fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

William S. Burroughs — na wylot:portret prywatny

„William S. Burroughs — na wylot”
materiały prasowe
„William S. Burroughs — na wylot" to bogaty filmowy portret autora „Nagiego lunchu". Był postacią równie kontrowersyjną jak jego twórczość, co świetnie pokazuje dokument Yony'ego Lesera. Premiera dziś w TVP Kultura o 22.45.
 
Na zdjęciach widać świetnie ubranego (w stonowanych marynarkach i odpowiednio do nich dobranych krawatach) starszego pana o twarzy bez cienia uśmiechu. Chłodny i zdystansowany. Wielu, którzy go znali, wspomina jako dżentelmena w każdym calu. Są jednak i tacy, którzy widzą tę postać inaczej: - Pierwszy zasłynął z tego, co powinno się ukrywać: był gejem, ćpunem, brzydalem, zastrzelił żonę, pisał wiersze o dupkach i heroinie. Trudno było go polubić. Zobacz galerię zdjęć
Jedno jest pewne - zbudowany był ze sprzeczności. William S. Burroughs urodził się w 1914 roku wychował w tradycyjnej, zamożnej amerykańskiej rodzinie. Ukończył studia na Harvardzie, podróżował po Europie, by osiąść w końcu w Nowym Jorku. Życie dzielił między żonę i przyjaciół (Allena Ginsberga i Jacka Kerouaca) z którymi eksperymentował nie tylko w zakresie nowych literackich form, ale i narkotyków. Zażywał ponoć nawet LSD6, narkotyk określany mianem końskiej dawki szaleństwa. Do tego nie krył swej drugiej, homoseksualnej natury, jeszcze jako bardzo młody człowiek odciął sobie palec dla jednego z ukochanych. Był również jednym z pierwszych pisarzy opisujących swoje narkotyczne doświadczenia i wyprawy do nieopisanego wówczas świata gejów lat 50. XX wieku. To wtedy nie było modne, a wręcz ryzykowne. Jego książka „Nagi lunch" została zakazana przez rząd Stanów Zjednoczonych. Uważany za pioniera ruchu wyzwolenia gejów, Burroughs, nie szanował zasad panujących w tym świecie. Lepiej czuł się, gdy przekraczał granice. Miał mnóstwo znajomych - począwszy od słynnych jak Andy Warhol, a skończywszy na młodych męskich prostytutkach. - Wolał ich, bo nie wiązał się z nimi uczuciowo — uważa jeden z przyjaciół. — Za bardzo obawiał się bólu, aby zaryzykować miłość. Kochał więc koty i z ich powodu potrafił nawet ronić łzy. Ludźmi się nie wzruszał, no może z wyjątkami. Zapłakał ponoć, gdy dowiedział się o śmierci swego 33-letniego syna, którym się dotąd zbytnio nie interesował. Podobno miał nawet z tego powodu wyrzuty sumienia. Jeszcze wcześniej stracił żonę, którą nieszczęśliwie zabił strzałem w głowę. Broń także była jego obsesją. Posiadał pokaźną kolekcję pistoletów, które nabite spoczywały w różnych częściach domu. Potrafił też walczyć kijem, a laska z którą chodził, po naciśnięciu guzika przemieniała się w miecz. Śpiewał też po niemiecku piosenki Marleny Dietrich, a pod koniec życia odnalazł w sobie pasję malarza. Oczywiście według własnego konceptu - strzelał z odległości do puszek z farbą, które rozpryskiwały się na płótno... - Freud uważałby go za głęboko zaburzonego, poważnie chorego psychicznie - mówi w filmie jeden ze znajomych pisarza. Materiał do analizy jest bez wątpienia bogaty. Polecam. Małgorzata Piwowar
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA