lecz 2,5 i tak dalej. W sumie tylko w miastach wojewódzkich długi sięgają nie 20, lecz 28 mld zł. Dziś to z pewnością więcej.
W końcu marca bieżącego roku samorządy były oficjalnie zadłużone na  ok. 70 mld złotych, co stanowi 7,7 proc. długu publicznego, 2 razy więcej niż 10 lat temu. To nie jest dramatycznie dużo. Dług polskich samorządów to mniej niż połowa długu jednej hiszpańskiej prowincji  (Walencja), czy dużych landów w Niemczech. Samorządy mają też spory majątek – nie tylko nieruchomości, także udziały w firmach komunalnych. Tylko w Łodzi do miasta należą 23 spółki, w tym aquapark i arena sportowa, nie mówiąc o przedsiębiorstwach wodnokanalizacyjnych i oczyszczania.  Nie zmienia to faktu, że statystyka jest ułomna (na marginesie – ile wynosi zadłużenie wielkich polskich firm państwowych, które jest implicite gwarantowane przez skarb Państwa? Ciekawe, czy ktoś sumuje pojawiające się co kilka dni doniesienia o kolejnych miliardowych emisjach obligacji i pożyczkach koncernów energetycznych czy PGNiG).
Widać, że kreatywność samorządów i banków ma jednak swoje granice, a kasy brakuje. Dlatego samorządy zaczynają napierać na rząd, by zmienił zasady ustalania podatku od nieruchomości. Chodzi o wprowadzenie tak zwanego strefowania, czyli obliczania podatku zależnie od lokalizacji nieruchomości. Im lepsza lokalizacja, tym wyższy podatek. Strefowanie byłoby jednak dość specyficzne. Jak to szczerze ujął w ubiegłym tygodniu w wypowiedzi dla PAP dyrektor Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich: „Polityczna decyzja powinna być taka, aby ta zmiana nie oznaczała dla przeciętnego mieszkania wzrostu kosztów. My nie chcemy opodatkowywać przeciętnego Polaka, tylko bogatego Polaka". Duch Baracka Obamy i Francois Hollande'a uniósł się nad Polską samorządową.
Więc szczerość za szczerość. Zanim samorządy zaczną się ratować podwyższaniem podatków może warto, by przyjrzały się, jak wzrosło w nich zatrudnienie w ostatnich latach i czy nie udałoby się czegoś sprywatyzować. Bo następne wybory już za 2 lata.
Źródło: ekonomia24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA