fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Klich: Będę awansował młodych oficerów

Forum
Do Iraku będziemy musieli wysłać jeszcze jedną zmianę naszych żołnierzy. Po to, aby naszą misję zlikwidować. Mam nadzieję, że wygasimy obecność naszych wojsk w Iraku już w lecie 2008 roku - mówi Bogdan Klich, Minister Obrony Narodowej, w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Rz: Zaczyna pan urzędowanie w bardzo trudnym dla wojska momencie. Nastroje są napięte po zatrzymaniu żołnierzy, którzy wrócili z Afganistanu. Co zamierza pan z tym zrobić?
Bogdan Klich: Zgadzam się z tą oceną. Po zatrzymaniu żołnierzy, którzy najprawdopodobniej byli sprawcami najpoważniejszego w ciągu ostatnich lat zdarzenia obciążającego honor polskiego munduru, nastroje nie są dobre. Polska opinia publiczna, w tym wojsko, podzieliła się w ocenach. Inaczej widzi to Żandarmeria Wojskowa, a inaczej ci, którzy służą w wojskach lądowych czy pozostałych rodzajach Sił Zbrojnych. Przede wszystkim zdecydowałem się wesprzeć instytucjonalnie i finansowo podejrzanych o udział w tym tragicznym incydencie. Okazało się, że to, co było niemożliwe dla poprzedniego ministra obrony, w ciągu trzech dni mojego urzędowania stało się możliwe. Aby nie pogłębiać istniejących w wojsku i opinii publicznej podziałów, zdecydowałem się też na szybkie wyjaśnienie okoliczności zatrzymania żołnierzy. Są już jakieś szczegóły?
Razem z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ćwiąkalskim dokonamy wyjaśnienia tego, kto tak naprawdę spowodował, że nasi żołnierze byli zatrzymani jak zwykli bandyci. Z informacji, które już otrzymałem od ministra Ćwiąkalskiego, wynika, że prokuratura wojskowa kategorycznie zaprzecza, iż wydała żandarmerii jakiekolwiek instrukcje odnośnie do sposobu zatrzymania. Od komendanta ŻW otrzymałem natomiast dwie notatki, w których twierdzi, że instrukcja przyszła z prokuratury wojskowej. To trzeba zbadać. Nie obawia się pan buntu w armii? W końcu jeden z najpopularniejszych polskich generałów Waldemar Skrzypczak, dowódca Wojsk Lądowych, powiedział, że poda się do dymisji, jeśli okaże się, iż żołnierze są winni. Uważam, że reakcja gen. Skrzypczaka była zbyt emocjonalna. Zarówno ja jako minister obrony, jak i pierwsi żołnierze Rzeczypospolitej powinni zachować w tej sprawie neutralność do czasu ostatecznego wydania werdyktu przez sąd wojskowy. To sąd jest władny, by orzekać o winie naszych żołnierzy. Do tego czasu milczenie powinno być złotem. Zarówno cywilnego kierownictwa MON, jak i żołnierzy. Choć wiem, że w tej sprawie trudno powstrzymać emocje. Mam świadomość, że skutki tego incydentu mogą być dalekosiężne. Chodzi nie tylko o godność polskiego żołnierza i szacunek dla munduru, ale też o wiarygodność polityczną Polski w świecie. Czy w związku z tą sprawą planuje pan zmiany w przygotowaniu naszych żołnierzy przed ich wysłaniem na misje? Żeby była recepta, musi być diagnoza. Z moimi zastępcami musimy dokonać przeglądu dotychczasowych metod wychowawczych, szczególnie w zakresie przygotowania naszych żołnierzy do misji wysokiego ryzyka. Mamy czterdziestoletnie doświadczenie udziału w misjach ONZ. Nie ma ono jednak wiele wspólnego z misjami w Iraku, a szczególnie w Afganistanie. Nasi żołnierze poddani są tam nieprawdopodobnej presji psychicznej i napięciom. Może więc trzeba będzie zweryfikować nasze dotychczasowe metody przygotowywania do wyjazdów na misje. Premier Donald Tusk zapowiedział, że w 2008 roku wycofamy naszych żołnierzy z Iraku. Czy zaczął pan już przygotowania do tej operacji? Rząd będzie musiał zwrócić się do prezydenta RP o wysłanie kolejnej zmiany do Iraku. Będzie to jednak misja likwidacyjna, która przygotuje ostateczne wycofanie naszych żołnierzy. Mam nadzieję, że będzie to mogło nastąpić w lecie 2008 roku. Musimy tak przedstawić koalicjantom, szczególnie Stanom Zjednoczonym, nasze racje, aby nie narazić na szwank więzów sojuszniczych. Z drugiej strony musimy zrealizować obietnice złożone w trakcie kampanii wyborczej Polakom. Jeszcze jako opozycja zdecydowaliśmy się poprzeć wysłanie naszych żołnierzy do Iraku w 2003 roku, bo wynikało to z lojalności w stosunku do Stanów Zjednoczonych. Decyzja była trudna, zwłaszcza że Unia Europejska podzieliła się w ocenie tej operacji. Nie szliśmy do Iraku, by osiągać profity polityczne czy finansowe. Ale przez te lata nasze zobowiązania w stosunku do Amerykanów spełniliśmy z nawiązką. W tej chwili przyszedł czas, by respektować głos polskiej opinii publicznej. Z drugiej strony jedziemy na misję do Czadu, która jest pod auspicjami Unii Europejskiej. Czy to oznacza, że stawiamy na współpracę ze Wspólnotą w większym niż dotąd zakresie? Już w 2000 roku byłem współautorem strategii bezpieczeństwa przyjętej przez rząd Jerzego Buzka, w której napisaliśmy, że NATO jest głównym gwarantem naszego bezpieczeństwa, ale że z nadzieją przyglądamy się europejskiej współpracy w zakresie wojskowości i obronności. Potencjał NATO jest nieporównywalnie większy niż UE, jednak można w tej chwili powiedzieć, że Unia staje się stopniowo drugim filarem naszego bezpieczeństwa. To jest główny powód, dla którego zdecydowaliśmy się respektować decyzję poprzedniego rządu i przygotować naszą misję do Czadu, która przebiega pod sztandarem UE. Politycy PO mówią, że w 2009 roku wygaśnie pobór wojskowy. Jak rząd i minister obrony zamierzają to przeprowadzić? Przed podjęciem tej decyzji rozważaliśmy trzy warianty przechodzenia do w pełni zawodowej armii. Odrzuciliśmy wariant przyjęty przez poprzedni rząd, by czekać z uzawodowieniem aż do 2012 roku. Po skoku modernizacyjnym, jaki rozpoczął rząd Jerzego Buzka, teraz potrzebny jest skok kompetencyjny w polskich Siłach Zbrojnych. Odrzuciliśmy też wariant kaskaderski, to znaczy radykalnego uzawodowienia armii, jak to zrobili Hiszpanie – w ciągu roku. Wybraliśmy wariant trudny, ale możliwy do przeprowadzenia. Aby go zrealizować, potrzeba dodatkowych środków finansowych.Musimy też przygotować cały pakiet ustaw, przyjdzie nam nad tym pracować co najmniej kilka miesięcy. Skoro mamy mieć armię zawodową, jak będzie wyglądało jej wyposażenie? To zasadniczy problem. Uzawodowienie armii jest procesem kosztownym, a z posiadanych przeze mnie danych wynika, że w budżecie MON na 2008 rok po raz pierwszy zmniejszy się udział środków na modernizację. Od 2000 roku wydatki te stale rosły, bez względu na to, jakie były rządy w Polsce. Po raz pierwszy w przyszłym roku za sprawą poprzedniego rządu będzie załamanie. Oznacza to, że wydatki modernizacyjne zostaną procentowo ograniczone. A wszystko to z powodu bezprecedensowego rozdęcia wydatków osobowych w resorcie obrony. Minister Szczygło wielu generałów wysłał na emerytury. Teraz wrócą? Polityka kadrowa prowadzona przez mojego poprzednika nie była właściwa, bo kryterium kompetencji odgrywało w niej rolę drugoplanową. Dla mnie to kryterium było i będzie najważniejsze. Czas jednak biegnie, w związku z tym raczej będę stawiał na awanse tych, którzy w wojsku już służą od lat, a nie na przywracanie do służby tych, którzy już ją opuścili. Z wyjątkiem takich przypadków, gdzie zasada kompetencji została naruszona w jaskrawy sposób. Co zamierza pan zrobić z wojskowymi służbami specjalnymi? Minister obrony musi mieć swoje oko i ucho podporządkowane bezpośrednio sobie. Dzięki temu rząd i premier będą dysponować rzetelną wiedzą o tym, jakie są zagrożenia. Dlatego wywiad i kontrwywiad wojskowy muszą być podporządkowane ministrowi obrony narodowej. Zarówno jedna, jak i druga służba winny być budowane z tych, którzy najlepiej znają rzemiosło wojskowe, czyli z wojskowych. Ale trzeba zachować zasadę, że jedną i drugą służbą kierują cywile. Czy tacy ludzie jak np. gen. Marek Dukaczewski mają szanse znów zaistnieć w służbach? Ludzie pokroju gen. Dukaczewskiego opuścili Siły Zbrojne i nie powinni do nich wracać. Nie jest na pewno moją intencją odbudowa WSI. PO wsparła decyzję o rozwiązaniu WSI także po to, by pozbyć się z tych służb ludzi o PRL-owskiej proweniencji. Ale muszę też brać pod uwagę to, że – zwłaszcza w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego – doszło do niepokojących zdarzeń. Dlatego przed nami dwa wyzwania: nie możemy dopuścić, aby oficerowie, którzy mają na swoich plecach piętno służby w PRL, wrócili, i sprawić, by zaczęli tam służyć młodzi, kompetentni oficerowie. Obawia się pan, że prezydent nie będzie podpisywał nominacji generalskich i ustaw związanych z profesjonalizacją armii, które pan mu przedstawi? Liczę na dobrą współpracę z panem prezydentem. A jeśli nawet będą kontrowersje, to je wyjaśnimy. Mam nadzieję, że zaproszenie z Pałacu Prezydenckiego wkrótce otrzymam. Trzeba wyjaśnić, kto kazał zatrzymać żołnierzy jak bandytów. Żandarmeria twierdzi, że prokuratura, a ta zaprzecza
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA