Świat

NATO nie rwie się do walki

Reuters
W niebezpiecznych rejonach Afganistanu żołnierze powinni służyć rotacyjnie – uważa szef NATO
Jaap de Hoop Scheffer chciałby, aby wszyscy żołnierze NATO spędzali część służby na północy Afganistanu, zajmując się odbudową szkół, dróg czy szpitali, a część na południu, walcząc z talibami. – Musimy zrobić wszystko, aby Afganistan stanął na własnych nogach – apelował sekretarz generalny sojuszu podczas rozpoczętego wczoraj dwudniowego spotkania ministrów obrony w Holandii.
W Afganistanie służy tylko 40 tys. żołnierzy z 37 państw (choć kraje te dysponują w sumie dwumilionową armią). Główny ciężar walki z talibami spoczywa na barkach Amerykanów, Brytyjczyków i Holendrów. – Na rotacyjnej służbie w niebezpiecznych rejonach Polska może tylko zyskać. Dzięki niej ryzyko będzie się rozkładało w miarę równomiernie i sprawiedliwie – mówi „Rz” Radosław Sikorski, były szef MON (PO). – Ta propozycja nie przejdzie. W NATO decyzje zapadają na zasadzie konsensusu, a na wysłanie żołnierzy w rejon walk nie zgodzą się na przykład Niemcy, którzy nie mają społecznego mandatu na udział w walkach – mówi „Rz” Andrzej Krzeczunowicz, były ambasador przy NATO. Inny znawca tematu, z którym rozmawialiśmy, uważa jednak, że dzięki temu rozwiązaniu niemiecki rząd mógłby wytłumaczyć opinii publicznej, że choć on do walki się nie rwie, to takie są nowe wymogi sojuszu.
Dowództwo NATO chce, aby w ciągu pięciu – dziesięciu lat za bezpieczeństwo kraju odpowiadały już wojska afgańskie. Ale sojusz ma za mało oddziałów zajmujących się szkoleniem. Brakuje też sprzętu. Na spotkaniu w Holandii ma być zatwierdzona decyzja o wypożyczaniu śmigłowców od prywatnych firm z Ukrainy i Rosji. W nieformalnym spotkaniu bierze udział generał Franciszek Gągor – kandydat na szefa Komitetu Wojskowego. W listopadzie NATO zdecyduje, kto zajmie to prestiżowe stanowisko. Konkurentami Polaka są włoski admirał Gianpaolo di Paola oraz Hiszpan Felix Sanz Roldan. To dla nich ostatnia okazja, by przekonać do siebie pozostałych członków sojuszu, choć decyzja może zapaść dopiero na kilka godzin przed jej ogłoszeniem, – Wybór Polaka byłby wielkim sukcesem dla kraju, który niedawno wszedł do NATO – mówi Andrzej Krzeczunowicz. Pomysł rotacji w najbardziej niebezpiecznych rejonach Afganistanu jest bardzo dobry, zwłaszcza dla Polski. Wątpię jednak, by wszyscy członkowie NATO zaakceptowali to rozwiązanie. Oznaczałoby ono, że każdy członek sojuszu musiałby wysyłać wojska bez nakładania ograniczeń dotyczących ich użycia. A obecnie większość państw dokładnie określa, w jakich sytuacjach można użyć ich żołnierzy. Polska powinna część żołnierzy walczących z talibami przerzucić do działań związanych z pomocą afgańskiej ludności. Zresztą cała strategia w Afganistanie powinna się opierać na większych inwestycjach w drogi, szkoły czy szpitale. Gdy tylko zostanie sformowany nowy rząd, Polska powinna też rozpocząć rozmowy z sojusznikami o opuszczeniu Iraku. Tak, by jeszcze w tym roku ogłosić decyzję o wyjściu z tego kraju. Od momentu jej ogłoszenia na wycofanie wojsk i sprzętu potrzebowalibyśmy co najmniej pół roku. —not. jap
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL