fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Zapomniane ofiary Holokaustu

Żydzi w Izbicy. Ocenia się, że przez tamtejsze getto przeszło kilka tysięcy niemieckich Żydów
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Polscy wójtowie apelują do Berlina, aby zadbał o mogiły zamęczonych niemieckich Żydów
Starosta powiatu Krasnystaw oraz wójtowie z trzech tamtejszych miejscowości – Izbicy, Gorzkowa i Kraśniczyna – wysłali list do ambasadora RFN w Polsce. Powołują się w nim na umowę zawartą między Warszawą a Berlinem w 2003 roku. W jej ramach rząd niemiecki zobowiązał się do upamiętnienia i utrzymania miejsc spoczynku obywateli Niemiec zabitych na terytorium Polski podczas II wojny światowej.
W ramach układu Berlin sfinansował w Polsce 13 pięknych parków-cmentarzy wojennych, na których spoczywa 165 tys. żołnierzy Wehrmachtu. Tymczasem na żydowskich cmentarzach w Izbicy, Gorzkowie i Kraśniczynie do dziś w zbiorowych mogiłach leżą zakopani tam niemieccy Żydzi. Deportowani do tamtejszych gett z Trzeciej Rzeszy i tam zabici przez niemieckich oprawców.
„Dlaczego groby żołnierzy Wehrmachtu są utrzymane lepiej niż groby zabitych Żydów?" - Adam Aptowicz
„Zwracamy się do społeczeństwa i władz niemieckich z roszczeniem o przyznanie odpowiedniego budżetu w celu uporządkowania i utrzymania cmentarzy, na których oni spoczywają. Standard tych cmentarzy powinien być analogiczny do wysokiego standardu cmentarzy wojennych. Jest to obowiązek władz i społeczeństwa niemieckiego wobec swoich obywateli, niewinnie zamęczonych i pomordowanych" – napisano w liście.
– Nie ulega wątpliwości, że umowa z 2003 roku dotyczy nie tylko niemieckich żołnierzy, ale także niemieckich Żydów. Tymczasem Berlin o tych ofiarach zupełnie zapomniał. Porządkuje się cmentarze żołnierzy, a zapomina o cmentarzach ofiar. To niedopuszczalne – powiedział „Rz" starosta powiatu Krasnystaw Janusz Szpak.
List został napisany we współpracy z Adamem Aptowiczem, ocalałym z Holokaustu, który mieszka w Izraelu i jest jednym z czołowych działaczy tamtejszego Towarzystwa Przyjaźni Izrael – Polska. Aptowicz od lat jeździ po Polsce i zabiega o godne upamiętnienie ofiar Holokaustu.
– Byłem w Izbicy. Stoi tam kilka zaniedbanych pomników, a cmentarz żydowski niszczeje. Wszędzie błoto i chaszcze. Cóż za kontrast w porównaniu ze wspaniałymi parkami pamięci żołnierzy Wehrmachtu – mówi „Rz" Aptowicz. – Czyżby Niemcy nadal uważali, że Żydzi byli obywatelami drugiej kategorii i nie zasługują nawet na to, aby uporządkować ich groby? – pyta.
Choć list został wysłany już miesiąc temu, ambasada Niemiec w Warszawie na niego nie odpowiedziała. – Kompletna cisza. Tak po prostu nie wypada – mówi starosta Szpak.
W ambasadzie zapewniano nas jednak, że list jeszcze do placówki nie dotarł. – Wszystkie kierowane do nas zapytania i wnioski traktujemy bardzo poważnie. Szczególnie dotyczące tak delikatnych spraw jak Holokaust – powiedział „Rz" rzecznik placówki Konrad Lax. – Gdy tylko list do nas dotrze, zajmiemy się tą sprawą i odpowiemy nadawcom – zapewnił.
Podczas wojny na terenie Polski Niemcy zamordowali dziesiątki tysięcy niemieckich Żydów. Tylko do łódzkiego getta trafiło ich około 10 tysięcy, 20 tysięcy zamordowano zaś na Lubelszczyźnie, głównie w obozach w Sobiborze i w Bełżcu.
Byli to zupełnie inni Żydzi niż Żydzi polscy. Całkowicie zasymilowani, mówiący wyłącznie po niemiecku i mocno osadzeni w tamtejszej kulturze. Często zamożni i wykształceni. Czuli się niemieckimi patriotami, wielu z nich miało żelazne krzyże, które otrzymali podczas I wojny światowej. Wśród wiedeńczyków znajdowali się zaś nawet katolicy. Dla zaślepionych rasizmem narodowych socjalistów nie miało to jednak znaczenia.
– Gdy ci ludzie znaleźli się w getcie razem z polskimi Żydami mówiącymi w jidysz i kultywującymi ortodoksyjne żydowskie tradycje, byli w szoku. To byli ludzie, których różniło wszystko. Język, obyczaje, wygląd i mentalność – mówi „Rz" historyk Robert Kuwałek. – Obie grupy nie potrafiły się porozumieć i szybko doszło do ostrych konfliktów.
Dla niemieckich Żydów ich polscy współwyznawcy byli „dzikusami", z którymi nie chcieli mieć nic wspólnego. Dla Żydów polskich ich niemieccy współwyznawcy byli zaś „Niemcami". Mieli im za złe, że nie przestrzegają ścisłych zasad koszerności i wyrzekli się obyczajów przodków. Na stosunki w getcie nałożył się stary występujący w Niemczech konflikt między tzw. Ostjuden i Westjuden.
W getcie w Izbicy powstały dwa judenraty i dwie żydowskie policje. Jak mówi Kuwałek, szef tamtejszego gestapo Kurt Engels znakomicie wykorzystywał te animozje. Gdy deportował do obozu zagłady Żydów polskich, używał do tego oddziału policji złożonego z Żydów niemieckich. I odwrotnie, gdy formował transport Żydów niemieckich, używał do tego oddziału policji złożonej z Żydów polskich.
– To była wyjątkowa perfidia. Dla wszystkich tych ludzi szykowano bowiem ten sam los. Zagładę – podkreślił historyk. Znany jest przypadek, że pewien niemiecki Żyd z Essen rozpoznał w jednym ze strażników w Izbicy swojego kolegę z rodzinnej miejscowości. Strażnik ten przekazywał potajemnie listy żydowskiego znajomego do jego narzeczonej w Rzeszy. Nie udało się jednak uratować mu życia.
– O ile polski Żyd mówiący w jidysz rozumiał język niemiecki, o tyle Żyd niemiecki nie rozumiał jidysz, nie mówiąc już o polskim. Deportowani z Rzeszy byli więc w gettach całkowicie wyobcowani, nie mogli nawiązać kontaktu z otoczeniem. Ponieważ odebrano im niemal cały dobytek, wielu z nich po prostu umarło w gettach z głodu – mówi Kuwałek. To właśnie ciała tych ludzi oraz ciała ofiar masowych egzekucji leżą do dziś zapomniane na cmentarzach powiatu Krasnystaw.
– Mam nadzieję, że Niemcy przypomną sobie o tych nieszczęsnych ludziach. Własnych obywatelach, którzy zostali niewinnie zamordowani na okupowanej polskiej ziemi – powiedział Adam Aptowicz. I ujawnił, że planuje wystąpić z podobną inicjatywą również w sprawie Żydów z Rzeszy, którzy zostali deportowani i zamęczeni na terenie getta w Łodzi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA