fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Gaz łupkowy bardzo ważny dla polski

Konrad Szymański
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Determinacja Polski w sprawie gazu łupkowego powinna być bezwarunkowa. Nasi partnerzy w UE muszą wiedzieć, że każdy rząd i siła polityczna zrobią wszystko, by nie dopuścić do załamania projektu łupkowego w naszym kraju
Gaz łupkowy jest potencjalnie rewolucyjnym czynnikiem zmiany gospodarczej i politycznej na świecie o konsekwencjach dalece wykraczających poza branżę energetyczną w Polsce czy Europie. Jego rezerwy są najprawdopodobniej porównywalne z zasobami gazu tradycyjnego.
Komercyjne uwolnienie tych rezerw oznacza więcej prawdziwej konkurencji na rynku energii i znaczące osłabienie pozycji dotychczasowych graczy – Rosji, Iranu, Kataru. W tej sprawie mamy wielu oponentów, ale nie jesteśmy też całkiem osamotnieni.

Sprzeczne interesy

Gazprom cieszy się niemal monopolem importowym w Europie Środkowej. Pozwala to nie tylko na dyktowanie cen, ale i nadużywanie pozycji monopolisty do celów politycznych. Komercyjne pojawienie się każdej nierosyjskiej molekuły gazu w tej części Europy to dla tego giganta strata.
Jest też szerszy plan zmiany, jaką może przynieść rewolucja łupkowa w Europie. Po pierwsze nowy gaz, jeszcze ten z LNG, skutecznie niszczy mechanizmy cenowe gazu oparte na cenie ropy. Z wyjątkiem takich krajów jak Polska, ten związek upada.
Drugą złą wiadomością dla Gazpromu i Rosji jest zmiana pola rywalizacji – ulubiona rosyjska rywalizacja na skalę zmienia się na naszych oczach w rywalizację technologiczną. To najgorsze pole dla Rosji, która w tym względzie może liczyć jedynie na nierówną współpracę z Europą.
Tylko do pewnego stopnia siłami status quo będą europejscy partnerzy Gazpromu z branży gazowej. Dziś europejscy udziałowcy megaprojektów inwestycyjnych Gazpromu – Nord Stream i South Stream – są zakładnikami ich opłacalności. W jakim stopniu – dowiemy się właśnie z dyskusji o gazie niekonwencjonalnym.
Na pewnym etapie będą musieli sobie zadać pytanie, jak wytłumaczyć swoim udziałowcom absencję w procesie, który może się powieść. Tak interpretuję zainteresowanie polskimi łupkami ze strony inwestorów francuskich czy włoskich. Sceptycyzm i niechęć do zmian w końcu zostaną przełamane przez rynek.
Charakterystyczne jest, że to właśnie Holenderska Rada Energetyczna, ciało strategiczne rządu jedynego kraju UE, który eksportuje gaz, wydała w lutym entuzjastyczne dla rozwoju gazu niekonwencjonalnego zalecenia polityczne i regulacyjne, wskazując na ważny potencjał ekonomiczny europejskich złóż oraz kluczowy potencjał gazu dla ograniczania emisji CO2.
Największy niepokój o losy nowego gazu w Polsce swe źródło ma w UE i jej prawie środowiskowym. Bardzo słusznie. Najwyraźniej dojrzewamy.
Dorobek prawny UE w zakresie ochrony jakości wody, standardów wód gruntowych, hałasu, zasad prac kopalnianych, odpowiedzialności za szkody środowiskowe, oceny wpływu środowiskowego inwestycji, w końcu rejestracji i autoryzacji substancji chemicznych nie ma precedensu w skali świata. Podobnie najwyższe globalnie normy obowiązują nas w zakresie emisji CO2 i innych emisji przemysłowych.
Wszystkie te akty prawne będą wpływały na możliwość i, co może ważniejsze, na opłacalność wydobycia nowego gazu w Polsce. Niepokój jest zatem uzasadniony. Warto jednak poczynić kilka uściśleń. Literalny stan norm środowiskowych nie jest przeszkodą. Może on jedynie wpływać na koszty wydobycia. Gazprom ze swą polityką cenową zapewni nam tu jednak poduszkę amortyzacyjną, oferując w I kwartale cenę ponaddwukrotnie wyższą za gaz w Europie niż np. w Henry Hub w Luizjanie (odpowiednio 346 dol. i 153 dol. za 1000 m sześc.).
Z kolei zmiana norm środowiskowych nawet w UE nie jest dziś łatwa. Już mamy bardzo wysokie standardy, które przez biznes postrzegane są słusznie jako za wysokie i duszące wzrost. Zmiana którejkolwiek z norm musiałaby uderzyć w cały przemysł, nie tylko w wąski segment gazu niekonwencjonalnego. Wszak znaczna część technologii wykorzystywana przy nowym gazie jest używana w innych dziedzinach.
Jedynym słabym punktem pozostają regulacje dotyczące emisji gazów cieplarnianych, dwutlenku węgla i pyłów przemysłowych. Mają one wiele cech prawa powielaczowego. Pozwalają Brukseli na wydawanie aktów delegowanych (rodzaj rozporządzeń wykonawczych), które w praktyce są pozbawione kontroli demokratycznej.
Rada, podobnie jak jedna z komisji parlamentu, może je w całości odrzucić lub w całości przyjąć. Zasada „take it or leave it" powoduje, że każdy sprzeciw zwykle okazuje się za wąski, by uzasadnić odrzucenie całości.
Tak było w przypadku aktu Komisji Europejskiej w sprawie używania tzw. wskaźników gazowych przy ocenie dopuszczalnych norm emisji CO2. Jednym papierkiem KE uderzyła w miliardowe interesy branży stalowej, papierniczej czy chemicznej w Polsce. O mały włos podobnym papierkiem KE nie wyrzuciłaby z rynku europejskiego rosyjskiej i nigeryjskiej ropy z uwagi na wysokie zasiarczenie. Ale tego tym razem nie zrobiła...
Jedyna publiczna wypowiedź prezesa Gazpromu w sprawie gazu niekonwencjonalnego w Cannes w ubiegłym roku dotyczy troski giganta o ochronę środowiska. Będzie naciskać na biznesowych partnerów europejskich, by chronili wysokie ceny gazu, który przecież popłynie gazociągami wybudowanymi za ich własne pieniądze.
Będziemy mieli korowody ekologów, którzy skutecznie najpierw pchnęli Niemców przeciw energii nuklearnej, a w przedwyborczej gorączce francuską centroprawicę, ręka w rękę z lobby nuklearnym, do moratorium w sprawie łupków.

Słabe punkty

Aby uniknąć takich problemów, trzeba, by polska determinacja w tym względzie była bezwarunkowa. Nasi partnerzy w UE muszą wiedzieć, że każdy rząd i siła polityczna zrobią wszystko, by nie dopuścić do załamania projektu łupkowego w Polsce, że użyjemy każdego instrumentu politycznego i prawnego, by zapewnić powodzenie nowego gazu. Każdy, kto uzyskuje nasze poparcie – dość hojnie rozdawane, choćby w sprawie EURO+ – w jakiejkolwiek unijnej kwestii, musi wiedzieć, że otrzymuje to akonto łupków w Polsce.
W tej batalii nie jesteśmy bezsilni. Po pierwsze, zgodnie z prawem traktatowym Unia nie ma prawa ingerować w wybór źródeł energii w państwach członkowskich
(art. 194). Po drugie, nie ma drugiego rozwiązania, które tak jak gaz pozwoliłoby na ograniczenie kosztów redukcji emisji CO2. Gaz jest paliwem niskoemisyjnym i w przeciwieństwie do takich wynalazków jak energia z wiatraków jest efektywny ekonomicznie.
Po trzecie, istotnym sojusznikiem są w końcu inwestorzy, wśród których są wszyscy wielcy branży gazowej. Są oni żywotnie zainteresowani, by projekt się powiódł. Po czwarte, mimo znaczącego osłabienia USA w relacjach z Europą amerykański rząd wydaje się traktować bardzo poważnie potencjał przewagi technologicznej, jaki stoi za nowym gazem. To dziś jedyna dziedzina, w której administracja Baracka Obamy zachowuje proaktywną postawę. Trzeba to wykorzystać.
Jest i piąty aspekt. Każdy nowy gaz – także niekonwencjonalny – to potencjalne zyski, większa konkurencja na rynku, niższe ceny, a zatem większa konkurencyjność europejskiej gospodarki. Należy przypuszczać, że i te staromodne wartości – oprócz obrońców Gazpromu i środowiska naturalnego – mają w Europie zwolenników.
Jednak jedno z najsłabszych ogniw jest w samej Polsce. To zaufanie społeczne, konieczne dla sukcesu tak rozległych i tak skomplikowanych inwestycji, które przynoszą konsekwencje krajobrazowe, wiążą się z czasowymi utrudnieniami, a co może najważniejsze, pobudzają wyobraźnię co do spodziewanych zysków. Wskaźnik zaufania społecznego w Polsce jest wyjątkowo niski, co ułatwia dezinformację, skłócanie i każdą działalność destrukcyjną.
Nie naprawimy tego dziś. Jednak musimy przywiązywać do tego aspektu sprawy wagę większą niż dotąd.
Jasne reguły tworzą przyjaciół. Na razie straciliśmy przynajmniej jedną okazję, by skorzystać z mądrości tej maksymy. Przyjęte prawo geologiczne i górnicze wraz z systemem przyznawania koncesji nie rozwiązuje problemów dotyczących pewności obrotu prawnego i przejrzystości procesu. Pojawiają się pytania o ochronę interesów Skarbu Państwa, które jak bumerang będą wracać w całym procesie. Brak transparentnych reguł ustalania wynagrodzenia za użytkowanie złoża, poddanych tak w starym, jak i w nowym prawie geologicznym jedynie umowie między inwestorem a państwem, jest jedną z luk, które będą zatruwały atmosferę.
Gaz niekonwencjonalny odegra wielką rolę w światowej gospodarce i polityce bez względu na to, co będzie się działo w eksperymentującej ze sobą Europie. Dla nas jednak skuteczne wejście do tej gry jest sprawą nie tylko powodzenia gospodarczego, ale i bezpieczeństwa.
Dlatego musimy zrobić wszystko, by ten wyjątkowo skomplikowany slalom między interesami gospodarczymi i politycznymi różnych graczy europejskich i pozaeuropejskich ukończyć z sukcesem.
Autor jest posłem PiS do Parlamentu Europejskiego, członkiem Komisji Przemysłu, Energii i Badań Naukowych PE
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA