Sądownictwo

Majątki podejrzanych: prokuratura zajęła auta i samoloty

Należący do Józefa J. samolot An-2 po zajęciu przez prokuraturę przez dziewięć lat niszczał na lotnisku, tracąc na wartości (Fot. Bartłomiej Barczyk)
Agencja Gazeta
Majątek podejrzanych zajęty przez śledczych to 82 mln zł
Ponad tysiąc aut, grunty, domy, biżuteria i gotówka, a także studio nagrań i samoloty zabezpieczyli śledczy w całym kraju na  poczet grożących podejrzanym grzywien i nawiązek – wynika z raportu Prokuratury Generalnej, do którego dotarła „Rz".
Rekordzistą jest baron paliwowy Henryk M., człowiek numer jeden śląskiej mafii paliwowej. Na nielegalnej produkcji paliwa według prokuratury zarobił pół miliarda złotych. Kiedy kilka lat temu śledczy zrobili przegląd jego majątku, byli pod wrażeniem. Posiadłość na Śląsku wyceniona na 12 mln zł, 45 samochodów, w tym luksusowe bmw, złota biżuteria warta ponad 200 tys. zł. W sejfach miał schowaną pokaźną gotówkę: złotówki, euro, franki. Oprócz tego nowoczesne studio nagrań i „drobiazgi": kilka telewizorów i solarium warte ok. 80 tys. zł. To wszystko zajęli śledczy.
– Suma wszystkich zabezpieczeń w przypadku Henryka M. sięga ok. 20 mln zł – mówi Marta Zawada-Dybek z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

26 mln w Lubelskiem

Prokuratura Generalna policzyła, co na poczet przyszłych kar – m.in. grzywien i nawiązek – zajmują podejrzanym śledczy. – Chodziło o ustalenie rzeczywistej skali zabezpieczeń mienia w całym kraju, jego wartości i poniesionych kosztów – wyjaśnia Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej. Z raportu obejmującego dwa ostatnie lata (do czerwca 2011) i śledztwa, w których czas przechowywania rzeczy przekroczył sześć miesięcy wynika, że w całym kraju prokuratorzy zabezpieczyli mienie podejrzanych w ponad 1,1 tys. spraw. Najwięcej było ich w prokuraturach poznańskich (185) i krakowskich (173). Najmniej, bo tylko 30 – w białostockich. Pod względem wartości zajętego majątku prym wiodą prokuratury lubelskie. Zajęły m.in. auta i nieruchomości warte około 26 mln zł. Kolejne są prokuratury warszawskie (12 mln zł) i katowickie (8 mln zł.). – Zabezpieczamy najczęściej samochody, działki, mieszkania. Ale też pieniądze na kontach osób podejrzanych czy znalezione podczas przeszukań – mówi Janusz Padała z Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie. Lubelscy śledczy zajęli hipotekę m.in. 130-metrowego lokum wartego milion zł, należącego do podejrzanego o handel fałszywymi fakturami. Majątek zabezpieczony kilkunastu podejrzanym w tej sprawie to ok. 4 mln zł. Nieruchomości – jak czytamy w raporcie – zajęto w 25 przypadkach. Na zabezpieczenie całego mienia wartości 82 mln zł., wydano w sumie 317 mln zł. Gdzie koszty były najmniejsze? Rekord pobiły prokuratury poznańskie. Zajęły majątek za 8 mln zł., a wydały 2 tys. zł. – Gros naszych spraw dotyczy przestępstw skarbowych. W nich zabezpieczeniem pieniędzy na kontach podejrzanych zajmują się komornicy działający przy urzędach skarbowych. Nas to nic nie kosztuje – tłumaczy Marek Konieczny, p. o. rzecznika Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu.

Auta i gotówka

Najczęściej zabezpieczano samochody – w całym kraju zajęto ich 1333. Najwięcej, bo 263 (w tym 26 wartych ponad 80 tys. zł) – zajęły prokuratury katowickie. Ale choć auto zająć najprościej, to jego przechowanie na  strzeżonych parkingach kosztuje. Raport wytyka, że w jednej ze spraw prokuratury katowickiej auta i naczepy za 286 tys. zł trzymano osiem miesięcy w wynajętych magazynach, za co trzeba było zapłacić ok. 63 tys. zł. „Takich przypadków należy bezwzględnie unikać" – twierdzi Prokuratura Generalna i zaleca powierzać auta osobie godnej zaufania lub pozwolić korzystać z nich podejrzanym i zastrzec, by nie mogli ich sprzedać. Śledczy zabezpieczali też pieniądze (w 431 przypadkach była to gotówka, takich przypadków było najwięcej w Krakowie), biżuterię (38 przypadków), dzieła sztuki, akcje i monety kolekcjonerskie. – Zabezpieczyliśmy np. ponad 300 tys. zł znalezione w mieszkaniu dilera narkotykowego – opowiada Padała. Często, bo w 371 przypadkach, śledczy zajmowali sprzęt elektroniczny, RTV i AGD. W 38 przypadkach konta bankowe. Prokuratorzy białostoccy koncentrowali się niemal wyłącznie na zajmowaniu aut, a śledczy z apelacji warszawskiej – pieniędzy. Aut stołeczni prokuratorzy zajęli tylko 51. – Samochody, motocykle czy łodzie tracą na wartości, nawet gdy są użytkowane. Staramy się ich nie zabezpieczać, bo w naszych warunkach od zajęcia do wyegzekwowania wyroku upływa dłuższy czas – tłumaczy Szymon Liszewski z Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. – Zabezpieczenie ma przysparzać korzyści Skarbowi Państwa, a nie generować straty. Pieniądze trafiają na konta depozytowe i pracują. Gdy sąd wyda wyrok, jest z czego ściągać np. grzywnę. Nikt nie zarzuci, że przedmiot zajęcia niszczał. Na spadek wartości zajętego majątku skarży się Józef J., właściciel konsorcjum Colloseum. Dziewięć lat temu śledczy zabezpieczyli jego samoloty: Cessna, An-2, oraz luksusowe samochody: Ferrari, Jeep Grand Cherokee i Suzuki Vitara. Wtedy wartość zajętego mienia ocenili na ok. 5 mln zł. W maju tego roku J. został nieprawomocnie skazany za wyłudzenia na osiem lat więzienia. Wartość aut i samolotów, które przez kilka lat stały na lotnisku, stopniała. A sąd wyliczył, że Józef J. ma zapłacić ok. 55 mln zł grzywny.

Są niespodzianki

„Godne akceptacji są przypadki zabezpieczania pieniędzy, biżuterii, nieruchomości czy rzeczy o wartości kolekcjonerskiej" – stwierdza raport. Ale śledczy dzieła sztuki zajmują rzadko. – To pociąga za sobą koszty, m.in. wyceny biegłego i przechowywania np. w muzeum – mówi jeden z nich. I zdarzają się niespodzianki. Gdy kilka lat temu policjanci z CBŚ weszli do domu Jerzego W. (już nie żyje), bossa „Pruszkowa", i jego żony oskarżonych o przemyt heroiny, znaleźli gotówkę, biżuterię i obrazy. W tajnej skrytce, którą po zatrzymaniu rodziców chciała opróżnić ich córka, było m.in. 70 tys. euro i złoto. Prokuratura zajęła majątek małżonków W. za ponad milion złotych. Ale gdy biegły zbadał obrazy, okazało się że „kossaki" to nic niewarte falsyfikaty. Boss „Pruszkowa" nie doczekał wyroku. Jego żona właśnie została skazana na 6,5 roku więzienia, grzywny, nawiązki i przepadek korzyści z przestępstwa. Prokuratura Generalna wytyka, że śledczy często zajmowali tylko ten majątek, do którego podejrzani się przyznali. „Głównym źródłem informacji o stanie majątkowym osób podejrzanych były wyłącznie protokoły ich przesłuchań" – czytamy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL