fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Królestwo na konia

www.youtube.com
Monarchia ma powód do dumy. Zara Phillips, najstarsza wnuczka królowej Elżbiety II, wystartuje w olimpijskich zawodach jeździeckich i ma szanse na medal
Zara Anna Elżbieta Phillips jest córką księżniczki Anny i jej pierwszego męża, kapitana dragonów Marka Phillipsa. Czternasta w oficjalnej kolejce do tronu po mamie, swym starszym bracie i jego dwóch córkach. Konno jeździ od dziecka, bo to jedna z podstawowych umiejętności, jakie nabywa nowy członek królewskiej rodziny.
Geny pomogły, także te ze strony ojca, chociaż najpierw wymienia się zasługi księżniczki Anny, przewodniczącej Brytyjskiego Komitetu Olimpijskiego. W Polsce, dzięki piosence Ewy Bem, wiemy mniej więcej tyle, że Anna często spadała z konia, ale księżniczka to olimpijka z Montrealu (1976), była w drużynie startującej we wszechstronnym konkursie konia wierzchowego (WKKW). Na podium nie stanęła, ale Brytyjczycy świetnie pamiętają, że była pierwszą z rodziny Windsorów, która pojawiła się na igrzyskach jako uczestniczka, a nie obserwatorka rywalizacji. Poza tym już w 1971 roku została indywidualnie mistrzynią Europy, a w 1975 roku wicemistrzynią indywidualnie i w drużynie. Zasługi i pozycja dały jej także funkcję przewodniczącej Międzynarodowej Federacji Jeździeckiej (FEI) w latach 1986 – 1994. Kapitan Mark Phillips błękitnej krwi ma mniej, ale sukcesy olimpijskie większe: złoto w drużynie WKKW w Monachium (1972) i jeszcze srebro w Seulu (1988).
Zara, wbrew pozorom, nie miała łatwej drogi do debiutu olimpijskiego, choć już w 2006 roku została mistrzynią świata, oczywiście też w WKKW. Przyznano jej wtedy tytuł brytyjskiego sportowca roku. Rok wcześniej była, jak mama, mistrzynią Europy. Miała wystartować w Atenach i Pekinie, ale obie próby zakwalifikowania się do reprezentacji nie udały się z powodu kontuzji jej najlepszego konia o imieniu Toytown. Do kolejnych kwalifikacji przygotowywała się na wałachu High Kingdom (dziś 11-letnim), który w opinii fachowców przez długie miesiące nie wyglądał na kandydata na igrzyska, ale w końcu, jesienią 2011 roku zaczął przejawiać więcej sportowych ambicji i klasy.
Wiosną para Phillips i High Kingdom nie dostała wielu okazji do startów, w zasadzie o awansie królewskiej wnuczki zadecydowały dopiero ostatnie, czerwcowe zawody kwalifikacyjne w Bramham, w północno-wschodniej Anglii. W kadrze było pięć miejsc, trzyosobowa komisja kierowała się nie tylko ostatnimi wynikami, ale także potencjałem kandydatów i ich zdolnością do pokonywania ekstremalnych trudności przyszłego crossu olimpijskiego w parku Greenwich.
Było ciężko, tor crossu był mokry, zawody składające się z konkursu ujeżdżenia, biegu terenowego i konkursu skoków nie zostawiły miejsca na żadną asekurację. Dwa konie padły. Zara Phillips zajęła trzecie miejsce i dostałą oficjalną nominację. Na pytanie, jak rodzice przyjęli nowinę, odpowiedziała: – Mama padła z wrażenia, tata nie jest wielkim gadułą. Po wielu namowach dodała także to, co usłyszała od babci. – Była bardzo dumna – stwierdziła.
Królewskie obowiązki na koniu podejmuje już drugiego dnia igrzysk, więc nie pojawi się na uroczystym otwarciu. Znicz olimpijski już niosła w maju, a właściwie wiozła w siodle na swym odcinku sztafety olimpijskiej na torze wyścigowym w Cheltenham. Powiedziała dziennikarzom, że zamieszka w wiosce sportowców z resztą reprezentacji: Tiną Cook, Wiliamem Foksem-Pittem, Georginą French i Mary King, i że nie oczekuje żadnego specjalnego traktowania. Będzie korzystać ze standardowych środków transportu i ochrony.
Dla rodaków jej start będzie jednak jedną z największych atrakcji igrzysk. Jest powszechnie lubiana, bo od zawsze przedkładała sport nad bycie jedynie odległą od ludu królewską wnuczką. W dodatku rok temu księżniczka Zara wzięła ślub z Mike'em Tindallem, kapitanem angielskiej reprezentacji rugby, po siedmioletnim narzeczeństwie. Startuje jednak pod nazwiskiem ojca.
Księżniczka Anna, pytana miesiąc przed awansem córki, czy chciałaby uczestniczyć w rywalizacji w Londynie, odrzekła, że nigdy i wyjaśniła: – Dziś to naprawdę trudna sprawa. Presja jest o wiele większa niż za moich czasów, nie było wtedy tego wdzierania się w życie mediów, zwłaszcza tych nowych, elektronicznych. Nie zniosłabym tego startu. Zresztą dziś rozumiem także tych, którzy – znając koszty igrzysk – traktują je jako rodzaj wielkiej sportowej ekstrawagancji.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA