Styl życia

„Wypasiony” – międzypokoleniowa kariera

Rzeczpospolita
Rozmowa z Bartkiem Chacińskim. Jutro ukaże się trzeci z serii jego słowników młodzieżowego slangu. Będzie to słownik totalny. Oldskulowy, ale w sumie wyczesany
Rz: Tracham sobie dziś bryką jak wporzo umcyk, z ziomalem ping-pongiem. Nagle lookam, a tu śmiga niezła szmula z procą, szmaty ma cool. Koleś szybko zlepił bałwana i pyta: Ściemniamy? Nie chciałem, bo z niego przygas i zawsze trzodę robi. No i widać, że to blachara, a moja bryka to trabant po tuningu”. To zdania, które krążyły w Internecie, mógłby pan je przetłumaczyć?
Bartek Chaciński: Spróbuję. „Pędzę dziś samochodem niczym ci sympatyczni mężczyźni, którzy gustują w słuchaniu podczas jazdy głośnej muzyki o wyrazistym rytmie. Obok mnie siedzi kolega, z racji wzrostu predestynowany raczej do uprawiania ping-ponga niż koszykówki. Wtem widzimy idącą ulicą bardzo atrakcyjną kobietę. Jest szykownie ubrana i – co nie umyka naszej uwadze – nosi stringi. Na to kolega zażywa dawkę niedozwolonej prawnie białej substancji i proponuje, byśmy nawiązali z nią bliższą znajomość. Nie zgadzam się, bo kolega jest dość powolny i mało błyskotliwy. Poza tym kobieta najwyraźniej należy do tych, którym zaimponować można tylko efektownym samochodem. A mój to ledwie lekko ulepszony trabant”.Trzeba pamiętać, że tych kilka zdań, które pani zacytowała, to język sztuczny. Ulepił je mój znajomy zafascynowany słowami funkcjonującymi obecnie wśród młodych. Ale wyrażenia te rzadko występują w takim zagęszczeniu. I używa ich raczej niewielka część młodzieży, prawda? Kto posługuje się tym językiem i dlaczego? Ci, którzy chcą być fleszi i dżezi?
To rodzaj slangu, jeśli przyjmiemy, że to język, który chce być w kontrze do zastanego, a także wobec nauczycieli, rodziców. Chodzi o to, by starsi nie rozumieli, o czym rozmawiają młodzi. Wynika on z fascynacji tym co nielegalne, niedozwolone, wiele wyrażeń przenika tu ze slangu więźniów. Ale to przede wszystkim bank słów. Nie można nimi opowiedzieć wszystkiego. Nie oddaje subtelnych stanów psychicznych, a jedynie uczucia skrajne, ekstremalne. Kto go używa? Młodzi z różnych środowisk, nie tylko biednych czy patologicznych. Najczęściej wówczas, gdy nie umieją wyrazić inaczej swoich stanów emocjonalnych bądź wstydzą się nazwać je po imieniu. Fleszi i dżezi (czyli dawniej trendy) chcą być dzięki takiemu językowi ludzie „starsi”, najczęściej dwudziestoparoletni. Sam należałem do takiej grupy. Kiedy już wiedziałem, że zaczynam podlegać pewnym obowiązkom, rygorom pracy, ale chciałem być jeszcze postrzegany jako dwudziesto-, a nie trzydziestolatek. Język w tym pomaga. W jakim wieku młodzi są najbardziej słowotwórczy? 14, 15 lat. To moment ich pierwszych doświadczeń, które starają się ukryć przed rodzicami. Są to oczywiście rzeczy złe, jak różnego typu używki, ale również sprawy naturalne, jak odkrywanie swojej seksualności. W opisywaniu tych doświadczeń nastolatki lubią używać słów wulgarnych. Wstydzą się przyznawać do uczuć. Z czasem ten język zarzucają. Słyszał pan o wycieraniu się słów? To określenie językoznawców na wyrażenia, które tracą swe pejoratywne zabarwienie, bo są używane powszechnie. Tak jak słowo „zajebiście”, które było rzucone do publiczności przez Michała Wiśniewskiego z estrady w Opolu. Konfuzja, która powstaje w momencie, kiedy młodzi używają słów typu zajebiście, choć czasem starają się je zastąpić słowem jedwabiście lub zajefajnie, wynika z różnicy w postrzeganiu tego wyrażenia. Młodzi doskonale zdają sobie sprawę z tego, że słowa wulgarne służą temu, by kogoś pognębić, obrazić. Ale wyrażenie „zajebiście” od początku funkcjonowało jako pozytyw. Co prawda w wulgarnej formie, ale niosący ze sobą dobry ładunek emocjonalny. Młodzi mają większą niż starsi tolerancję dla wulgaryzmów, które nie atakują, lecz chwalą. Co innego z wulgaryzmami funkcjonującymi już na starcie jako określenia złe. Używane powszechnie rzeczywiście mogą spowszednieć i stracić na barwie. Czy brutalny język polityków towarzyszący ostatniej kampanii wyborczej, a wcześniej sejmowym przepychankom, przenika do języka nastolatków? Z całą pewnością. Tak wulgarnie politycy nie porozumiewali się nigdy przedtem. Łatwo to sprawdzić, bo od lat są nagrywani na magnetofony i przez kamery telewizyjne. Ostre słowa typu „ścierwojady” padały bezkarnie. Również wyrażenia, których użyto z intencją żartu, np. „cieniasy” na określenie gabinetu cieni, zostały przez młodych odebrane jednoznacznie. Jako wyzwiska. W efekcie młodzi są przeświadczeni, że debaty publiczne powinny tak właśnie wyglądać – ostro i wulgarnie. Dyskutując potem na forach internetowych, czują się rozgrzeszeni z obsceniczności własnego języka. Mają na to przyzwolenie politycznych elit. Nie widzą nic zdrożnego w nazywaniu politycznych przeciwników „pisuarami” (PiS) czy „platfusami” (PO) lub w mówieniu „Kaczyński to prezydent IV Rzeszy”. Nie dość tego, są przekonani, że wygrana w dyskusji leży po tej stronie, która skonstruuje określenie bardziej agresywne, kwieciste. Nie ma tu mowy o żadnej merytorycznej argumentacji. Jednak młodzieżowy slang, jak sądzę, kształtują bardziej anglicyzmy niż publiczne debaty. Tu akurat jesteśmy częścią globalnego zjawiska. Angielski dominuje, bo w prosty sposób opisuje techonologie, nowe produkty, język marketingu, biznesu itd. Zajął większość rozwijających się lub nowych dziedzin życia, przeniknął do kultury i rozrywki. Które anglicyzmy w najmłodszej polszczyźnie pana zaskoczyły? Najbardziej rozbrajają mnie zapożyczenia z języka ekonomicznego. Takie wyrażenia jak „bukować”, „brifować”, „zczardżować” bez problemu znalazłyby swoje polskie odpowiedniki (rezerwować, streszczać/powiedzieć w skrócie, zapłacić – przyp. red.), a mimo to funkcjonują. I to niezależnie od wieku używających ich osób. Najważniejsze jest tu bowiem pokazanie, że należy się do pewnej grupy zawodowej. Osobiście wolę zabawy z językiem polskim. Słyszał pan określenie „pazur, bucior, ogarnięcie”? Nie, już notuję. Co oznacza? Usłyszałam je w autobusie. Koledzy opowiadali sobie o dziewczynach z imprezy. Zrozumiałam, że „pazur, bucior, ogarnięcie” oznacza „dziewczynę z pomalowanymi długimi paznokciami, w ekstrawaganckich, wysokich butach i dobrze ubraną”. Dziś powiedzielibyśmy: wylaszczoną. Albo wyciuchaną. Ma pan chyba świadomość, jak krótki jest żywot młodzieżowej gwary? Czym będzie pana słownik za pięć, dziesięć lat? Językowym fleszem? Ja już przy pierwszej książce z serii „najmłodsza polszczyzna” wiedziałem, że zapisuję słowa „ulotne jak ulotka” (z piosenki „Chwile ulotne” Paktofonika – red.). I że większość z nich zginie w ciągu kilku miesięcy lub kilku lat, ale niektóre przeżyją. I proszę – „wypasiony” został. Choć jest już wytartym słowem wśród młodych, to używają go starsi. Podchwyciła go reklama i telewizja. Dziś nie zdziwiłbym się, gdybym określenie „wypasiony” usłyszał z ust mojej babci. rozmawiała Monika Janusz-Lorkowska Krzysztof Masłoń, publicysta „Rzeczpospolitej” To, co dziś jest „zajefajne”, kiedyś było po prostu „fajne”, w międzyczasie „super”, „ekstra”, bardzo dawno temu „w dechę”, a w czasach uważanych dziś za prehistoryczne czyli przed wojną, „klawe” lub „morowe”. Nie umiem powiedzieć, które z tych określeń podoba mi się najbardziej, ale znając genealogię „zajefajnego”, wiem, które lubię najmniej. W języku młodzieżowym, tak chwalonym za odwagę, humor, błyskotliwość, nie widzę nic ekstraordynaryjnego. Przepraszam, wyjątkowego. Tego pierwszego zwrotu nie znajdzie się w słowniku języka polskiego, uchował się w słowniku wyrazów obcych i to jako przeżytek. Dojrzałość, by nie powiedzieć starość, podlizuje się dziś młodości. Niekiedy w sposób bezwstydny. Gdy widzę politycznych zgredów jednych nazywających „debeściakami”, a drugich „cieniasami”, czuję zażenowanie („żenua”) i mam ochotę zakrzyknąć: – Nie mizdrz się, dziadu! Językoznawca, dziennikarz i publicysta, wicenaczelny tygodnika „Przekrój”. Zajmuje się współczesnym językiem młodzieżowym. Jest autorem „Wypasionego słownika najmłodszej polszczyzny” (Znak 2003), „Wyczesanego słownika najmłodszej polszczyzny” (Znak 2005) i najnowszego z tej serii „Totalnego słownika najmłodszej polszczyzny” (Znak 2007, w księgarniach od 25 października). Osobno potraktowano tu język codzienny i pojęcia charakterystyczne dla kultury hip-hopu czy internautów. Chaciński wyrażeń funkcjonujących jako moda lub slang w języku młodzieży szuka na forach internetowych, czatach, w listach od czytelników, słuchając młodzieżowych stacji radiowych, a także podsłuchując i podpatrując (np. na murach) tzw. język ulicy. m.j-l
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL