Nieruchomości

Przymusowa przeprowadzka

Rzeczpospolita
Wysiedlenia z obiektów o złym stanie technicznym
Aż 122 walące się kamienice w Warszawie trzeba natychmiast opróżnić. Najwięcej jest ich na obu Pragach, Woli i Targówku. Nie wszyscy lokatorzy chcą się przeprowadzić. Tym, którzy odmawiają przyjęcia mieszkań zamiennych, grozi eksmisja.
Ul. Nizinna 29 na Grochowie. Pod tym adresem mieści się piętrowa kamienica. Liczy kilkadziesiąt lat. Nigdy nie miała elewacji, a na brunatnoczerwonych cegłach widać głębokie pęknięcia. W środku jest wilgoć i gigantyczny grzyb. W mieszkaniach na parterze odchodzi podłoga. Budynek w każdej chwili może się zawalić. Jeszcze kilka lat temu były widoczne lufciki w piwnicach. Całkowicie zniknęły, bo budynek osiadł. Lokatorzy pamiętają, że budowana po wojnie kamienica nigdy nie miała prawidłowych odbiorów technicznych. – Kto wydał zgodę na eksploatację, skoro od początku groziło nam niebezpieczeństwo? – dziwi się jedna z lokatorek. W zeszłym roku powiatowy inspektor nadzoru budowlanego uznał, że kamienica grozi zawaleniem, dlatego nikt nie powinien w niej mieszkać. Pięć żyjących przy ul. Nizinnej rodzin powinno się stąd przeprowadzić. Trzy przyjęły propozycje zamiennych lokali, ale dwie zostały do dziś.
Na Pradze-Południe takich budynków jest więcej. W złym stanie technicznym są m.in. te przy ul. Serockiej 33 czy Hetmańskiej 19. Z tego pierwszego powinno się wyprowadzić pięć rodzin, z drugiego cztery. Na Serockiej zostali lokatorzy w dwóch mieszkaniach, a przy Hetmańskiej – jedna rodzina. – Nie przyjmuje ona proponowanych przez urząd mieszkań, podobnie jak jedna z rodzin przy ul. Serockiej, dlatego sprawa trafiła do sądu – tłumaczy Tomasz Justyniarski, rzecznik dzielnicy. W podobnej sytuacji są także obie rodziny z ul. Nizinnej. – Dostałam trzy propozycje, ale jedna jest gorsza od drugiej. Najpierw pokazano mi jednopokojowe mieszkanie, a ja z mężem i synem żyję w dwóch pokojach. Potem urzędnicy chcieli dać mi lokal bez łazienki na drugim końcu dzielnicy. Ostatnio zaproponowali mi mieszkanie na czwartym piętrze, a mój mąż jest schorowany i nie może wchodzić tak wysoko po schodach, więc odmówiłam – tłumaczy jedna z lokatorek. I dodaje, że w swoje mieszkanie zainwestowała sporą sumę pieniędzy i nie chce przenosić się do „jakiejś ruiny”. – Tu mieszkam od lat. Dobrze się czuję w tej okolicy. Znam tu wszystko i wszystkich, każdy kąt i dlatego przykro jest się wynieść na obce osiedle – dodaje kobieta. W Warszawie z powodu złego stanu technicznego trzeba opróżnić 238 lokali, a najemcom przyznać mieszkania zamienne. Najwięcej takich mieszkań jest na obu Pragach, Woli i Targówku. Do końca czerwca br. wyłączono z eksploatacji jedynie 15 budynków, najwięcej na Woli i Pradze-Południe. W tej ostatniej dzielnicy w ciągu trzech ostatnich lat adres musiało zmienić ok. 300 osób z ponad stu lokali. Największa przeprowadzka była na ul. Chodakowskiej 22, gdzie wysiedlono 49 osób, oraz Chodakowskiej 24, skąd przeniesiono 36 osób. Z kolei z kamienicy przy Mińskiej 9 opróżniono 29 mieszkań. Opustoszałe kamienice dzielnica zabezpiecza, co ma uniemożliwić dostęp postronnych osób do ruiny. – Żeby usprawnić prace, miasto przygotowuje projekt Wieloletniego Programu Gospodarowania Mieszkaniowym Zasobem Miasta Stołecznego Warszawy na lata 2008 – 2013. Chcemy przeanalizować dane dotyczące stanu technicznego budynków i określić potrzeby związane z ich utrzymaniem i eksploatacją – tłumaczy Marek Goluch, p.o. zastępcy dyrektora Biura Polityki Lokalowej w stołecznym ratuszu. Lokatorzy z ul. Nizinnej 29 z niepokojem czekają na rozpoczęcie procesu sądowego. – Nie wiemy, co się może wydarzyć – tłumaczą. Sędzia Marcin Łochowski, rzecznik praskiego Sądu Okręgowego, mówi, że zdarzają się procesy z pozwów dzielnic przeciwko lokatorom, którzy nie chcą się wyprowadzić. – Lokatorzy powinni zdawać sobie sprawę, że to są wnioski o ich eksmisję lub przymusowe przesiedlenie, które my z reguły uwzględniamy już na pierwszej rozprawie – tłumaczy sędzia Łochowski. Dodaje, że lokatorzy często przedstawiają postawy roszczeniowe i liczą na ładniejsze, niż mają, mieszkania. – Zamiast ruder chcieliby mieć 100 metrów przy Marszałkowskiej lub na Krakowskim Przedmieściu, a dzielnica nie może tych warunków spełnić – wyjaśnia sędzia. Jedna z lokatorek z ul. Nizinnej dziś przyznaje, że nie trzeba było wybrzydzać przy wyborze lokalu zamiennego. – Mogłam przyjąć pierwszą propozycję. Była najlepsza, a każda kolejna była coraz gorsza – dodaje kobieta. —blik, tab
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL