fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Tusk nie musi polegać tylko na PSL

Tradycyjny podział na koalicję i opozycję w nowym Sejmie przestaje obowiązywać. Linie podziału będą się rozmywać
Opozycja w nowym parlamencie jest słaba albo w budowie. Dlatego staje się łatwym do wykorzystania narzędziem do przeprowadzania tego, na czym Donaldowi Tuskowi będzie najbardziej zależeć albo co będzie musiał zrobić ze względu na kryzysową sytuację.
Nawet jeśli premier uzyska w konkretnych sprawach pełną akceptację ze strony PSL, dodatkowe poparcie, np. przez Ruch Palikota, daje mu coś na kształt społecznego rozgrzeszenia. Osłabiającego możliwe protesty, gdyby rząd Donalda Tuska chciał np. odebrać część przywilejów, choćby mundurowym.
Słabość opozycji najlepiej widać w przypadku SLD. Leszek Miller jako nowy szef Klubu Sojuszu walczy o przetrwanie. Będzie chciał dla siebie i swoich wygłodniałych wilków załatwić jakieś rządowe apanaże i pokazać, że jego lewica ma coś do powiedzenia. Dlatego może głosować razem z PO za głęboką reformą KRUS (nawet z połączeniem z ZUS), w zamian za ustawę o związkach partnerskich, na której tak zależy lewicy.
Ale podobny deal Platforma może zawrzeć również z Ruchem Palikota. Tusk będzie oba te ugrupowania rozgrywał. Walcząc również z PSL, sztandarowo przeciwnym temu rozwiązaniu mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego nakazującego zmiany zasad funkcjonowania KRUS.
Większy problem będzie miał premier z odebraniem przywilejów emerytalnych różnym grupom. Ruch Palikota godzi się na podwyższenie wieku emerytalnego służbom mundurowym, ale tylko pod warunkiem znacznej podwyżki pensji dla mundurówki. Negocjacje odbędą się więc w zaciszu gabinetów. Kartą przetargową może być zgoda PO na przeniesienie lekcji religii do sal katechetycznych albo zgoda na jakąś formę finansowania metody in vitro – na czym zależy Ruchowi Palikota.
Podobne rozmowy Platforma może prowadzić z SLD. Sojusz jest dla Tuska  łatwiejszym i bardziej przewidywalnym partnerem niż Palikot. Tym bardziej że Ruch Palikota jest w trakcie budowy i powiększenie się jest jego naczelnym celem. SLD na razie walczy o życie.
Sytuacja z Sojuszem diametralnie się zmieniła po upadku Grzegorza Napieralskiego, na którego Donald Tusk reagował alergicznie. A z Millerem, jak twierdzą politycy obserwujący ich obu, mają dobrą chemię. Tyle że Palikot może dać więcej. I nie chodzi tylko o liczbę sejmowych szabel.
Uproszczenia dla przedsiębiorców, walka z biurokracją – to zdawałoby się postulaty niekontrowersyjne. Bezproblemowe do przeprowadzenia przez Sejm. Jest tylko jeden szkopuł – z jakiegoś powodu nie udało się ich wcielić w życie. Lobbing biurokratów okazał się bardzo potężny. Akurat w tej sprawie premier może jednak liczyć na współdziałanie zarówno z jedną, jak i z drugą partią lewicową.
Inaczej sprawa przedstawia się, jeśli chodzi o podatki, a przede wszystkim energetykę. Gdyby nowemu rządowi przyszło do głowy (cokolwiek na ten temat będziemy wiedzieć po exposé), by reformować podatki, to Palikot wiele z tych rozwiązań może poprzeć. Choćby podatek liniowy 3 razy 18. Ale przede wszystkim może być pomocny w walce Tuska o inną wizję energetyki niż ta, za którą optuje szef ludowców Waldemar Pawlak.
Ruch Palikota ostatnio zrobił happening przed Ministerstwem Gospodarki (kierowanym przez Pawlaka). Tym razem ludziom Palikota za rekwizyt posłużyła lampa naftowa, na którą jakoby Pawlak skazuje Polaków, nie przygotowując wymaganej przez Unię Europejską ustawy o odnawialnych źródłach energii. Ten happening sugerował, że lider ludowców ma w sprawach energetyki inne cele niż dobro Polaków.
PSL nie ma chyba jednak wyjścia. Generalnie musi akceptować pomysły Donalda Tuska. Nieprzypadkowo przy rządowych spekulacjach tak dużo mówi się o energetyce i Ministerstwie Gospodarki. Ludowcy znaleźli się w narożniku, choć jest to rządowy narożnik.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA