Komentarze

Platforma – dylematy upojnej nocy

Wyborczy szampan mógł wczoraj smakować Donaldowi Tuskowi jak eliksir przywracający siłę i moc ducha. Uczucia, które zapewne uskrzydliły wielu platformersów, wyraził już w piątek pisarz Jerzy Pilch, pisząc w „Dzienniku”: „Kaczor przegrał. Boże, daj się chwilą nacieszyć, wstrzymaj wskazówki zegarze, trwaj frazo. Kaczor przegrał. Te słowa są jak dzwon. Jak trąby anielskie. Jak hejnał lud po śnie dwuletnim na powrót do życia budzący”.
Lider PO na wygraną nad PiS czekał dwa lata. Trauma podwójnej klęski wyborczej z 2005 została przezwyciężona. Tym razem to Platforma miała lepszą kampanię, a jej lider po zwycięskiej debacie z Jarosławem Kaczyńskim zaczął kojarzyć się z wygraną. Wykreowana przez część mediów meksykańska fala przeciwników IV RP zmobilizowała młody elektorat. Sprawdziło się też postawienie na hasło powtórzenia cudu gospodarczego Irlandii. Słowem – o zwycięstwie zdecydował lepszy słuch społeczny i zmęczenie wyrazistym liderem PiS.
Po tym błyskotliwym zwycięstwie Tusk nie musi się raczej martwić o swoje przywództwo. Ale już w wyborczą noc przed szefem PO stanął nowy dylemat: czy objąć funkcję premiera, czy też pozostać w cieniu, czekając na wybory prezydenckie za trzy lata.Premierostwo to pełna satysfakcja w razie sukcesów, ale i destrukcja prezydenckich marzeń w razie kłopotów i porażek. Ale czy bez objęcia funkcji szefa rządu Tusk nie stanie się z czasem malowanym liderem? W polskich warunkach premierzy z dalszych partyjnych szeregów szybko się usamodzielniali od liderów. Tak było z Jerzym Buzkiem, który bardzo szybko odmówił przyjmowania wskazówek od szefa AWS Mariana Krzaklewskiego. Jeśli Tusk zostanie premierem, będzie to jego pierwsze doświadczenie w rządzeniu państwem.Kolejne pytanie, które musi sobie postawić Tusk brzmi: Czy tworzyć koalicję tylko z PSL, czy też zdecydować się na budowanie silniejszego sojuszu z udziałem LiD? Tym bardziej, że sojusz z PSL najpewniej nie wystarczy, by odrzucać prezydenckie weto.
Ale nie tylko o weto prezydenta Kaczyńskiego tu chodzi. Czy Tusk ulegnie presji „Gazety Wyborczej” oraz polityków, takich jak Andrzej Olechowski czy Robert Smoktunowicz, którzy będą prowadzili lobbing na rzecz nowoczesnej „większości proeuropejskiej” z udziałem LiD? Politycy PO zapewne pamiętają dobrze rząd Hanny Suchockiej, który często musiał po cichu sięgać po wsparcie postkomunistów i płacił za to słono. Wiedzą też, że LiD zarobi na wejściu do rządu, ale zyska też jeśli zostanie w opozycji. W tym drugim wypadku obóz lewicy, a także sprzyjający mu publicyści potraktować mogą Tuska jak niegdyś bolszewicy rządy demokraty Kiereńskiego – był przydatny do obalenia caratu, ale zaraz potem ostro zwalczany w ramach nowego etapu walki o władzę.W wyborach, w których się głosowało „za albo przeciw Kaczorom”, Tusk i jego koledzy otrzymali premię od wyborców, którzy w innej sytuacji o głosowaniu na nich by nawet nie pomyśleli. Teraz jednak liderzy Platformy mają przed sobą karkołomne zadanie: zaspokoić oczekiwania wyborców, którzy poparli ją w imię zakończenia eksperymentu o nazwie IV Rzeczpospolita.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL