fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Fundusze Europejskie

Nasz sprzeciw wobec sankcji

Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Bruksela chce odbierać fundusze krajom o zbyt wysokim deficycie czy długu. Polska: to niesprawiedliwe
Komisja Europejska przedstawiła wczoraj oficjalnie projekt nowej polityki spójności na lata 2014 – 2020. „Rz" jako pierwsza poinformowała w środę, że Bruksela planuje surowe sankcje. Chce wykorzystać miliardowe unijne fundusze do karania krajów za zbyt wysoki deficyt budżetowy czy dług publiczny. Wczoraj na konferencji prasowej potwierdził to Johannes Hahn, komisarz ds. polityki regionalnej. Kraj, który przekroczy limity 3 proc. PKB dla deficytu lub 60 proc. PKB dla długu publicznego, a następnie nie dostosuje się do rekomendacji KE obniżenia tych wskaźników, będzie mógł stracić część lub całość funduszy z unijnej polityki spójności.

Większa władza KE

– Będzie to mechanizm automatyczny i mający zastosowanie do wszystkich funduszy polityki spójności – powiedział Hahn. Automatyczny, czyli wystarczy decyzja KE, a nie – jak w tej chwili – większości państw UE na wniosek Komisji. Dotyczący wszystkich funduszy, czyli również strukturalnych, rybołówstwa oraz rozwoju obszarów wiejskich, a nie – jak w tej chwili – tylko Funduszu Spójności finansującego wielkie inwestycje infrastrukturalne. – To będzie stosowane w ostateczności – przekonywał komisarz, ale nie rozwiał obaw dziennikarzy, którzy pytali, po co karać odebraniem funduszy kraj, który właśnie znajdzie się w kryzysowej sytuacji. Propozycja KE idzie na przekór obecnym działaniom w Grecji. Państwo to, znajdujące się w zapaści fiskalnej, dostało prawo do łatwiejszego wykorzystania funduszy, z mniejszym własnym finansowaniem, po to, aby rozruszać gospodarkę i zwiększyć wpływy budżetowe. 80 mld euro to kwota, na którą Polska może liczyć, w nowej polityce spójności Unii Europejskiej
Brak uzasadnienia ekonomicznego dla sankcji sprawia, że są one traktowane jako instrument polityczny. Charakterystyczne, że zawieszenie płatności ma dotyczyć tylko polityki spójności, której największymi beneficjentami są biedniejsze państwa UE. Kary nie obejmą natomiast wypłat z drugiej wielkiej części unijnego budżetu – wspólnej polityki rolnej. Jej głównym beneficjentem jest Francja, a to właśnie Nicolas Sarkozy napisał list wspólnie z Angelą Merkel postulujący odbieranie funduszy z polityki spójności za złamanie dyscypliny budżetowej. Gdyby złamanie dyscypliny budżetowej groziło odebraniem dotacji bezpośrednich dla rolników Francja miałaby zmartwienie.

Stanowisko Warszawy

Ten element nierównego traktowania chce wykorzystać w negocjacjach polski rząd. – Taka jest atmosfera w Europie, niestety, że myśli się o sankcjach – przyznał Mikołaj Dowgielewicz, sekretarz stanu ds. europejskich. Jednak według niego jeśli sankcje, to dla wszystkich. – Tak muszą być sformułowane, żeby objęły wszystkie fundusze, też wspólną politykę rolną – powiedział wczoraj w Brukseli w rozmowie z polskimi dziennikarzami. Na pytanie „Rz", czy w związku z tym w negocjacjach będzie postulował rozszerzenie kar na dopłaty dla rolników, powiedział: „Nie wykluczam, że takie będzie nasze stanowisko". Dowgielewicz zauważył, że finał negocjacji nad nowym wieloletnim budżetem i polityką spójności przypadnie na 2012 rok. Polska nie będzie już wtedy sprawowała prezydencji UE i łatwiej jej będzie walczyć o swoje interesy.

Szansa na miliardy

W nowej polityce spójności Polska może liczyć na 80 mld euro w ciągu siedmiu lat, w porównaniu z 65 mld euro w obecnej perspektywie finansowej 2007 – 2013. Prawie wszystkie polskie województwa pozostaną w grupie mniej rozwiniętych regionów, poniżej 75 proc. średniego unijnego PKB, co uprawnia je do największego kawałka unijnego tortu. Jedynym, który wzbogacił się i przejdzie do kategorii regionów pośrednich, jest mazowieckie. Ale dla takich przypadków jak nasze centralne województwo unijni urzędnicy szczęśliwie wymyślili podkategorię: region przejściowy, wcześniej mniej rozwinięty. Co oznacza, że będzie dalej dostawał pieniądze z UE, ale w mniejszej kwocie. – Dostanie dwie trzecie tego, co w obecnej perspektywie finansowej – wyjaśnił nam ekspert KE. Dodatkowo wkład krajowy będzie musiał wynieść 25 proc., a nie – jak w przypadku regionów biedniejszych – 15 proc. wartości projektu. Projekt KE musi zostać przyjęty przez parlament Europejski oraz Radę UE, czyli rządy państw członkowskich. Negocjacje potrwają na pewno do 2012 roku. Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.slojewska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA