fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media i internet

Co się stanie z telewizją publiczną?

Rzeczpospolita
Finansowanie publicznej misji telewizji bezpośrednio z budżetu państwa to rozwiązanie najgorsze z możliwych – pisze Jakub Bierzyński, szef domu mediowego Omnicom Media Group
Czy nowa sytuacja polityczna daje nadzieje na poważną zmianę w TVP? Czy zapowiedzi przed- i powyborcze obecnego premiera składają się na spójny program zmian w tej instytucji? W cztery tygodnie po wyborach pokuszę się o podsumowanie pierwszych doświadczeń. A są, muszę przyznać, rozczarowujące.
Po pierwsze rzuca się w oczy brak spójnego programu Donalda Tuska wobec TVP. W dziesięciu przedwyborczych przykazaniach podpisanych przez przyszłego szefa rządu w blasku fleszy i świetle reflektorów znalazła się deklaracja zniesienia abonamentu. Jest to, wstyd przyznać, jedyny stały element programu PO wobec mediów. Deklaracje szefa partii są w tej materii bardzo rozbieżne. W pierwszym po wyborach wywiadzie dla dziennika „Polska” (z 31.10) deklaruje oprócz zniesienia abonamentu wymuszenie misyjności mediów publicznych. „Chcemy ograniczyć, a finalnie znieść, abonament. Po drugie media publiczne powinny koncentrować się na misji”. Parę dni potem Donald Tusk zapowiada „maksymalne osłabienie (mediów publicznych), by nie były wymarzonym łupem dla rządzącej ekipy” („Dziennik” z 5.11). Środkiem służącym takiemu osłabieniu ma być zniesienie abonamentu. Jeśli zatem likwidujemy abonament, czego jestem od lat gorącym zwolennikiem, to w jaki sposób sfinansować misję TVP? Jeśli ma być to budżet państwa, to jak taka zmiana ma się do postulatu uniezależnienia politycznego publicznej telewizji? Jeśli problem jest tymczasowy, skoro pozycja TVP ma ulec osłabieniu po wprowadzeniu cyfryzacji, na co wskazuje trafnie sam Donald Tusk, to dlaczego premier deklaruje z góry narażanie państwa na straty? Jak inaczej bowiem nazwać deklarację wstrzymania prywatyzacji przedsiębiorstwa należącego do Skarbu Państwa, o którym wiadomo, że przeżywa szczyt wyceny na gwałtownie kwitnącym rynku telewizyjnym, a jego wartość szybko i w niedalekiej przyszłości gwałtownie spadnie? Jak inaczej niż poddaniem się pokusie politycznej kontroli nad TVP wytłumaczyć wycofanie się z deklaracji jej prywatyzacji z jednej strony, a z drugiej wskazanie Skarbu Państwa jako jej ostatecznego właściciela? Dlaczego pomimo deklaracji odpolitycznienia TVP i zrozumienia fatalnych skutków poddania się nałogowi uprawiania propagandy za jej pomocą Donald Tusk nie podejmuje żadnych strukturalnych działań mających na celu trwałe uodpornienie własnej ekipy na tę groźną zarazę, skutkującą nieuchronnie w czasach demokracji w Polsce śmiertelną konsekwencją przegranych wyborów, z czego notabene świetnie sam zdaje sobie sprawę? Diagnoza bardzo trafna, ale gdzie program? Mam zatem do pana premiera parę podstawowych pytań:
– Czy zamierza pan sprywatyzować (na przykład poprzez giełdę) telewizję publiczną bądź któryś z jej kanałów? – Jeśli nie, to jak zamierza pan ograniczyć zakusy własnego aparatu partyjnego obsadzania lukratywnych stanowisk w tej instytucji? – Jeśli nie, to jak zamierza pan samoograniczyć upolitycznienie TVP? – Jeśli regionalizacja telewizji publicznej ma być metodą na wprowadzenie pluralizmu w tej instytucji, to jak będzie taka operacja przebiegać? Czy poszczególne partie będą obsadzać stanowiska w zarządach poszczególnych ośrodków regionalnych? Według jakiego parytetu? – Jeśli nie zamierza pan TVP prywatyzować, to jak zamierza pan wytłumaczyć się z faktu, iż dopuszcza pan do potencjalnej straty wpływów przez Skarb Państwa, wstrzymując sprzedaż dużego państwowego przedsiębiorstwa w szczycie jego potencjalnej wyceny? – Jeśli nie, to jak poza ręcznym sterowaniem wyobraża pan sobie realizację misji publicznej? – Jeśli tak, to czy sprzedaje pan całość czy część? – Czy TVP ma przejść restrukturalizację przed sprzedażą, której niezbędnym elementem jest zwolnienie 3,5 tysiąca zbędnych pracowników, czy też zdecydował się pan na sprzedaż potencjału rynkowego firmy, pomimo słabych wyników finansowych? – Jeśli tak, to czy realizacja misji publicznej ma przebiegać w ramach TVP i być warunkiem jej sprzedaży, a zatem elementem wyceny – czyli zostać sfinansowana przez obniżenie wyceny tej firmy? – Czy też zdecyduje się pan na rozgraniczenie realizacji misji od własności stacji telewizyjnych poprzez stopniową zmianę zapisów koncesyjnych pozostałych graczy? – Czy zamierza pan na realizację misji przeznaczyć środki ze sprzedaży TVP? – Czy planuje pan zerwanie z praktyką wsparcia dla prywatnych nadawców telewizyjnych i potężnego korupcjogennego impulsu w postaci rozdawania koncesji telewizyjnych za symboliczne opłaty? I w końcu najważniejsze: – Czy państwo ma zadania w zakresie kształtowania gustów własnych obywateli? – Czy misja powinna leżeć w zakresie obowiązków państwa? Jeśli tak, to na czym ona polega? – Ile pieniędzy należy przeznaczyć ze środków bezpośrednio lub pośrednio ściąganych od obywateli w celu realizacji tych zadań? Realizacja misji to problem niezależny od własności mediów publicznych. Wyobrażam sobie mechanizm jej finansowania i narzucenia obowiązków misyjnych choćby poprzez zapisy koncesyjne dla prywatnych nadawców, które całkowicie uniezależniają misję od własności mediów. Nie ma wątpliwości, że zadania misyjne przez prywatnych nadawców będą realizowane znacznie sprawniej, taniej i efektywniej. Tożsamość misji TVP jest całkowicie fałszywa, co najlepiej pokazuje komercyjna praktyka publicznego nadawcy. Nie rozumiem, dlaczego wizja prywatnej telewizji lub producenta ubiegającego się o publiczne pieniądze na realizację konkretnego programu o charakterze edukacyjnym, religijnym czy popularnonaukowym jest w dobie Religia TV, TVN Lingua, Science czy National Geographic i wielu innych tego typu komercyjnych bądź co bądź, przedsięwzięć tak trudna do wyobrażenia dla decydentów. Jestem przekonany i głoszę tę tezę od dawna, że misja nie musi kosztować, że ciekawe programy misyjne same się obronią, a nieciekawych i tak nikt oglądać nie będzie. Kwestia finansowania misji publicznej także nie jest jednoznaczna. Finansowanie jej bezpośrednio z budżetu państwa to rozwiązanie najgorsze z możliwych. Ponadto już pojawiają się głosy, iż za politykę misyjną państwa ma być odpowiedzialny minister kultury. To najkrótsza droga do dalszego upolitycznienia mediów publicznych – najgorszy i najbardziej niebezpieczny mechanizm. Jeśli nie ma ucieczki przed decyzją administracyjną, bo ktoś środki publiczne dzielić musi, to uczyńmy ten proces jawnie politycznym. Niech Krajowa Rada złożona z przedstawicieli wszystkich partii obecnych w parlamencie, w składzie odpowiadającym proporcjom głosów w Sejmie, dzieli budżet według przejrzystej, a co najważniejsze jawnej, procedury. Misja nie musi być finansowana z publicznych pieniędzy. Może być finansowania pośrednio poprzez urealnione opłaty za koncesje telewizyjne, może być wymuszona administracyjnie przez odpowiednie zapisy koncesyjne, może być finansowana z pieniędzy pozyskanych w trakcie prywatyzacji TVP. Niezależnie od wyboru mechanizmu jedno jest pewne – gorzej być chyba nie może. Panie premierze, czas najwyższy podjąć ten temat poważnie. Stawia pan dobre diagnozy, brakuje programu terapii. Im wcześniej taki program powstanie, tym lepiej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA