Muzyka

Elektryczne Gitary nagrały świetny album „Nic mnie nie rusza“

ROL
Kuba Sienkiewicz, lider Elektrycznych Gitar, o nowej płycie „Nic mnie nie rusza" i diagnozach neurologa
Rz: Pierwszy raz mam przyjemność pana widzieć w lekarskim kitlu, w szpitalu, gdzie pan pracuje, który reklamuje się billboardem o treści: „Obsługujemy milion pacjentów rocznie". Zobacz na Empik.rp.pl
Kuba Sienkiewicz: Tak, przerób jest tu znaczny! Fabryka zdrowia. Czy dzięki temu wie pan o człowieku niemal wszystko?
Praca lekarza daje wiedzę statystyczną, ponieważ jest to doświadczenie seryjne. To na pewno pomaga w pisaniu piosenek, choć nie bezpośrednio, bo unikam żartów środowiskowych. Są hermetyczne bądź niesmaczne. Piosenka o padaczce skroniowej była chyba wyjątkiem. Nigdy nie cytuję indywidualnych historii, bo tego robić nie wolno. Ale dzięki temu, że stykam się z różnymi sytuacjami, szybciej przychodzą mi do głowy skojarzenia. Doświadczenia filtrują się powoli, cukrują i odzywają po pewnym czasie w formie przetworzonej, jak choćby w utworze „Spokój grabarza". Kłaniają się dwaj wielcy pisarze, którzy czerpali z lekarskiej praktyki: Czechow i Bułhakow. W prozie Bułhakowa wyczuwa się, że to lekarz. Wskazują na to język i konstruowanie zdań. Bardzo lekarskie! Którego z pisarzy pan bardziej ceni? Bliższy jest mi Bułhakow – ze względu na humor, ironię. Jest jednak przykładem lekarza, któremu wiedza medyczna nie pomogła uchronić się przed zgubnymi zachowaniami – brał między innymi morfinę. Co pan na to jako lekarz rockandrollowiec? Niestety, lekarze nie są w stanie zrobić użytku ze swojej wiedzy, dopóki nie sięgną dna, nie otrą się o śmierć. Wiedza o chorobach wcale nie chroni przed nałogami i niehigienicznym stylem życia. To tak jak z bohaterem piosenki „Nic mnie nie rusza". To prawda. Kiedy myślę o lekarzach i rock and rollu, przypomina mi się medyk The Rolling Stones, który nadzorował branie narkotyków na pokładzie samolotu muzyków. Nie słyszałem o tym, ale wyobrażam sobie lekarza, który pomaga przyjść muzykom do siebie, czyli leczyć kaca lub inne formy zejścia po używkach. Zaraz po skończeniu studiów, żeby dorobić, pracowałem w tak zwanym pogotowiu alkoholowym. Chodziło o podawanie kroplówek, elektrolitów i leków zwalczających mdłości czy zawroty głowy. Obecnie traktuję to jako wstydliwy etap mojego życia, ponieważ ratowanie ludzi na kacu pomagało lądować miękko osobom, które nie chciały przestać pić, a powinny zderzyć się z rzeczywistością i przejrzeć na oczy. Po pół roku takiej działalności widziałem prawie w każdym warszawskim oknie problem alkoholowy. Teraz myślę, że zachowywałem się tak jak lekarz jeżdżący z The Rolling Stones. A czy jako lekarz rockandrollowiec prosił pan kolegów z Elektrycznych Gitar słowami: „Panowie, nie pijcie, nie palcie itd."? Czy bywa raczej tak jak podczas słynnej sesji Tadeusza Nalepy, kiedy powiedział: „Panowie, nie pijcie! Kochanie, podaj mi kieliszek!". Nie pouczam kolegów. Żeby nie mówić o sprawach osobistych, powiem ogólnie: od pewnego czasu wspólnie zauważamy, że występy bez używek są dużo lepsze niż te z używkami. To zaowocowało wieloletnią już trzeźwością całego zespołu na scenie. Czy to wynik obserwacji po czterdziestce, kiedy zaczynają się pojawiać poważniejsze choroby? To dotyczyło naszych wrażeń związanych z jakością grania. Jeśli komuś służy alkohol poza sceną, nikt w to nie wnika. Siebie uważam za okaz zdrowia. Po zmianie systemu zmieniła się struktura spożycia używek przez Polaków. Widzi pan tego skutki? W PRL spożycie spirytusu na jednego mieszkańca Polski wynosiło ponad 8 litrów rocznie, wliczając w to noworodki i starszych. Kiedy nastał wolny rynek, podwyższyło się do 13 – 15 litrów na głowę. Koncepcja, że system komunistyczny rozpijał obywateli, padła. Spożycie się utrzymuje. A do tego dochodzą używki, do których jesteśmy genetycznie nieprzystosowani. Rozpowszechniły się bardzo. To mnie skłoniło do napisania piosenki „Goń swego pawia" rozpoczynającej się słowami: „Jeśli czasy są dobre, to wódka jest zdrowa". Skutkiem takiego myślenia są m.in. padaczka alkoholowa i stłuczenia mózgu. Warto jednak zauważyć poprawę wskaźników przeżywalności, co nastąpiło siedem – osiem lat po wprowadzeniu wolnego rynku, kiedy zaatakowały nas reklamy margaryny. Żyjemy średnio pięć lat dłużej niż w PRL. Czy piosenka „Chodzę i tańczę" to opis koncertu z okazji święta jednego z polskich miast? Oczywiście, jest to aluzja do takich naszych fantastycznych doświadczeń, jak występy przed hipermarketami, na wyborach miss, na święcie pieczarki, turnieju drwali, dniu kowali itd. Ale pomysł zawdzięczam sytuacji, która miała miejsce 300 lat temu, czyli premierze „Muzyki królewskich sztucznych ogni" Fryderyka Haendla w Londynie. Promocja tego wydarzenia musiała być ogromna, bo pod tłumami pieszych i wozami zawaliły się mosty. Kroniki piszą, że sztuczne ognie nie wypaliły, bo zamokły, ale muzyka się podobała, a piwo sprzedawało się świetnie. Myślę, że podobnie wyglądają współczesne imprezy. Romuald Lipko uważa, że zapach polskiego rocka to woń grillowanej kiełbasy. To prawda. Na początku cierpiałem z tego powodu, ale już się tak zaadaptowałem, że nawet o tym nie pamiętam. Lubię przy okazji zwiedzać okolicę, robię zdjęcia. Dzięki temu coraz bardziej przywiązuję się do Polski. Poznałem różne zakamarki, do których pewnie nigdy bym nie dojechał. To poddało mi parę pomysłów na wakacje. Wróciłem z rodziną m.in. w Kujawsko-Pomorskie i Dolnośląskie. Proszę na koniec opowiedzieć, jak na pana reagują pacjenci. Reakcje są sympatyczne i korzystam z tego. Ponieważ prowadzę przychodnię dla całego kraju, dowiaduję się, gdzie i w jakich rozgłośniach grają moje piosenki. rozmawiał Jacek Cieślak

Nasz bigos powszedni

Album przynosi znakomite, przebojowe piosenki, które w satyryczny sposób portretują „polski obciach". „Chodzę i tańczę" to fantastyczny obrazek koncertów finansowanych z miejskiej kasy. „Ludzie są dobrzy" pointuje życie biesiadne Polaków, czyli kulinarny bigos, na który składają się grill, nóżki, sałatki, pączek i piwo. Hedonizm młodego pokolenia opiewa „Nic mnie nie rusza". Ozdobą jest gangsterka piosenka z filmu „Sztosu 2". Świetnie brzmi cały zespół, zwłaszcza partie gitar w rockowo-folkowym klimacie.     —j.c.  
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL