Świat

Ambasador Janusz Reiter wraca do kraju

Rzeczpospolita
31 października przyleci do kraju ambasador Polski w Waszyngtonie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie wyznaczyło jeszcze następcy
Placówka w Stanach Zjednoczonych jest dla Polski kluczowa, ale na razie nie będzie miała gospodarza. Obowiązki ambasadora ma sprawować Robert Kupiecki, jednak oficjalnie obejmie stanowisko charge d’affaires. Kupiecki jest dyrektorem Departamentu Polityki Bezpieczeństwa w resorcie spraw zagranicznych. – Nie komentujemy spraw personalnych – ucina rozmowę Robert Szaniawski, rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Według naszych rozmówców ambasador Reiter został oficjalnie odwołany już kilka miesięcy wcześniej.
Dlaczego? Z naszych informacji wynika, że PiS nie miało do niego zaufania. Dlatego minister Anna Fotyga nie powierzała mu odpowiedzialnych zadań. – Nasza placówka zwracała się z pytaniami do MSZ o sformułowanie oficjalnego stanowiska w różnych sprawach. Często nie było żadnej odpowiedzi. To paraliżowało pracę ambasady – ujawnia anonimowy pracownik polskiej placówki. Decyzję o odwołaniu ambasadora Reitera przyspieszyła też sprawa wiz. Pomimo starań Polska nadal nie będzie mogła uczestniczyć w ruchu bezwizowym ze Stanami Zjednoczonymi, w przeciwieństwie do Czech czy Estonii.
Jak mówią informatorzy „Rz” w MSZ, ambasador Reiter musiał odejść, bo PiS nie miało do niego zaufania Zgodnie z ustawą przyjętą przez Kongres kraj będzie mógł być włączony do programu ruchu bezwizowego, jeśli amerykańskie konsulaty odmówią udzielenia wiz do USA nie więcej niż dziesięciu procentom jego obywateli, a nie jak do niedawna trzem. W tej sytuacji Polska nie ma szans na włącznie się do ruchu bezwizowego, bo odmowy wiz kształtują się u nas na poziomie 26 procent. – Reiter przekonał nawet polskie MSZ, by wyraziło zgodę na wynajęcie firmy lobbingowej wspólnie z innymi krajami naszego regionu. Firma miała działać na rzecz włączenia nas do ruchu bezwizowego w amerykańskim Kongresie. Reiter robił, co mógł, ale poniósł porażkę – mówi anonimowy rozmówca z polskiej ambasady. Ambasador nie zgadzał się też z naszym stanowiskiem w sprawie instalacji w Polsce tarczy antyrakietowej. – Uważał, że Polska powinna się angażować w politykę proeuropejską. Tarcza według Reitera zbyt ściśle wiązała nas ze Stanami – mówi były pracownik MSZ. Dlatego, jak twierdzą nasi informatorzy, na placówkę do USA jedzie właśnie Kupiecki, który jest wychowankiem wiceministra Witolda Waszczykowskiego, głównego polskiego negocjatora w sprawie tarczy. Negocjacje w sprawie tarczy znacznie się ostatnio skomplikowały. Stany Zjednoczone pracują nad nowym stanowiskiem i nie wiadomo, czy Polska będzie w nim uwzględniona. Zresztą z nieoficjalnych informacji wynika, że to właśnie minister Waszczykowski obejmie niebawem stanowisko ambasadora w Waszyngtonie. – Wstępne rozmowy już się odbyły, ale Waszczykowski nadal się waha. Sądzę jednak, że nie dał definitywnie odmownej odpowiedzi, bo wówczas Kupiecki zamiast charge d’affaires zostałby ambasadorem – mówi pracownik MSZ. Po resortowych korytarzach krążyła też plotka, że na amerykańską placówkę ma ochotę minister Anna Fotyga. Taki scenariusz jest jednak, zdaniem dyplomatów, bardzo mało prawdopodobny. Przez ostatnie dwa lata wiele polskich ambasad świeciło pustkami. Teraz sytuacja się zmieniła. Pracownicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych za wszelką cenę chcą szybko wyjechać na placówkę. Do Rzymu wybiera się Jerzy Chmielewski, dyrektor Departamentu Europy w MSZ. Ambasadorem w Paryżu został Tomasz Orłowski, dyrektor Departamentu Protokołu Dyplomatycznego. Do Bułgarii pojechał były szef biura kadr w MSZ Andrzej Papierz. Według pracowników ministerstwa, to najbardziej kontrowersyjna nominacja w resorcie. Papierz zajmował się tam m.in. lustracją. Od kilku tygodni w ambasadzie w Brukseli przy NATO urzęduje zaś Bogusław Winid, do niedawna wiceszef resortu obrony narodowej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL