fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Prezydent jedzie na jeden szczyt

Fotorzepa
Prezydent i premier ustalili, że Lech Kaczyński nie poleci na piątkowy szczyt do Brukseli, będzie za to przewodniczył polskiej delegacji na dzisiejszej uroczystości podpisania traktatu lizbońskiego. Politycy już typują, o co wybuchnie kolejny konflikt
W oficjalnych komentarzach politycy wyrażają oczywiście nadzieję, że między prezydentem a premierem nie będzie już dochodzić do kompetencyjnych sporów. W nieoficjalnych rozmowach przyznają jednak, że nie mają złudzeń. Ostre potyczki między nimi będą się powtarzać. – Wątpię, by w ośrodku prezydenckim zwyciężyło racjonalne podejście – mówi jedna z posłanek.
Politycy PO już widzą na horyzoncie kolejne sprawy, które ich zdaniem staną się zarzewiem poważnych tarć między dwiema najważniejszymi osobami w państwie.
– Lech Kaczyński niezwykle wstrzemięźliwie wypowiada się na temat tarczy antyrakietowej i wycofania naszych wojsk z Iraku. Jestem przekonany, że właśnie te sprawy staną się powodem następnego konfliktu – mówi „Rz” jeden z nich.
Spór o to, kto ma jechać na szczyty UE do Lizbony oraz Brukseli, udało się jednak wczoraj zażegnać. Jeszcze przedwczoraj po południu Pałac Prezydencki informował, że głowa państwa wybiera się i na jeden, i na drugi. Sam prezydent zapowiadał zaś, że albo pojedzie na oba szczyty, albo na żaden. Sprzeciwiał się temu premier. Widział prezydenta na czele polskiej delegacji podczas podpisania traktatu, nie chciał się za to zgodzić na jego obecność w Brukseli.
– Źle byłoby, gdyby na Radzie Europejskiej pojawiły się wątpliwości, kto tak naprawdę reprezentuje Polskę – tłumaczył Donald Tusk. Dodał, że nie wyobraża sobie, by podczas roboczych spotkań Lech Kaczyński podejmował zobowiązania, po czym informował o nich rząd, który ma je wykonać. Ostatecznie wczoraj rano zawarto kompromis. Podczas porannej rozmowy głowy państwa z szefem rządu stanęło na tym, co proponował premier.
– Decyzja prezydenta była podyktowana troską o polski interes i o to, by unikać sytuacji, które by mogły źle wpływać na wizerunek Polski za granicą – tak o ustaleniach mówi prezydencki minister Michał Kamiński. – Zwyciężył zdrowy rozsądek, a nie ten czy inny polityk. To właśnie rozsądek podpowiadał, by w pracach Rady Europejskiej uczestniczył premier, a nie prezydent. I tak właśnie się stanie. Ustaliliśmy taki przebieg dwóch najbliższych dni, który jest dobry dla kraju i jest dobrym precedensem na przyszłość – to z kolei komentarz premiera. – Być może prezydent nie ma pełnej satysfakcji, ale ważne, że wyszliśmy z tego pierwszego zakrętu – podkreślił szef rządu.
Kompromis z zadowoleniem przyjmują politycy. – To rozsądne porozumienie. Kolejny raz się okazuje, jak wiele dają bezpośrednie rozmowy prezydenta z premierem – komentuje Krzysztof Lisek (PO), szef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.
Uważa, że najwięcej zamieszania w relacjach dwóch najważniejszych osób w państwie wprowadzają urzędnicy prezydenta. – Jeśli tylko przestaną go wciągać w niepotrzebne spory z premierem, jestem optymistą na przyszłość – dodaje.
Wiceprzewodnicząca komisji Jolanta Szymanek-Deresz (LiD) sądzi zaś, że cały spór od początku był zupełnie niepotrzebny. Na pewno nie powinien wypływać poza ściany gabinetów prezydenta i premiera. Jego echa słyszalne były nie tylko w Polsce, ale docierały też za granicę.
– Wywoływały tam tylko kpiące uśmieszki. A przecież już dawno ustalony został obyczaj, że na spotkania reprezentacyjne jedzie prezydent, na robocze zaś premier. Prezydentowi Kwaśniewskiemu do głowy by nie przyszło, żeby zastępować premiera Buzka podczas pamiętnych negocjacji w Nicei. Prezydent Kaczyński też zresztą doświadczył tego na własnej skórze, gdy jego ustalenia z czerwcowego szczytu i tak były konsultowane z premierem – przypomina Szymanek-Deresz.
—Wojciech Lorenz, agiel
masz pytanie, wyślij e-mail do autora k.manys@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA