fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory parlamentarne 2011

Kobiety kandydują do parlamentu

Wtorkowa konferencja „aniołków prezesa PiS”. Od lewej Aleksandra Jankowska, Anna Krupka, Sylwia Ługowska, Anna Szmidt, Magdalena Żuraw i Ilona Klejnowska
Fotorzepa, Rafał Guz rg Rafał Guz
Piękne, młode, zadbane – takimi kandydatkami uwodzą partie. Prym w tej dziedzinie wiedzie PiS
Stylizowany plakat z siedmioma ładnymi, młodymi kandydatkami PiS do Sejmu – natychmiast okrzykniętymi "aniołkami prezesa" – zrobił w Internecie furorę. Podobnie jak zdjęcia z ich wspólnej konferencji prasowej.
Blondynki i brunetki, wszystkie na szpilkach, z uśmiechem na ładnych buziach. Powiew świeżości. A w tle, choć domyślnym, prezes Jarosław Kaczyński. Kim są jego aniołki? Ilona Klejnowska to jedna z najbardziej zajętych. – W kampanii codziennie wstaję o piątej – opowiada "Rz".
Choć ma dopiero 24 lata jest już wiceszefową biura prasowego PiS. Jeździ z prezesem po kraju, prowadzi jego konferencje prasowe. Zdążyła skończyć studia w toruńskiej szkole założonej przez o. Tadeusza Rydzyka i zadebiutować na deskach teatru IMKA Tomasza Karolaka. – Kocham tę zabawę emocjami. W teatrze mogę poudawać kogoś innego, lubię ten flirt z widzami. Kiedy wchodzę na scenę, zapominam nawet o zmęczeniu – mówi Ilona Klejnowska o swoich teatralnych fascynacjach. Kiedy pojawiła się u boku Jarosława Kaczyńskiego zawrzało na internetowych portalach, które zastanawiały się, kim jest piękna brunetka. We wtorek Klejnowska poprowadziła pierwszą wspólną konferencję aniołków i przykuła uwagę swoim strojem. – Nowoczesny look bizneswoman daleki od niechlujstwa, monotonii, nudy – ocenia stylistka Patrycja Michalak i dodaje plus za buty. A te są konikiem młodej kandydatki. – Mam mnóstwo butów – zdradza Klejnowska. – Uwielbiam wysokie obcasy i nigdzie się bez nich nie ruszam. Znajomi nawet się śmieją, że jak się rodziłam, to najpierw wyszły obcasy, a dopiero potem ja. Choć przyznaje, że ma "anielskie serce", to nie chce być nazywana "aniołkiem PiS". – Proszę mnie nie nazywać ani aniołkiem, ani paprotką, ani nimfą. Nie jestem puszką coca coli, żadnym produktem popkultury – tłumaczy Klejnowska. – Nie muszę niczego udowadniać. PiS wspieram od pięciu lat. Sylwię Ługowską, którą ochrzczono polską Angeliną Jolie (ze względu na podobieństwo) i kolejnym aniołkiem prezesa (ona sama nie chce się odnosić do tych porównań), najłatwiej zastać w łódzkim biurze PiS. – Pracuję po kilkanaście godzin na dobę – zdradza. Gdy przypadkiem ma wolny czas, uprawia sport – biega, pływa, jeździ na rowerze. – Lubię też gotować – mówi. Zapewnia, że nad jej medialnym wizerunkiem nikt nie pracuje. – Jak każda kobieta interesuję się modą. My w PiS myślimy same i ubieramy się same – podkreśla Sylwia Ługowska. Z nazywania jej "aniołkiem prezesa" zadowolona jest Anna Schmidt, kandydatka PiS z Podkarpacia. – To jest bardzo miłe, bo ja cenię prezesa – zaznacza. Jej zdaniem w polityce uroda nie powinna wysuwać się na pierwszy plan. – To sprawa drugorzędna, najważniejsze są kompetencje – deklaruje. Z Sejmową pięknością – posłanką PO Joanną Muchą – nie zamierza rywalizować w kategorii Uroda. – Nie jest dla mnie konkurencją w tej dziedzinie. Wolałabym, żebyśmy w przyszłym Sejmie prowadziły merytoryczną dyskusję – zaznacza. Schmidt, podobnie jak Ługowska, zastrzega, że nie korzysta z porad stylistów czy wizerunkowców. We wtorek na wspólnej konferencji "aniołków" pojawiła się w białym kostiumie. – Na co dzień wolę jednak sportową elegancję: szpilki i dżinsy – zastrzega. W polityce Schmidt mogłaby łagodzić obyczaje. Jest pianistką. Skończyła Państwową Szkołę Muzyczną pierwszego stopnia. – Dziś to już tylko hobby, bo zdecydowałam się na karierę naukową, a nie muzyczną, jestem socjologiem. Gram tylko dla przyjemności, nigdzie nie koncertuję. Ulubieni kompozytorzy? Czajkowski, Prokofiew, Rachmaninow – wylicza. - Atrakcyjność wzbudza pozytywne emocje, potwierdzają to różne badania – mówi psycholog Zofia Milska-Wrzosińska. – Może to niesprawiedliwe, ale takie osoby są bardziej lubiane, przypisuje się im pozytywne cechy, zresztą niemające nic wspólnego z wyglądem. Takie jak sympatyczność, uczynność, a nawet mądrość. Te oceny, jak zaznacza Milska-Wrzosińska, dotyczą pojedynczych osób. Gdy występuje grupa, przekaz społeczny jest inny. Tak jak w przypadku "aniołków prezesa". Wtedy następuje uprzedmiotowienie ich atrakcyjności. A korzysta z tego otoczony nimi mężczyzna. W tym przypadku polityk. "Jestem przywódcą stada, samcem alfa. Bo mam ładne i młode kobiety, które się do mnie garną i mogę je wam udostępnić" – taki sygnał, w opinii Milskiej-Wrzosińskiej, jest wysyłany do opinii publicznej, gdy polityk otacza się atrakcyjnymi kobietami. Psycholog przypomina, że podobne metody kreowania się na przywódcę stada są stosowane w świecie celebrytów – robi tak np. wydawca Playboya Hugh Hefner. "Aniołki prezesa" zaczęły się od Sylwii Ługowskiej. A dokładniej od jej występu pod koniec czerwca na konwencji PiS. Siedziała wtedy obok Jarosława Kaczyńskiego. – Media wtedy oszalały, ciągle pokazywały Ługowską i wpatrzone w nią, niemal maślane, oczy prezesa. Postanowiliśmy iść za ciosem – ujawnia sztabowiec PiS. Na czym to postanowienie polegało? – Chcieliśmy złamać stereotyp PiS w odbiorze publicznym. Zgodnie z którym Jarosław Kaczyński jakoby otacza się starymi działaczami z zakonu PC, ludźmi partyjnego aparatu, Antonim Macierewiczem straszącym dzieci – wyjaśnia. Skutek będzie widoczny dopiero 9 października. Ale inne ugrupowania i zaprzyjaźnione z nimi portale zaczęły umieszczać na potęgę zdjęcia i informacje o pięknych i młodych paniach na swoich listach. I rzeczywiście urody nie można odmówić Serafinie Ogończyk-Mąkowskiej startującej na senatora z poparciem Rafała Dutkiewicza i Dagnie Karkowskiej z Ruchu Palikota. Pojawiły się także reklamowane jako "najpiękniejsze" Nathalie Nina Mikulska (PO) i Magdalena Wichrowska (PSL). SLD też ma swoją najbardziej atrakcyjną. Jest nią Magdalena Ogórek startująca w Rybniku (z tego samego okręgu co Joanna Kluzik-Rostkowska z PO, kiedyś też "aniołek prezesa PiS"). Ogórek można było zobaczyć u boku Grzegorza Napieralskiego podczas konwencji SLD. Na ostatniej wystąpiła w białej sukience bez rękawów. Pani Magda to była modelka. Przez osiem lat grała pielęgniarkę w serialu "Na dobre i na złe". – Poznałam ciekawych ludzi, dowiedziałam się sporo o zawodzie aktora – opowiada. W najbliższych dniach ukaże się książka z jej doktoratem o procesach heretyków w średniowieczu. Materiały zbierała m.in. w bibliotekach Watykanu. Norbert Maliszewski, psycholog społeczny, przestrzega jednak przed bezrefleksyjnym wykorzystywaniem atrakcyjności w kampanii. – PiS może być postrzegany przez wyborców jako partia manipulująca swoim wizerunkiem. Tajemnicy atrakcyjności służy, jeśli się o niej nie mówi zbyt dużo – zaznacza. Zdaniem Renaty Ropskiej, specjalistki w dziedzinie reklamy, PiS już przedobrzył z pokazywaniem "aniołków": – Ich zdjęcie na plakacie przypomina te z kolorowego magazynu, więc trudno, by były kojarzone z poważną polityką. Nie wróżę tym paniom kariery w polityce. Prędzej zobaczymy je w "Tańcu z gwiazdami".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA