fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Prokuratorzy jak święte krowy

Piotr Zaleski, właściciel kantoru Conti, spędził w Areszcie Śledczym w Braniewie 157 dni. Niesłusznie
Fotorzepa, Maciej Koszycarz Maciej Koszycarz
Gdański prokurator zniszczył firmę i zrujnował życie jej właściciela. Nie poniósł żadnych konsekwencji
Przewlekłe areszty wydobywcze to wciąż podstawowe narzędzie wielu prokuratorów w śledztwach przeciw przedsiębiorcom. Za takie działania nie grozą im konsekwencje. Przekonał się o tym Piotr Zaleski.
Jego dramatem i walką o sprawiedliwość zajęli się dziennikarze „Rz" i Polsatu z programu „Państwo w państwie".

Za dobrze pracował

Piotr Zaleski był właścicielem kantoru Conti. We wrześniu 1995 r. do jego firmy na polecenie prokuratury wpadła brygada antyterrorystyczna. Prokurator Roman Paszkiewicz postawił mu i jego wspólnikowi Amilkarowi Nowakowi zarzut prania brudnych pieniędzy. Powodem był fakt, że obroty jego kantoru kilkakrotnie przekraczały te u konkurencyjnych firm. Paszkiewicz uznał to za dowód, iż współpracują z mafią.
Prokuratura zabezpieczyła też pieniądze znalezione w jego kantorze – równowartość ok. 3 mln zł. W efekcie firma nie miała z czego spłacić zobowiązań. Sam Zaleski na 157 dni trafił do Aresztu Śledczego w Braniewie.
Proces Zaleskiego zaczął się w 2001 roku. W 2004 r. Zaleski był oczyszczony z zarzutów.
– Został prawomocnie uniewinniony od zarzutu prania  brudnych pieniędzy. Natomiast  w zakresie zarzutu tzw.  oszustw podatkowych, za które został skazany w I instancji,  postępowanie sądowe  ostatecznie zostało zakończone   umorzeniem wobec przedawnienia karalności czynu – mówi „Rz" prokurator Grażyna Wawryniuk, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Kiedy sąd zdecydował o oddaniu Zaleskiemu pieniędzy znajdujących się w depozycie, okazało się, że ukradziono z nich 750 tys. zł. W lipcu 2011 r. gdański Sąd Rejonowy uznał, że brakująca kwota musi zostać zwrócona. Do tej pory nie dostał nawet złotówki.
Walczył też o odszkodowanie z tytułu utraconych dochodów. Wycenił je na 5 mln zł. Ostatecznie 7 października 2011 r. Sąd Najwyższy uznał, że roszczenie uległo przedawnieniu, bo powinno zostać złożone zaraz po zajęciu środków przez prokuraturę.
– Odwołuję się teraz do Strasburga – mówi „Rz" Zaleski.
Przedsiębiorcy przyznano jedynie 75 tys. złotych odszkodowania za niesłuszny areszt.
Zaleski chciał, by koszty wyrządzonej mu krzywdy pokrył nie podatnik, ale prokuratura. A także, by przeprosiła w gazetach. Sąd w maju 2010 r. wniosek oddalił, uznając, że „działania prokuratury były w ramach przepisów prawa i procedur".
To kuriozalne orzeczenie. Wcześniej w 2006 r. Sąd Najwyższy uznał bowiem, że: „postawione przez prokuraturę zarzuty nigdy nie miały uzasadnienia w prawie".
– Ani ja, ani moja rodzina nigdy nie usłyszeliśmy nawet słowa przeprosin – mówi Zaleski.
Tymczasem, jak ustaliła „Rz", prokuratura chciała zablokować nawet wypłatę odszkodowania za niesłuszny areszt. W 2009 r. Prokuratura Okręgowa we Włocławku badała, czy są podstawy do wszczęcia tzw. postępowania regresowego, czyli o zwrot przyznanego odszkodowania. Ostatecznie prokuratorzy musieli przyznać, że brakowało podstaw do wytoczenia takiego powództwa.

Potrzebny wilczy bilet

Za zniszczenie firmy, zrujnowanie życia przedsiębiorcy prokurator Roman Paszkiewicz nigdy nie poniósł odpowiedzialności. Według prokurator Wawryniuk przełożony Paszkiewicza nie miał podstaw do wszczęcia wobec niego postępowania dyscyplinarnego. Bo jeszcze zanim skończył się proces, nastąpiło przedawnienie karalności  ewentualnego deliktu dyscyplinarnego. Prokurator Paszkiewicz nie musi obawiać się też obciążenia spłatą kwoty, którą Skarb Państwa zapłacił za niesłuszny areszt. Prokuratorzy nie podlegają bowiem pod ustawę o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych za rażące naruszenie prawa.
– Osoby, które podejmują takie działania, powinny dostać dożywotni wilczy bilet z pracy w prokuraturze – ocenia Lech Jeziorny, ekspert Centrum im. Adama Smitha. – Dopóki nie będzie efektywnej kontroli nad pracą prokuratorów, takie sytuacje będą się zdarzać – dodaje.
Paszkiewicz do winy się nie poczuwa. – Uważam, że pan Zaleski dopuścił się przestępstwa uszczuplenia podatkowego, a w moim przekonaniu również przestępstwa prania brudnych pieniędzy. Niestety, nie udało mu się tego udowodnić – powiedział dziennikarzom Polsatu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA