fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

To ja uratowałem śledztwo w sprawie Blidy

Grzegorz Ocieczek, były wiceszef abw. Nie mam nic do ukrycia i nie boję się stanąć przed komisją śledczą
Rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski zażądał akt sprawy Barbary Blidy z katowickiej prokuratury. Zrobił to na prośbę pełnomocnika rodziny mec. Stanisławy Mizdry. Miesiąc temu katowicki sąd odmówił rozpoznania zażalenia rodziny byłej posłanki na jej zatrzymanie, bo takiej procedury nie stosuje się w sprawach osób, które już nie żyją. Mizdra postanowiła więc zwrócić się o pomoc do rzecznika praw obywatelskich, by ten ocenił, czy prokuratura w Katowicach, która prowadziła śledztwo w sprawie korupcji w handlu węglem, miała mocne dowody winy Blidy i mogła wydać nakaz jej zatrzymania. 25 kwietnia była minister budownictwa zastrzeliła się podczas akcji ABW. Śledztwo w sprawie nieprawidłowości, jakie popełnili funkcjonariusze Agencji, prowadzi łódzka prokuratura. Nie wyjaśnia jednak okoliczności, które poprzedziły jej tragiczną śmierć.
Kulisy zatrzymania ma zbadać sejmowa komisja śledcza. Parlament chce ją powołać 6 grudnia. Rz: Boi się pan?
Grzegorz Ocieczek: Czego? Komisji śledczej, która ma wyjaśnić kulisy samobójstwa Barbary Blidy. Nie. Nie mam nic do ukrycia. Chciałbym nawet, żeby prace komisji były jawne. Nie jestem zwolennikiem przecieków i „ujawniania” faktów przez media. Będzie pan ważnym świadkiem. Był pan na miejscu kilka minut po śmierci Blidy. Wielu prokuratorów twierdzi, że nie powinien pan tam być. Może zrodzić się podejrzenie, że przyjechał pan „ustawić” sprawę. Pana podwładni popełnili błędy. Gdybym nie przyjechał, doszłoby do zadeptania śladów i niczego by nie było, jak po zamordowaniu Jaroszewiczów. To ja kazałem oddać funkcjonariuszom broń, zdjąć kurtki, na których mogły być ślady prochu, i od razu opuścić mieszkanie. Poleciłem ściągnąć psychologów: dla rodziny Blidy i moich funkcjonariuszy. Ja uratowałem to śledztwo. Od kiedy wiedział pan o nakazie jej zatrzymania? Kto pana poinformował o tym, że Blida się zastrzeliła? O zatrzymaniu całej grupy podejrzanych w sprawie tzw. mafii węglowej, w tym Blidy, wiedziałem od tygodnia. O jej samobójstwie dowiedziałem się chyba za dziesięć siódma rano. Wracałem wtedy z domu w Mikołowie do Warszawy, dojeżdżałem już na dworzec w Katowicach. Zadzwonił do mnie Rafał Śliwiński, szef katowickiej delegatury ABW. Tak mi się wydaje. Powiedział coś takiego: „realizacja przebiega bez zarzutu, tylko Blida się zastrzeliła”. I co było potem? Przyjechałem do domu Blidy. Na miejscu byli mąż Blidy, mecenas Stanisława Mizdra i moi funkcjonariusze. Z domu właśnie wychodzili lekarze z pogotowia. Panował chaos. Kto wydał polecenie filmowania wyprowadzania Barbary Blidy? Jeden z funkcjonariuszy zeznał, że „polecenie przyszło z Warszawy”. Czemu to miało służyć poza pochwaleniem się akcją w telewizji?! Ja takiego polecenia nie wydawałem. Zatrzymanie podejrzanego nagrywa się z dwóch powodów: dla bezpieczeństwa funkcjonariuszy i z powodów procesowych. Agentka z kamerą stała przy bramie, czekając na wyprowadzenie Blidy, nie zrobiono w jej domu przeszukania. Dyletanctwo nastawione na medialny spektakl. Popełniliśmy błędy, przyznajemy się do tego. A wie pani, dlaczego je popełniono? Od siedmiu miesięcy czekamy na tę odpowiedź. Bo funkcjonariusze ABW są, a raczej byli, fatalnie przygotowani do pracy. I ten problem zastałem, przychodząc do Agencji z prokuratury. Na to, co się stało, nałożyły się zaniedbania z przeszłości. Ale w przypadku Blidy te dramatyczne okoliczności mogłyby się przydarzyć świetnym funkcjonariuszom CBŚ. Nikt nie przypuszczał, że będzie chciała popełnić samobójstwo. Nie zgadzam się. Pana ludzie nawet nie zapytali Blidy o broń. Zabrakło im elementarnej wiedzy z procedur zatrzymania. Tak, zawiedli w podstawowych obowiązkach. Dlatego wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające i dyscyplinarne. Postawiliśmy im zarzuty, zawiesiliśmy ich w obowiązkach. Także naczelnika, który zatwierdzał plan zatrzymania pani Blidy. Nie zamietliśmy sprawy pod dywan. Czekamy na ocenę prokuratury. A jednak zaraz po aferze szef ABW Bogdan Święczkowski wziął tych funkcjonariuszy pod parasol ochronny. Nie przychodzą do pracy, ale pensje dostają takie same. To pan nazywa karą?! Sąd oceni ich winę. Dlaczego nie podał się pan wówczas do dymisji? Bo chciałem, co może zabrzmi śmiesznie, coś jeszcze w tej Agencji zrobić. Zdyskontować tę porażkę. Udało się? Po akcji u Blidy przeszkoliliśmy wszystkich funkcjonariuszy z procedur zatrzymań i przesłuchań w obecności psychologa z egzaminem końcowym. Zbudowaliśmy centrum analiz i biuro operacji specjalnych. Wzorem CBŚ połączyliśmy dwa najważniejsze wydziały śledcze w jeden. To dlaczego odszedł pan teraz z Agencji? Bo chciałem wrócić do prokuratury. I lepiej samemu odejść, niż być zwolnionym.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA