fbTrack

Polityka

Jak Schetyna wystraszył Grabarczyka dymisją

Anegdoty o nowym rządzie. Co opowiada się na korytarzach ministerstw
Gabinet Donalda Tuska ma za sobą nieco ponad miesiąc rządzenia, ale o nowej władzy już krążą anegdoty. Zaczęło się pierwszego dnia, gdy premier odebrał od prezydenta akt desygnacji.
Tusk postanowił bowiem, że będąc premierem, nie da się sterroryzować ochronie. Kiedy po uroczystości u Lecha Kaczyńskiego spod Pałacu Prezydenckiego jechał samochodem z ochroniarzami, nie pozwolił użyć syreny. Podobno potem nie mógł się nadziwić, dlaczego kierowcy stojący obok niego w korku tak mu się przyglądali. Przed nowym szefem MSWiA Grzegorzem Schetyną ze strachu drżeli wszyscy urzędnicy. Plotka głosiła bowiem, że jest bardzo surowy.
Ofiarą strachu przed Schetyną padł nawet minister transportu Cezary Grabarczyk. Tuż po tym, jak w prasie pojawiły się informacje, że premier ma zamiar rozliczać ministrów z efektów i natychmiast dymisjonować tych, którzy ich nie mają, Schetyna zagadnął Grabarczyka: A ty Czarek ile już zbudowałeś autostrad? Grabarczyk pobladł i zaczął się tłumaczyć, że ministrem jest kilka dni, że jest późna jesień i że trudno tak szybko wymagać efektów, tym bardziej że zimą się nie buduje... Odsapnął dopiero, gdy się zorientował, że szef MSWiA żartuje. Szefowa resortu zdrowia Ewa Kopacz podobne nieporozumienie przeżyła na spotkaniu z ministrem finansów Janem Rostowskim. Odwiedziła go, by przed uchwaleniem budżetu powalczyć o pieniądze dla lekarzy. – Nie ma problemu – usłyszała ku swojemu zdumieniu, gdy podała kwotę, o jaką jej chodzi. Rostowski usiadł i zaczął coś szybko przeliczać. Kopacz już uwierzyła, że pieniądze rzeczywiście dostanie, gdy nagle usłyszała, o ile by trzeba podnieść składkę zdrowotną. Podobno w tym momencie spotkanie błyskawicznie się zakończyło. Z kolei o rzeczniczce rządu Agnieszce Liszce krąży opowieść, że jako młoda dziewczyna wyprowadziła z równowagi ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsę. Prezydentowi zdarzało się mianowicie dzwonić osobiście do różnych osób. Tak właśnie pewnego razu usiłował się skontaktować z mamą Agnieszki Liszki. Dobrochna Kędzierska była wtedy szefową warszawskiego oddziału tygodnika „Wprost”. A że były to czasy, gdy nie było jeszcze komórek, dzwonił na centralę. – Prezydent mówi, proszę mnie połączyć z szefową – anonsował. Ale telefonistki myślały, że mają do czynienia z żartownisiem i rozmowy nie łączyły. Tłumaczyły, że szefowa jest zajęta. Po kilku bezskutecznych próbach prezydent zadzwonił wieczorem do domu dzisiejszej rzeczniczki premiera. Według anegdoty telefon odebrała Agnieszka. Słysząc w słuchawce: prezydent mówi, chciałem rozmawiać z mamą, bez namysłu krzyknęła: Mamo, do ciebie! Nie wiem kto to, bo dowcipny kolega twierdzi, że jest prezydentem! Mama rzeczniczki struchlała, gdy w telefonie rzeczywiście usłyszała mocno już zniecierpliwionego Lecha Wałęsę. – To się zdarzyło naprawdę. Tyle tylko, że ten telefon odebrała wtedy moja siostra, a nie ja – zapewnia dziś Agnieszka Liszka.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL