Historia

Podpułkownik Driant przeczuwa nieszczęście

Zbiory Andrzeja Nieuważnego
Była wśród Francuzów Kassandra, która wieszczyła przyszłą tragedię. W rolę tę wcielił się pisarz i lotaryński deputowany do parlamentu, a zarazem podpułkownik piechoty rezerwy Émile Driant.
Zięć szefa „partii rewanżu” (za 1870 rok!) sprzed lat 30, generała Boulangera, i twardy przeciwnik Niemiec zdołał sobie załatwić powrót do wojska mimo przekroczenia sześćdziesiątki! Dowodząc złożonymi z rezerwistów 56. i 59. batalionami strzelców pieszych zaszytych przed pozycjami niemieckimi w lasku Caures, słyszał po nocach ruch pociągów za liniami przeciwnika. Przekonany o nadciągającej ofensywie, a bardziej wpływowy niż jakikolwiek inny pułkownik, od końca 1915 r. Driant alarmował przełożonych i znajomych polityków. Jego ostrzeżenia współgrały z meldunkami dowódcy sektora gen. Herra.
Odpowiadała im najczęściej niechęć, a po ominięciu drogi służbowej przez Drianta ogarnięty psychozą ofensywy Joffre zagroził nawet dymisją. Dopiero zeznania alzackich i lotaryńskich dezerterów z armii niemieckiej oraz meldunki wywiadu otworzyły sztabowcom oczy na przygotowania przeciwnika. Posypały się inspekcje na najwyższym szczeblu (Joffre przybył pod Verdun 19 lutego!), które mogły tylko stwierdzić, że tamtejsze umocnienia będą łatwym łupem dla Niemców. Przystąpiono więc do pospiesznego wzmacniania fortów na prawym brzegu Mozy, a gdy 16 lutego Driant donosił, że „Szwaby pracują wokół nas jak mrówki”, nikt już nie wątpił w nieuchronność ataku. Dzielny pułkownik nie przeczuwał zresztą, że Francuzi mieli szczęście w nieszczęściu – z powodu fatalnej, deszczowej pogody i mgły ofensywa niemiecka została przesunięta z 12 na 21 lutego. Za pomocą słuchu i zdrowej logiki Driant i Herr wykryli to, co niemiecki sztab główny długo owiewał mgłą tajemnicy. Falkenhayn ściągnął bowiem nocami pod Verdun dziewięć nowych dywizji piechoty, które wsparły sześć już tam okopanych. Piechota otrzymała potężne wsparcie artyleryjskie w postaci 13 haubic 420 mm oraz 17 haubic austriackich 305 mm, których zadaniem było niszczenie fortów. Dezorganizację francuskiego zaplecza, a więc samego Verdun, powierzono okrętowym działom 380 mm. Pierwszą linię Francuzów miały niszczyć rozstawione co 150 m szybkostrzelne moździerze 210 mm oraz armaty 77 mm, a oddziały szturmowe wyposażono w miotacze min oraz szczególnie okrutną broń – miotacze płomieni. Na 11-kilometrowym odcinku planowanych działań Niemcy mogli wystrzelić ponad 2,5 miliona pocisków! Tylko część tego arsenału została wykryta przez francuski zwiad lotniczy.
Pogodzony już z tym, że ofensywa niemiecka może pomieszać jego plany, Joffre gubił się w domysłach co do strategicznego celu przeciwnika. Ten nie ułatwiał mu zadania, pozorując koncentrację w innych rejonach – w Szampanii, Artois i pod Belfortem. Ściągnięte pod Verdun lotnictwo niemieckie utrudniało z kolei rozpoznanie francuskim samolotom. Joffre nie wiedział więc, czy chodzi znów o Paryż czy też o kontynentalny przyczółek Brytyjczyków w Calais... Tak czy siak gen. Herr dysponował dziewięcioma dywizjami piechoty oraz ośmioma pułkami artylerii. W odwodzie Naczelnego Dowództwa pozostawało zaś 26 dywizji, w tym przygotowane do marszu jednostki XX Korpusu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL