fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

PiS - kampania wyborcza - Michał Szułdrzyński

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Tym razem nie było straszenia wyborców. PiS szukało pozytywnych emocji, odwołując się do aspiracji Polaków
Partia Jarosława Kaczyńskiego poniosła porażkę mimo jednej z najlepszych kampanii w swojej dziesięcioletniej historii. Przekaz wyborczy przez dłuższy czas był jasny i spójny, pozwolił  więc PiS w ostatnim miesiącu deptać po piętach Platformie Obywatelskiej. Nauczone poprzednimi doświadczeniami Prawo i Sprawiedliwość oparło tę kampanię – przynajmniej w pierwszej jej części – na emocjach pozytywnych: aspiracjach i ambicjach Polaków. PiS nie straszyło, nie mówiło, że chce walczyć z korupcją, układem, WSI czy współpracownikami SB itp.
  Rzadko też partia Kaczyńskiego wprost odnosiła się do Platformy Obywatelskiej – zamiast krytyki mówiła: można było zrobić więcej, my postaramy się zrobić więcej, bo "Polska zasługuje na więcej". Z tym sloganem związana była inna zasadnicza zmiana: odejście od hasła IV RP. Sztabowcy PiS zrozumieli, że jest ono tak silnie związane w społecznych stereotypach z negatywnymi emocjami (sześć lat obrzydzania go przez komentatorów i polityków zrobiło swoje), że próżno go było szukać w kampanii. Na pytanie, jaki projekt polityczny PiS chce realizować po wyborach, odpowiadano: "Polska naszych marzeń".
A by zrealizować hasło Polski marzeń, trzeba silnego przywódcy. Stąd też bardzo spójne z resztą przekazu kampanii PiS kreowanie wizerunku Jarosława Kaczyńskiego jako dobrotliwego, choć surowego starszego pana, który całe życie, a nawet rodzinę (tragiczna śmierć brata) poświęcił dla Polski, poświęcił działalności publicznej. Bardzo często to PiS było stroną atakowaną Wbrew zarzutom, że Kaczyński zmienił się na czas wyborów, na przykład porzucając tematykę smoleńską, wątki ostrzejsze i bardziej radykalne się pojawiały, choć nie były eksponowane. Kilka razy szef PiS przypomniał katastrofę Tu-154M, kilka razy ostro krytykowano politykę zagraniczną rządu Donalda Tuska, niemniej nieustannie mówił o przyszłości, o tym, jaka powinna być Polska, co zrobi lepiej od swych przeciwników, nie krytykując wprost. Dlatego też trudno było oskarżać Kaczyńskiego o pogłębianie społecznych podziałów i brudną kampanię. Wręcz przeciwnie, bardzo często to PiS było stroną atakowaną, gdyż szczególnie ministrowie z Platformy nieustannie, zamiast chwalić się swymi osiągnięciami, krytykowali PiS. Zabawnie wyglądały konferencje prasowe Kaczyńskiego, po których natychmiast na Twitterze pojawiali się szefowie resortów (m.in. Jacek Rostowski, Barbara Kudrycka, Katarzyna Hall), którzy ostro atakowali lidera PiS, wytykając, że pomylił się w jakiejś liczbie w szóstym miejscu po przecinku bądź powołał się na nieaktualne dane z kwietnia, a w maju już sytuacja w jakiejś dziedzinie uległa radykalnej poprawie. PiS jednak zaliczył też kilka prawdziwych wpadek. Pierwszą z nich było przygotowanie całkowicie niestrawnego programu partii. Zakładając, że nikt nie czyta takich dokumentów, przygotowano zbiór całej mądrości i wizji świata i historii według PiS. Błąd ten został w pewnym sensie naprawiony: przez wydanie książki Jarosława Kaczyńskiego. Niemniej książka została słabo zredagowana, sztabowcy zaś pozostawili w niej bomby z opóźnionym zapłonem, które w końcu przyczyniły się do porażki. Tak było ze słynną już wypowiedzią o Angeli Merkel. Błąd ten jest o tyle niewybaczalny, że w kwietniu w przygotowanym przez PiS "Raporcie o stanie państwa" znalazły się słowa o śląskości jako zakamuflowanej opcji niemieckiej, za które Jarosław Kaczyński musiał ostatecznie przeprosić.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA