fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Napieralski w politycznej podróży

Grzegorz Napieralski
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
W Sojuszu nie ma poważnego kandydata na nowego przewodniczącego. Za to obecny jeździ po kraju i przekonuje kolegów, że był dobrym przywódcą
Do konwencji nadzwyczajnej partii, która ma wybrać nowego szefa, zostały niespełna cztery tygodnie. Grzegorz Napieralski, lider SLD, odwiedza wszystkie rady wojewódzkie, które zbierają się przed konwencją. Był już w Warmińsko-Mazurskiem, Lubelskiem, Łódzkiem i Podlaskiem. W ten weekend wybiera się do Kielc i Gdańska, w następnym tygodniu do Krakowa, Katowic i Szczecina. Na przyszły tydzień ma też zaplanowane duże spotkanie z młodymi działaczami. Po co to robi?
– Bo chce uczciwie rozliczyć się z czterech lat kierowania partią – mówi polityk z otoczenia lidera. – Tam za zamkniętymi drzwiami szczerze przyznaje się do błędów w tegorocznej kampanii, ale też przypomina o udanych wyborach do europarlamentu, samorządowych i prezydenckich. I powoli nastawienie do niego się zmienia. Coraz mniej ludzi go krytykuje.
Czy to oznacza, że Napieralski zabiega o pozostanie na stanowisku do przyszłorocznego kongresu? – Z tego, co wiem, jest zdecydowany złożyć dymisję  10 grudnia – mówi "Rz" Tomasz Kalita.
Ale oprócz przewodniczącego nikt inny nie jeździ po kraju, by się zorientować, czy ma szanse powalczyć o przywództwo. Nawet europosłanka Joanna Senyszyn, która nie wyklucza kandydowania na stanowisko przewodniczącej.
– To niebywałe, że do tej pory nikt się nie ujawnił jako potencjalny kandydat na przywódcę – mówi warszawski polityk SLD. – Nawet nie ma żadnych obozów, które się zwykle tworzyły.
Zbigniewa Zaborowskiego, lidera śląskiego SLD, to nie dziwi. – Przecież mamy urzędującego lidera i póki się<\p>nie poda do dymisji, nikt inny się nie zgłosi – uważa.
Według warszawskiego polityka możliwe jest, że Napieralski pracuje nad tym, by na funkcję lidera wstawić któregoś ze swoich ludzi. – Tyle że możliwości ma ograniczone – śmieje się nasz rozmówca.
Jednak na giełdzie nazwisk potencjalnych liderów pojawili się Jerzy Wenderlich, wicemarszałek Sejmu, i Grzegorz Joński, rzecznik Klubu SLD z pokolenia Napieralskiego.
Wenderlich na pytanie, czy będzie walczył o przywództwo, odparł jednak: nie rozważałem tego. Joński według naszych rozmówców ma małe szanse na wybór, bo partia po doświadczeniach z Wojciechem Olejniczakiem i Napieralskim nie postawi na kolejnego trzydziestolatka.
Wśród ewentualnych kandydatów wymieniany jest też Zbigniew Zaborowski, który ostatnio wyrósł na jastrzębia zwalczającego Napieralskiego. On sam w rozmowie z "Rz" twierdzi jednak, że lider powinien być znany w całej Polsce, bo nie ma już czasu na kreowanie nowego nazwiska, a on sam jest zaledwie działaczem regionalnym.
Zaniepokojony brakiem kandydatów na szefa partii musi być też Leszek Miller, szef Klubu SLD, skoro zaczął sondować terenowych polityków, kto powinien stanąć na czele partii. W przyszłym tygodniu mają się odbyć rozmowy na ten temat w wąskim gronie. – Jedno jest pewne, nie możemy pójść na żywioł, musimy dokonać przemyślanego wyboru – mówi Marek Dyduch, były sekretarz generalny partii.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA