fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Egipt nadal daleko od normalności

ROL
Po obaleniu dyktatury życie Egipcjan nie odmieniło się z dnia na dzień. Wielu z nich jest rozczarowanych
Korespondencja z Kairu
– Nie mamy co jeść! Jak mam utrzymać rodzinę? – krzyczy mężczyzna na wózku, pokazując kikuty nóg, które stracił w wypadku. Z grupą innych inwalidów demonstruje w centrum Kairu. Niektórzy twierdzą, że zostali okaleczeni podczas rewolucji. – Mubarak, Mubarak – powtarza 40-letni Abdel, potrząsając pustym rękawem koszuli. Ma co jeść tylko dzięki Bractwu Muzułmańskiemu. Ale domaga się pomocy od państwa.
Takich demonstracji w całym Kairze są dziesiątki, a może setki. Jedni chcą mieszkań, inni pracy. To właśnie problemy społeczne i wysokie bezrobocie stały się zarzewiem rewolucji, która obaliła reżim Hosniego Mubaraka. Teraz Egipcjanie uświadamiają sobie, że na poprawę życia trzeba będzie poczekać.
– Interes idzie słabo. Zarabiam połowę tego co rok temu. Ale wiemy, że po rewolucji nie może od razu być lepiej, że trzeba cierpliwości – mówi Mohamed Ismail, sprzedawca arbuzów, który wypatruje klientów razem z ojcem, bratem i kilkuletnim synkiem.
Ale cierpliwość może się w końcu wyczerpać. Właściciel sklepiku z pamiątkami mówi, że atmosfera w stolicy jest napięta. – Dochody ludzi żyjących z turystyki spadły nawet o połowę. Jeśli taka sytuacja będzie się przedłużać, może dojść do kolejnej rewolucji. Już nawet ma nazwę: rewolucja głodu – mówi.
Władze ogłosiły, że do Egiptu przyjechało o 40 proc. mniej turystów niż rok wcześniej. Ośrodki wypoczynkowe świecą pustkami. A turystyka to fundament egipskiej gospodarki.
15 milionów gości rocznie zostawiało tu 12,5 miliarda dolarów. Znaczny udział mieli w tym Polacy, którzy byli na piątym miejscu pod względem liczby wizyt w Egipcie. W tym roku przyjechało ich o połowę mniej.
Dlatego polskie władze postanowiły ruszyć Egiptowi z pomocą. – Mogę potwierdzić, że kurorty egipskie są bezpieczne dla turystów, więc jeśli ktoś rozważał przyjazd, to jest to najlepsza forma pomocy dla egipskiej gospodarki i w przejściu do demokracji. Przyjeżdżajcie! – apelował do rodaków szef MSZ Radosław Sikorski w Kairze, gdzie podpisał z Egiptem umowę o współpracy turystycznej. – Mam nadzieję, że inne zachodnie kraje pójdą w nasze ślady. Egipskie władze będą rozliczane z osiągnięć – mówił Sikorski.
Kolejny wybuch społecznego niezadowolenia mógłby oznaczać spełnienie się najczarniejszego scenariusza nie tylko dla Egipcjan, ale też dla Zachodu. 80-milionowy Egipt to największy kraj w regionie, kluczowy dla stabilności całego Bliskiego Wschodu. Zachód liczy, że uda się tu zbudować stabilne, obliczalne państwo z umiarkowanym islamem.
Ale jeśli reformy nie wypalą, do głosu mogą dojść ekstremiści. Mieszkańcy Kairu podkreślają, że po rewolucji ucierpiała nie tylko turystyka. Niepewna przyszłość wystraszyła też zagranicznych inwestorów, którzy nie wiedzą, czy ich pieniądze będą bezpieczne. Na dodatek Egipt opuściły setki biznesmenów, którzy się obawiają, że padną ofiarą zapowiedzianej walki z korupcją.
– Korupcja, znajomości, układy były fundamentami państwa rządzonego przez wojskowy reżim. Teraz jest nadzieja, że się to zmieni – zauważa Abdel Latif Wahba, dziennikarz agencji
Bloomberg. Jego zdaniem wywołana obaleniem reżimu euforia jeszcze się nie wyczerpała. – Jesteśmy wreszcie wolni i sami zdecydujemy o naszej przyszłości. Wreszcie nikt nas nie będzie okradał – podkreśla.
Najwyższa Rada Wojskowa, która za kulisami kierowała krajem przez ostatnie pół wieku, przygotowuje go do demokratycznych wyborów. W Kairze słychać, że nie ma szans, aby odbyły się one we wrześniu. Niemal wszystkie partie domagają się, by wojsko przełożyło wybory co najmniej o trzy miesiące, a najlepiej jeszcze więcej.
– Na razie jedyną liczącą się siłą jest Bractwo Muzułmańskie, które przekształciło się w partię i może liczyć na 30 procent  głosów. Świeckie partie muszą się dobrze przygotować i wzmocnić, bo jeśli pójdą na żywioł, to nie uda się stworzyć silnego rządu. A to recepta na kłopoty – uważa Caled Omar, dziennikarz gazety "Almasry al Jum".
Dlatego Egipcjanie z uwagą słuchali rad polskich polityków, którzy przyjechali z szefem MSZ do Kairu. Wypytywali o system wyborczy i o to, jak się rozliczyć z reżimem. Egipscy politycy wiedzą, że zegar tyka, a społeczeństwo nie zamierza zbyt długo czekać.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora:
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA