fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Surowce i Chemia

Górniczy związkowcy są prawie jak prezesi

Fotorzepa, Marta Zubrzycka Marta Zubrzycka
Adam Roguski
Niektórzy liderzy zarabiają podobnie jak szefowie górniczych gigantów – wyliczyła „Rz”. Rekordziści przekraczają 200 tys. zł rocznie. Zmiany umożliwiłaby nowelizacja ustawy o związkach zawodowych, ale na to się nie zanosi
Około 190 tys. zł wynosi roczna płaca brutto najlepiej zarabiającego związkowca z debiutującej 6 lipca na giełdzie Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Podstawowa pensja szefa JSW Jarosława Zagórowskiego w 2010 r. wyniosła 246,6 tys. zł brutto – wynika z prospektu.
Według szacunków „Rz" Jastrzębie na utrzymanie aparatu związkowego wydaje rocznie ok. 16 mln zł. Kompania Węglowa – ok. 20 mln zł. Średnie uzwiązkowienie w kopalniach sięga bowiem 100 proc. Utrzymanie zarządu w śląskiej spółce węglowej kosztuje zaś 1 – 1,5 mln zł rocznie. Członków zarządów obejmuje ustawa kominowa, ich miesięczne wynagrodzenie to 18 – 19 tys. zł brutto (kominówka nie obowiązuje w Bogdance).
Na zarobek związkowca składa się średnia z trzech ostatnich pensji ze stanowiska, które zajmował przed oddelegowaniem, do tego barbórka i czternastka (ok. 2,5 – 3 pensje), ewentualna nagroda jubileuszowa i nagroda z zysku (np. w JSW będzie to ok. 7 tys. zł na osobę) i kilka ton deputatu węgla (ok. 5 tys. zł). W efekcie część związkowców zarabia rocznie ok. 140 – 150 tys. zł brutto.
– Większość zarabia tyle, ile zwykły górnik, a czasem mniej – broni kolegów Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce, który twierdzi, że jego wynagrodzenie jest dalekie od pensji któregokolwiek z prezesów. – Zarobki ponad 10 tys. zł miesięcznie to rzadkość, mogą je mieć ci, którzy zajmowali wcześniej stanowiska np. nadsztygarów, kierowników robót górniczych – tłumaczy. Średnia miesięczna pensja brutto w kopalniach węgla to ok. 6 tys. zł (w kopalniach miedzi 9 tys. zł).
– To rodzaj patologii. Związkowcy są nieusuwalni i korzystają z przywilejów. W JSW spowodowali, że spółka będzie sprzedawana taniej – mówi „Rz" Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. – To syndrom grecki. Upieranie się przy gwarancjach socjalnych prowadzi do upadku.
Zdaniem byłego wiceministra gospodarki Jerzego Markowskiego nic nie tłumaczy płac niektórych działaczy. – Skala odpowiedzialności zarządów i związkowców jest nieporównywalna. Ci ostatni nie odpowiadają nawet, gdy zatrzymają pracę kopalń na czas strajku – mówi „Rz" Markowski. W PGE czy Tauronie, gdy obejmowała je ustawa kominowa, utrzymanie zarządów kosztowało nieco ponad
1 mln zł na rok. A związkowców? Firmy nie zdradzają. Ale to kwoty zbliżone do firm węglowych.
W KGHM płace trzech liderów związkowych, będących jednocześnie członkami rady nadzorczej, wyniosły w 2010 r. 717 tys. zł (265, 263 i 189 tys. zł). To tylko nieco mniej niż podstawa Herberta Wirtha, prezesa KGHM.
– Konieczna jest zmiana ustawy o związkach zawodowych, ale na to nikt nie ma odwagi – uważa Markowski.
– Premier mówił, że nie będzie klękał przed związkami. Zobaczymy, co zrobi, jeśli wygra wybory – podsumowuje Bohdan Wyżnikiewicz.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA