Biura podróży

TT Warsaw: publiczność nie dopisała

Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Drugiego dnia targów opadły pierwsze emocje, na niektórych stoiskach powiało nawet nudą. Wielu wystawców rozczarowanych było małym ruchem zwiedzających
Drugi dzień targów przeznaczony był na dokończenie kontaktów biznesowych, zarazem wpuszczano już publiczność, czyli zwykłych klientów. Bilet kosztował 12 zł. – Pewnie ludzie czekają do jutra, bo w sobotę wstęp ma być wolny – komentowała Bożena Hirling ze stoiska Węgier.
Jak mówiła Hirling, 85 procent Polaków jeżdżących na Węgry robi to indywidualnie, bez pośrednictwa biur podróży. Dlatego dla promocji Węgier ważny jest kontakt bezpośredni z potencjalnymi klientami. – Wolę targi wiosenne, bo Polacy podejmują decyzje, gdzie spędzą urlop, na krótko przed wyjazdem. Kiedy więc wezmą na moim stoisku broszurę, jest większa szansa, że zachęceni opisami i zdjęciami wybiorą właśnie Węgry. – Ale to jednak stolica i największy prestiż, a my musimy robić wszystko, by Polacy nie zapominali o Węgrzech, dlatego nie mogło nas tu zabraknąć – dodaje Hirling.
Portugalczycy wynajęli w tym roku na targach 50 metrów kwadratowych, o 40 mniej niż przed rokiem. – Rok temu na stoisku było więcej partnerów portugalskich, w tym roku nie było nam potrzebne aż tak dużo miejsca – wyjaśnia Ewa Mikke z promocji Portugalii w Warszawie. I ona narzeka na mały ruch publiczności. - Spod hotelu Metropol jechałam na targi godzinę i dziesięć minut – zwraca uwagę Justyna Schramm, odpowiedzialna za promowanie Irlandii w Polsce. – Nie dziwię się, że mniej ludzi  decyduje się przyjeżdżać na targi na ulicę Marsa. TT Wrasaw są też bardzo drogie, choćby w porównaniu z targami w Poznaniu i Gdańsku. Może dlatego wystawia się tu mało touroperatorów. Dzisiaj więcej spotkań ma charakter towarzyski niż biznesowy. Ale nawiązałam sześć, siedem kontaktów, z których – mam nadzieję – wyniknie jakaś współpraca w przyszłości. Narzekania na koszty wynajęcia stoiska na targach były częstsze. – TT Warsaw to najdroższe targi w Polsce – mówi Bożena Hirling. Małym ruchem i zainteresowaniem rozczarowani byli również przedstawiciele stoiska austriackiego. Wczoraj konferencję promocyjną zorganizowali, obecni na targach pierwszy raz, Japończycy. Skupili się głównie na przekonywaniu dziennikarzy i touroperatorów, że po katastrofie w elektrowni atomowej w Fukushimie w Japonii, poza najbliższą strefą, nie ma zagrożenia promieniowaniem radioaktywnym. - Wiemy, że Polacy lubią chodzić do restauracji z sushi, że ćwiczą karate i interesują się kulturą japońską – mówiła charges d'affaires ad interim Ambasady Japonii Kazuko Shiraishi. – Czas, aby zobaczyli Japonię naprawdę. Zjedli prawdzie sushi, poszli na turniej karate i spróbowali lodów z zielonej herbaty.
Źródło: turystyka.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL