fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Mój ojciec rozzłościł Putina

Paweł Chodorkowski ma 26 lat. Mieszka w Nowym Jorku. Jest szefem Instytutu Współczesnej Rosji. W Warszawie przebywał z okazji premiery filmu „Chodorkowski”. 4 listopada w Polsce ukaże się książka jego ojca pod tytułem „Będę walczył o wolność”.
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Dopóki obecny premier pozostanie u władzy, mój ojciec będzie siedział – mówi Paweł Chodorkowski
Jak pan zareagował na oświadczenie Dmitrija Miedwiediewa, że w wyborach prezydenckich w 2012 r.  wystartuje Władimir Putin?
Paweł Chodorkowski: To nie była dla mnie niespodzianka. Zrozumiałem, że Putin będzie się ponownie ubiegał o prezydenturę już pod koniec grudnia ubiegłego roku, gdy zapadł wyrok w drugim procesie mojego ojca. Wiedziałem, że Miedwiediew nic nie zrobił w sprawie mojego ojca, bo nie będzie kandydował. Gdyby było inaczej, wykorzystałby pewnie sprawę Michaiła Chodorkowskiego do zarepre- zentowania swoich „reformatorskich" poglądów. Nie boi się pan, że jeżeli Putin będzie prezydentem przez 12 lat, to pana ojciec pozostanie w tym czasie za kratami?
Boję się. Putin może też zmienić konstytucję, by móc pozostać u władzy jeszcze dłużej i Sąd Konstytucyjny nie stanie mu na przeszkodzie. Obecny premier nie będzie w stanie rządzić tak długo, jakby chciał: w ciągu najbliższych pięciu lat w Rosji może dojść do wybuchu społecznego. Objawy są już odczuwalne. W ciągu ostatnich dziesięciu lat w Rosji pojawiła się klasa średnia, która chce się rozwijać, otwierać kolejne przed- siębiorstwa. Ci ludzie rozumieją, że na drodze jej rozwo- ju stoi mnóstwo barier korupcyjnych. I kiedyś zechcą je usunąć. Reforma taka pociągnie zaś za sobą reformę polityczną. W 2016 roku Michaiłowi Chodorkowskiemu kończy się drugi wyrok. Wyjdzie wtedy na wolność? Po tym, co się działo w moskiewskim sądzie podczas drugiego procesu ojca, zrozumiałem, że powód oskarżenia nie ma znaczenia. Żadne dowody winy nie są potrzebne, prokuratorzy są w stanie przepchnąć przez sąd wszystko. Ojciec mój może więc ponownie zostać oskarżony o wszystko i może zapaść kolejny wyrok. Do zmiany sytuacji jest potrzebna wola polityczna. A wola polityczna jest taka, że dopóki Putin pozostanie u władzy, ojciec będzie siedział w więzieniu. Czy pana ojciec miał polityczne ambicje? Zarówno obecne, jak i przyszłe działania mojego ojca są i będą apolityczne. Jego celem jest przede wszystkim poparcie budowy społeczeństwa obywatelskiego w Rosji. W wywiadach mówił pan, że Putin jest więźniem własnej decyzji w sprawie Chodorkowskiego. To zemsta czy strach przed niegdyś jednym z najbogatszych ludzi w Rosji, który postanowił poprzeć opozycję? Trudno powiedzieć, czym kierował się Putin, podejmując decyzję w sprawie ojca. Przypuszczam, że musiał go bardzo rozzłościć podczas spotkania z przedstawicielami biznesu w lutym 2003 roku. Putin pewnie uznał to za bezczelność – ojciec miał wtedy odwagę wyznać, że w rządzie jest korupcja. Czy to była zemsta? Putin jest bardzo wyrafinowanym człowiekiem, kontroluje swoje emocje. Nie sądzę, by był to wybuch zemsty. To mogła być zbieżność kilku czynników, w tym obawy Putina  przed  rozwijającą się opozycją i tym, że ojciec ją wspierał, a także dążenie Igora Seczina (były wiceszef admini- stracji prezydenta Władimira Putina – red.) i jego ekipy do renacjonalizacji Jukosu. Umieszczenie mojego ojca w areszcie znacznie upraszczało ten proces. Putin zapytał w odpowiedzi na zarzuty pańskiego ojca: „Jest pan pewien, że Jukos ma wszystko w porządku z podatkami?". Z okazji dziesiątej rocznicy powstania Jukosu Aleksander Wołoszyn (były szef administracji prezydenta Putina – red.) odczytuje oświadczenie Putina, w którym prezydent ogłasza, że Jukos jest wzorową firmą na rosyjskim rynku, mówi o wysokim profesjonalizmie i odpowiedzialności pracowników, a także życzy firmie kolejnych sukcesów. To były słowa Putina. Nie sądzi pan, że ojciec, by dojść do ogromnej fortuny, musiał mieć poparcie władz? Czy był po prostu dobrym menedżerem? Był dobrym menedżerem. W Rosji był też czas dużych możliwości. Ten czas minął i już nie wróci. To było związane m.in. z prywatyzacją przedsiębiorstw. Wiele osób odniosło dzięki niemu olbrzymi sukces. Ale prywatyzowane firmy trzeba było rozwijać. Niektórzy twierdzą, że Jukos został sprzedany zbyt tanio, za kilkaset milionów dolarów, że państwo zostało okradzione. Ale to przedsiębiorstwo miało miliardowe długi. Mój ojciec musiał zaciągać kredyty. Samo zadłużenie z tytułu niewypłaconych pensji sięgało  900 mln dolarów. Żaden z zachodnich inwestorów nie wszedłby z tak dużymi pieniędzmi na niestabilny rosyjski rynek. Jukos mógł kupić tylko rosyjski inwestor, działający na tym rynku. Był pan w Rosji, kiedy pana ojciec został aresztowany? Tamtego roku byłem w Bostonie, gdzie zaczynałem akurat studia na uniwersytecie. Do domu przyjechałem w czerwcu. Wkrótce potem został aresztowany wspólnik ojca Płaton Liebiediew. Zaczęły się też problemy z Jukosem. Pod koniec sierpnia wyjechałem znowu do Bostonu. Nikt z nas jeszcze nie miał pewności, że to rząd stoi za atakami na Jukos. Myśleliśmy, że to działania naszej konkurencji. Ale gdy 25 października został aresztowany ojciec, iluzje prysły. Ojciec prosił, by został pan w USA? Tak. Kilka dni po jego aresztowaniu zadzwonili do mnie jego adwokaci i poprosili, żebym nie wracał do Rosji, póki on siedzi w więzieniu. Nie widział pan ojca, odkąd został aresztowany w 2003 r. Kontaktuje się pan z nim? Najpierw pisaliśmy do siebie. Później, gdy przewieziono go do kolonii w Siegieży w Karelii, zaczęliśmy do siebie telefonować. Jest tam dostępny aparat telefoniczny, z którego można korzystać raz w tygodniu. Ojciec ma 15 minut, by zatelefonować do rodziny i bliskich. Ze mną rozmawia przez pięć minut. To wspaniale chwile.. Co ojciec mówi o sobie? Zazwyczaj niewiele. Próbuje się dowiedzieć, co u niego, jak się czuje, ale on odpowiada zazwyczaj krótko, że u niego wszystko dobrze. Chcę przede wszystkim wiedzieć, co u mnie. Pyta, jak moja rodzina, jak się czuje jego pierwsza wnuczka, Diana. Raz poprosił ją do telefonu. Powiedziała coś, co go niezmiernie ucieszyło. Mieszka pan na stale w USA, informuje tamtejsze społeczeństwo o sprawie ojca, a także działa na rzecz rozwoju demokracji w Rosji. Nie uważa pan, że sprawa Michaiła Chodorkowskiego stała się kartą przetargową w stosunkach Waszyngtonu z Moskwą, który nie chce ich pogarszania? - Polityka zagraniczna USA opiera się na dwutorowości. Z jednej strony pragmatyzm, z drugiej – obrona praw człowieka i demokracja. Z amerykańskiego punktu widzenia jest to racjonalne podejście, które pozwoli na osiągnięcie zamierzonych efektów. W Rosji spokojny dyplomatyczny ton rozmów jest uważany za przejaw słabości. Federacja Rosyjska w stosunkach z innymi państwami nie rozumie nic, oprócz siły. A Europa? W tym przypadku bliskość geograficzna powoduje, że sprawom stosunków z Rosją udziela się więcej wagi. Kraje sąsiadujące z Rosją, w tym Polska, chcą mieć przewidywalnego partnera, od którego należy wymagać rozwoju instytucji demokratycznych i obywatelskiego społeczeństwa. Stąd bardziej ostre oświadczenia i chęć działań. Mam na uwadze pozycję Parlamentu Europejskiego w sprawie Siergieja Magnitskiego (rosyjskiego prawnika funduszu inwestycyjnego Hermitage Capital, zmarłego w listopadzie 2009 r. w więzieniu Butyrki w Moskwie—red.) oraz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który potępił działania Rosji wobec Jukosu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA