fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Trzej muszkieterowie 3D – recenzja filmu Paula W. S. Andersona

Cinemax
Superprodukcja „Trzej muszkieterowie 3D” Paula W.S. Andersona zamienia bohaterów powieści Aleksandra Dumasa w komiksowych herosów
Filmy płaszcza i szpady wymarły. We współczesnym kinie pojedynki z wykorzystaniem rapierów, floretów czy szabel zastąpiono walkami kung-fu lub morderczymi wymianami ognia – najlepiej w zwolnionym tempie i z dwóch pistoletów.
Tylko Atos, Portos, Aramis oraz D’Artagnan jakoś się uchowali. Wracają na ekrany niezależnie od obowiązujących konwencji, zawsze gotowi walczyć „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Tajemnica ich żywotności tkwi w cyklu powieściowym Aleksandra Dumasa. To niemal gotowy scenariusz filmu przygodowego z barwnymi postaciami i świetnie poprowadzoną intrygą. Liczbą zwrotów akcji „Trzej muszkieterowie” mogliby śmiało konkurować z zagmatwanymi fabularnie amerykańskimi serialami.
Jednak film Paula W.S. Andersona jest prosty jak konstrukcja cepa. Reżyser streszcza jedynie pobieżnie najważniejsze wątki powieści, zakładając, że historia bohaterów jest powszechnie znana. Kreśli więc muszkieterów grubą kreską. Atos jest zranionym kochankiem. Portos – mocarzem. Aramis – byłym księdzem. Nic więcej ciekawego nie można o nich powiedzieć poza tym, że przerzucają się rozmaitymi bon motami. Zostali uformowani na kształt drużyny superbohaterów. I podobnie jak herosi z komiksów atakują wrogów z ziemi, wody i powietrza. W najefektowniejszej scenie filmu walczą z siłami kardynała Richelieu w latającej machinie wojennej według projektu Leonarda da Vinci! Ten pomysł twórcy zaczerpnęli zapewne z „Piratów z Karaibów”. Ponadto obie produkcje łączy Orlando Bloom. W korsarskim hicie był dzielnym kowalem, który odkrył w sobie awanturniczą naturę. U Paula W.S. Andersona jest dandysowatym księciem Buckingham. Oczywiście, w tym gronie nie mogło zabraknąć Milady, kardynała, a także D’Artagnana. Pierwsza dwójka – w wykonaniu Milli Jovovich i Chistophera Waltza – idealnie pasuje do koncepcji całości. Perfidna Milady jest czarnym charakterem, z którym problemy miałby nawet Superman. Kardynał wydaje się znudzony własnymi knowaniami, jakby nie uczestniczył w wielkiej polityce, ale zabawie dużych chłopców. Jego komnatę wypełniają zresztą figurki rozmaitych żołnierzyków przesuwanych na mapie świata. Efekt pastiszowej zgrywy psuje jednak D’Artagnan. Grającemu go 19-letniemu Loganowi Lermanowi (m.in. „Percy Jackson i Bogowie olimpijscy: Złodziej pioruna”) brakuje jeszcze doświadczenia i talentu. Nie dorósł do roli superbohatera. Wypada marnie, zwłaszcza w porównaniu z aktorami, którzy wcielali się w D’Artagnana w przeszłości. W pierwszej połowie XX wieku kino eksponowało przede wszystkim zdolności akrobatyczne dumnego Gaskończyka i jego kompanów. W 1921 roku – w obrazie Freda Niblo – D’Artagnana zagrał Douglas Fairbanks, gwiazdor kina niemego imponujący cyrkową zwinnością. Pod koniec lat 40. czwartym muszkieterem został Gene Kelly, który w filmie George'a Sidneya wręcz tańczył ze szpadą. Ale najlepszy był Michael York w dwuczęściowym obrazie Richarda Lestera (1973 – 1974). Tamta produkcja idealnie łączyła humor, akcję i dramat, a York rozbrajał naiwnością prowincjusza próbującego odnaleźć się w świecie dworskich intryg. Warto również wspomnieć „Człowieka w żelaznej masce” (1998) Randalla Wallace'a. W tej wersji muszkieterowie nie tylko zbliżali się już do emerytury, ale byli także ścigani przez władze jako spiskowcy. Ich przeciwnikiem okazywał się... D’Artagnan – wierny monarsze kapitan straży królewskiej. Wtedy w obsadzie znalazły się same znakomitości: Jeremy Irons, Gerard Depardieu, John Malkovich, Leonardo DiCaprio i Gabriel Byrne jako Gaskończyk. W zestawieniu z takimi tuzami Logan Lerman musiał polec. Lepiej było od razu złamać szpadę, niż stawać do pojedynku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA