fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Inwestorzy znów czekają na szczyt

Bloomberg
Rozwiązanie problemu greckiego długu i dokapitalizowanie banków. Tą stawkę najbliższego unijnego szczytu próbują już obniżać Niemcy
Do spotkania europejskich przywódców miało dojść wczoraj w Brukseli. Szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy uznał jednak, że antykryzysowe plany wymagają dodatkowych kilku dni konsultacji i przełożył spotkanie na najbliższą niedzielę 23 października. Wcześniej, w piątek, będą radzić ministrowie finansów strefy euro, w sobotę – ministrowie całej UE, w niedzielę rano do Brukseli zjadą przywódcy 27 państw, a po południu w swoim gronie zamkną się przywódcy strefy euro. Takie spiętrzenie wydarzeń i ich przesunięcie w czasie spowodowało, że oczekiwania są ogromne.
Rynki spodziewają się, że przywódcy przedstawią w końcu plan rozwiązania kryzysu zadłużenia. Plan, który uczyniłby Grecję zdolną do obsługi swoich zobowiązań i uspokoił rynki na tyle, żeby zaraza nie objęła Hiszpanii czy Włoch. Berlin, który jest największym fundatorem pomocy ratunkowej w UE, ostrzega jednak, że cudów nie będzie. – Nie należy liczyć na definitywne rozwiązanie problemu – powiedział wczoraj Wolfgang Schaeuble, niemiecki minister finansów. Przyznał on, że przywódcy mogą przyjąć zaproponowany przez szefa Komisji Europejskiej 5-punktowy plan walki z kryzysem. Ale tam żadnej recepty na szybkie ocalenie Grecji nie ma. Schaeuble cały czas trzyma w szachu prywatnych inwestorów, twierdząc, że konieczna będzie zgoda na większą redukcję długu greckiego, niż uzgodniono na poprzednim szczycie strefy euro. Wtedy mówiono o 21 proc., teraz nieoficjalnie pada liczba 50 proc.
– Możliwe, że poziom redukcji zadłużenia, który przyjęliśmy w lipcu, jest zbyt niski – powiedział Schaeuble w wywiadzie dla niemieckiej prasy w niedzielę. Zwiększeniu redukcji sprzeciwiają się jednak inwestorzy. Charles Dallara, szef Institute of International Finance (organizacji gromadzącej światowe instytucje finansowe), ostrzegł przed ponownym otwieraniem porozumienia z lipca. Według niego inwestorzy zareagują negatywnie na zmianę reguł gry i zaczną wyprzedawać dług innych wrażliwych krajów strefy euro. Wobec braku rozwiązania kryzysu greckiego coraz pilniejszy staje się postulat dokapitalizowania banków. Muszą one zwiększyć swoją bazę kapitałową, żeby być odpornymi na wypadek ogłoszenia częściowej nawet niewypłacalności Grecji i kłopotów innych krajów, których papiery znalazły się w ich portfelach. Barroso zaproponował czasowe podniesienie współczynnika wypłacalności z 5 do 9 proc., banki już protestują, przekonane, że nie są w stanie teraz znaleźć funduszy na rynkach. Przywódcy ryzykują, że w niedzielę zapowiedzą szumnie, że banki będą miały większe kapitały, a potem sami będą musieli za to zapłacić z narodowych budżetów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA