Publicystyka

Babcię pod rękę i marsz do urn

Rzeczpospolita
Przejawem patriotyzmu jest dziś udział w wyborach, w procesie wyłaniania władzy państwowej. Trzeba wziąć na siebie tę malutką część odpowiedzialności – twierdzi publicysta „Rzeczpospolitej”
Czy jest ważne to, ile ludzi pójdzie na wybory? Jest. Nawet bardzo. Wysoka frekwencja wyborcza oznacza większą legitymizację władzy. Zakładamy, że rząd będzie większościowy, bo tylko taki ma sens. Niezależnie do tego, jaka koalicja go stworzy, będzie popierała go znaczna część obywateli. Jeśli oczekujemy od rządu trudnych reform i realizowania odważnych celów, to musi mieć on poparcie polityczne i społeczne.
Czyli musi mieć i solidną większość parlamentarną, i duża liczbę głosów uzyskanych w wyborach. Ważne jest, by rządzący czuli się odpowiedzialni wobec jak największej grupy obywateli. Rząd wybrany przez niewielu ludzi łatwo może się alienować, nie czując za sobą oddechu milionów ludzi, którzy oddali na niego swój głos. Frekwencja jest ważna też z innych powodów. To jeden ze wskaźników tego, jak ludzie czują się w swoim państwie. Czy czują, że to jest ich państwo. Odsuwanie się od państwa jest groźne. Jeśli ludzie nie ufają swojemu otoczeniu, stają się mniej aktywni. Nie wierzą, że warto tu zakładać rodzinę, tu się zakorzeniać, nie wierzą, że ich dzieci mogą tu sobie dać radę.
Jeśli nie idą na wybory, to dają jasny sygnał – mnie to państwo nie interesuje. Chcę żyć poza tą wspólnotą. A potem patrzą na działania rządzących jak na działania wrogów, tych, którzy utrudniają im życie. Rośnie frustracja i agresja, poczucie wykluczenia, nawet jeśli jest to wykluczenie dobrowolne. Ci ludzie zapewne nie zaangażują się w żadną działalność społeczną, zapewne nie pójdą ani na wybory lokalne, ani nawet na zebranie samorządu osiedlowego. A bez zaangażowania obywateli przejawiającego się w bardzo różny sposób żadna organizacja, żadna wspólnota, żadne państwo nie może się dynamicznie rozwijać. Dziś na szczęście nie ma żadnej wojny w Polsce. Nie musimy organizować powstań, nie musimy iść na barykady albo bać się o nasze dzieci, które tam są. Ale dziś trzeba też być patriotą. I co przyjemne, dziś jest to łatwiejsze, wymaga znacznie mniejszych wyrzeczeń. Na poziomie zupełnie podstawowym bycie patriotą to pójście na wybory. To oddanie głosu, zaangażowanie się w proces wyłaniania władzy państwowej, wzięcie na siebie malutkiej części odpowiedzialności. Wybory to manifestacja polityczna. Tego dnia mówimy, jakie są nasze poglądy, wpływamy na rzeczywistość. Uczestnictwo w polityce jest cnotą. O tym trzeba mówić. Najprostszym gestem politycznym jest udział wyborach. To taka maleńka praca dla naszej wspólnoty. Jeśli ktoś chce obalać obecną ekipę, ma do tego świetne narzędzie. Jeśli chce wzmocnić, przedłużyć rządy PiS, proszę bardzo. Marsz do urn. To dużo bardziej skuteczna metoda niż organizowanie potem manifestacji ulicznych. Rządzenie państwem ma sens tylko wtedy, jeśli jest silne. Władza powinna być ograniczona, ale silna i skuteczna. Silna może być tylko legitymizacją obywateli i ich poparciem. Polska ma fantastyczny okres w swojej historii. Jesteśmy w Unii i w NATO, teraz jest czas, kiedy możemy podnieść poziom cywilizacyjny naszego kraju. Nie uda się to bez silnej władzy, którą wspiera znaczna część wyborców. Dlatego trzeba zrobić wszystko, by ludzie chcieli głosować. Akcje przekonujące do głosowania mają oczywiście sens. Ale ważniejsze od akcji propagandowych jest tworzenie warunków do tego, by ludziom było łatwiej głosować. A przede wszystkim niezbędna jest zmiana ordynacji wyborczej. Niech wyborcy dostaną więcej władzy. Każda ordynacja zbliżająca się do modelu większościowego jest lepsza, bo oddaje więcej władzy w ręce ludzi. Najlepszym rozwiązaniem są jednomandatowe okręgi wyborcze. Taki system zmniejsza władzę szefów partii, a oddaje ją wyborcom. W takim systemie ludzie mają większy niż partyjny establishment wpływ na to, kto dostanie się do parlamentu, kto będzie ich reprezentował. Warto, by zmianą ordynacji jako jedną z pierwszych spraw zajęli się politycy w nowym Sejmie. To sprawa kluczowa dla dalszych zmian. Dla dopuszczenia do polityki nowych ludzi. Dla stworzenia przejrzystych reguł i zwiększenia odpowiedzialności wybranych. Także dla zwiększenia frekwencji wyborczej. Bo spersonalizowane wybory są bardziej zrozumiałe i przejrzyste. Wywołują większe emocje i wciągają obywateli do uczestnictwa w procesie wyłaniania władzy. Ale zanim zdecydują się zmienić ordynację, pójdźmy w niedzielę wybrać tych, którzy naszym zdaniem będą lepiej rządzić. Weźmy ze sobą rodziców, dzieci i koniecznie babcie. Bo babcie to podstawa.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL