fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Co zamiast asesury, czyli czas na kapitalny remont

Rzeczpospolita
Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego o niekonstytucyjności modelu asesury oczywista stała się potrzeba przeprowadzenia w sądownictwie fundamentalnych zmian. Problemem pozostaje zakres znaczenia pojęcia „fundamentalne” – pisze Jacek Ignaczewski, sędzia Sądu Rejonowego w Olsztynie
Sądownictwo w Polsce można przyrównać do starej, solidnej przedwojennej kamienicy. Przez ostatnie 18 lat uwaga wszystkich reformatorów skupiona była jedynie na fasadzie kamienicy. Można więc powiedzieć, że od strony ulicy rzecz się ma całkiem nieźle. Mamy niezawisłych sędziów, choć, jak się okazało po orzeczeniu TK, nie wszystkich, niezależne sądownictwo, które z kolei zmuszone jest do odpierania nieustannych zamachów na ten filar działalności sądownictwa.
W sferze standardów niewątpliwie należymy do pierwszej ligi w Unii Europejskiej. Problem polega jednak na tym, że od strony codziennej praktyki owe standardy nie są traktowane jako pewien docelowy model do osiągnięcia, ale jako gwarancja niezmienności organizacji wymiaru sprawiedliwości. Dlatego wszelkie próby zmian w kierunku efektywności całego systemu są odbierane nie jako przybliżanie codziennej praktyki do standardów, lecz jako zamach na standardy, a więc na niezawisłość i niezależność sądownictwa. W efekcie praktyka nie nadąża za standardami. Mamy więc do czynienia z rozdźwiękiem między tymi dwiema wartościami. W takiej sytuacji, z teoretycznego punktu widzenia, mamy do wyboru trzy wyjścia.
Po pierwsze: obniżyć standardy, co w kontekście niekonstytucyjności asesury oznacza pomysły na zmianę konstytucji, powołanie sędziego na próbę, utworzenie kolejnego, czwartego, najniższego szczebla stanowiska sędziego. W ten sposób nie tylko podważa się sens istnienia standardów, ale w dalszym ciągu ugruntowuje się urzędniczą pozycję sędziego, który zamiast sądzić i podnosić kwalifikacje, marnuje czas na wspinanie się po kolejnych szczeblach sądowej drabiny. Tego typu pomysły zakładają nadto, że orzeczenie TK, choć fundamentalne dla funkcjonowania sądownictwa, nie musi pociągać za sobą gruntownych zmian organizacyjnych. Zwolennikom tych koncepcji przypomnieć trzeba, iż TK stwierdził wyraźnie, że niezawisłość to nie tylko aspekt dogmatyczno-prawny, ale również wewnętrzna konstrukcja sędziego, jego przygotowanie i predyspozycje do zawodu. Krótko mówiąc, prawo do sądu to nie tylko prawo do sędziego za ławą sędziowską, ale także prawo do kompetencji, i to nie tylko odnoszącej się do znajomości przepisów. Przy tym podejściu z pojęciem “kompetencji” nierozerwalnie łączą się takie terminy, jak prestiż i autorytet, niestety, nieosiągalne dla młodego i niedoświadczonego sędziego, błędnie ukształtowanego w procesie kształcenia na wybrańca losu z koroną zawodów prawniczych na głowie. Dodajmy, że w dzisiejszy proces kształcenia aplikantów jest zaangażowanych ok. 1000 sędziów. W naturalny więc sposób mamy co najmniej tysięczną armię, która będzie bronić jak niepodległości stanowiska, że sędziego można jakoś wykształcić, ukształtować jego etyczną postawę w zwykłym procesie nauki. Na marginesie, czy ktoś kiedyś słyszał, o tworzeniu specjalnych szkół czy procesów kształcenia dla przyszłych sędziów TK? Po drugie: możemy uznać, że problem jest rzeczywiście poważny, by na tej podstawie zgłaszać nierealistyczne do zrealizowania zamierzenia. Chodzi tu o postulat otwarcia zawodu sędziego dla przedstawicieli innych zawodów prawniczych (czytaj: adwokatów i radców prawnych). Dzisiaj zawód sędziego jest już otwarty, ale jakoś adwokaci nie garną się do zmiany profesji. Wbrew bowiem mniemaniu sędziów w Polsce ich zawód nie jest ukoronowaniem prawniczej kariery. Dopóty więc owa korona nie powróci na swoje właściwe miejsce, dopóty postulaty otwarcia zawodu sędziego będą tylko pobożnymi życzeniami. Po trzecie: możemy wziąć sobie do serca (a raczej do umysłu) orzeczenie TK i uznać, że nadszedł w końcu czas, by remontu wspomnianej kamienicy nie ograniczać do fasady, lecz przeprowadzić remont kapitalny: od fundamentu po dach. Zakresu tych prac nie da się przedstawić w formie prasowego artykułu. Z konieczności więc muszę odwołać się do swojej pracy “Wymiar sprawiedliwości – teraźniejszość i przyszłość”, która w pierwszej połowie grudnia ukaże się drukiem. W pracy tej podjąłem próbę zlikwidowania istniejącego rozdźwięku między standardami a codzienną praktyką wymiaru sprawiedliwości, przy zachowaniu wszelkich gwarancji prawidłowo funkcjonującego sądownictwa. Każda próba zmiany w kierunku efektywności jest odbierana jako zamach na standardy
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA