Felietony

Tuskobus i kampania wyborcza - Krzysztof Feusette

Kampania wyborcza partii rządzącej nabiera rozpędu jak karuzela bez hamulców.
Oto Sławomir Nowak chwali się, że jego "ziomalem" jest satanista, który uważa, iż Polacy to głupcy. Jerzy Buzek, szef Parlamentu Europejskiego, traci swoją apolityczność i ogładę, by z ręką w kieszeni promować PO. Donald Tusk mówi o dawnym wiceszefie Platformy, który zmienił debatę publiczną w szambo, że ten wnosi do polskiej polityki "świeżość". I czyni to w dniu, gdy Palikot pozuje na okładce "Newsweeka" w pozycji ukrzyżowanego Chrystusa.
Joanna Kluzik-Rostkowska przepoczwarza się w wyrocznię delficką i rozpaczliwie szuka swojej tożsamości, powtarzając, że Kaczyńskiemu nie można wierzyć, jej zaś – jak najbardziej. Żal nic tu nie pomoże. Jak się chciało być Jasiem Fasolą i Pinokiem w jednym, trudno oczekiwać,  że dostanie się rolę Królewny Śnieżki. Minister Twitter, który w 160 znakach potrafi nastraszyć dyktatora w Syrii, przechodzi samego siebie, gdy dostanie do ręki mikrofon. Mówi, że od Władysława Bartoszewskiego różni się tym, że tamten był dwa razy ministrem, a on – tylko raz. Dyplomacja nie na tym polega, panie ministrze. Jest pan dziś ministrem po raz drugi, a rządowe "dziewictwo" stracił pan w rządzie PiS, jako członek dorzynanej potem przez pana watahy.
Nie dziwię się premierowi, że ucieka od tych ludzi polskimi "rozkopiankami". Złośliwi mówią, że z "tuskobusu", na którym widnieje napis "Zróbmy więcej Premier Tusk", ktoś odkleił słówko "niż". Inni twierdzą, że gdyby szef PO naprawdę chciał się dowiedzieć, czego trzeba Polakom, ruszyłby w trasę koncertową cztery lata temu, a teraz jedzie po to, by zobaczyć, "co by tu jeszcze spieprzyć, panowie". Jeszcze inni tłumaczą, że premier wystraszył się sondaży i chce się pożegnać z wyborcami. Dziennikarka TVN 24 pyta na żywo już na pierwszym przystanku: "Nie ma pan premier wrażenia, że niektórzy tutaj nie przyszli z własnej woli" (czytaj: pisowcy się zlecieli z całego powiatu). "Mam" – odpowiada premier. "Ale nie będę się na to obrażał". Może dlatego, że zanim źli "niektórzy" dopchają się do mikrofonu, dobrzy "niektórzy" zgodnie z ustaleniami zdążą paść do nóżek jak wczoraj  – z żalem to piszę – Robert Korzeniowski. To dzięki takim zagraniom możemy przekonać się ostatecznie, że Platforma jest dziś głównie partią wielkich chodziarzy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL