Literatura

Wilk na tropach rena, czyli prawo do ubóstwa i zatracenia się pośród zdobyczy cywilizacji

Właśnie wydana książka Mariusza Wilka stanie się klasycznym tytułem literatury drogi. To najlepsze dzieło tego autora
Myli się, kto sądzi, że pisarz wyprawiał się na Półwysep Kolski tylko po to, by poznać historię Saamów. Owszem, fascynował go lud koczowników, którzy – zdaniem Tacyta – „osiągnęli to, co najtrudniejsze w życiu: nie mają czego żałować”.
Wilk zamierzał się przekonać, w jakiej formie legendarne plemię myśliwych i pasterzy reniferów przetrwało dziejowe burze. Chciał poznać ich tradycję, zabytki sztuki, m.in. słynne ryty naskalne, i schowane w niedostępnych tundrach święte miejsca – jak choćby Jezioro Duchów. Teraz pisarz, bogatszy o doświadczenia z Kolskiego, ofiarowuje czytelnikom aktualnie brzmiącą przypowieść o konsekwencjach utraty tożsamości, o zatraceniu się pośród zdobyczy cywilizacji, o pozornym zwycięstwie nad siłami przyrody.
Bo wichura, jak czytamy, może mieć moc stokrotnie większą od bomby wodorowej. Ostatnie słowo, powiada Wilk, wypowie nie człowiek, ale Natura. Książka „Tropami rena” stanowi także pochwałę życia rozumianego jako bezustanna włóczęga. Jedynie wędrowiec może być naprawdę wolny. Zabiera bowiem ze sobą tylko to, co niezbędne. Odrzuca wygodę i prestiż, nie staje się niewolnikiem przedmiotów. Ma prawo być ubogi i nie wstydzić się tego. W dobie cywilizacji konsumpcyjnej takie słowa brzmią jak herezja. Przewodnikami Wilka w wędrówce śladami Saamów są nie tylko historycy i antropolodzy, ale także wybitni pisarze, którzy ponad wszystko ukochali – szeroko rozumianą – włóczęgę. Powołał się m.in. na urodzonego w Szkocji Kennetha White’a, który swego czasu zawędrował na Labrador, by spotkać się z tamtejszymi szamanami, i Anglika Bruce’a Chatwina, autora „Ścieżek śpiewu” – książki o mitologii australijskich Aborygenów. Wraca do Włocha Claudio Magrisa, który „przeszedł Dunaj – od źródeł do Delty – przekraczając niejedną granicę”, oraz Czesława Miłosza, „podróżnika świata” i autora, który „jest całym światem do podróżowania”. Wszyscy oni zgodziliby się, że marsz ma wiele zalet. Pozwala uwolnić się od natrętnych myśli, wyrównać rytm krwi, kontemplować zmiany na ziemi, a przede wszystkim „udeptać frazę stopami”. Również jako stylista Wilk przeszedł bardzo długą drogę. Od misternych zdań przetykanych archaicznymi słowami – wspólnymi dla polszczyzny, i języka rosyjskiego – po frazę oszczędną, niemal ascetyczną. Zapytany przeze mnie o tę literacką rewolucję, odparł: – Wierzę, jako kumpel Chatwina, że jeśli świat ma jakąś przyszłość, będzie to przyszłość ascetyczna. Wydaje mi się, że człowiek na starość powinien się ogałacać, nie zaś jak europejscy emeryci bez sensu zbierać porcelanę czy inne bibeloty. Można to nazwać przygotowaniem do śmierci. Ta wiara odnosi się także do języka. Tą książką autor oddaje też honor Ryszardowi Kapuścińskiemu, którego – przypomnijmy – skrytykował kiedyś niemiłosiernie za „Imperium”. Teraz Wilk przytacza uwagi z jego esejów i „Lapidariów”. Co prawda Kapuściński zestawiał tam polską religię z indiańską, ale tak samo ma się ona i do saamskich obrzędów. Otóż, my modlimy się w w zamkniętej przestrzeni, skupieni, napięci, oni – w monumentalnej scenerii przyrody. U nas – tłok. U nich – nieskończoność. I ostatnia sprawa: pisząc o swej konfrontacji z Saamami, Wilk potwierdził słuszność sformułowanej przez Kapuścińskiego tezy, że naprawdę możemy siebie poznać dopiero przy spotkaniu z Innym. Przygoda Mariusza Wilka z Rosją rozpoczęła się na okrytych ponurą sławą Sołowkach, gdzie – prawdopodobnie jako jedyny obcokrajowiec – z własnej woli spędził dziesięć lat. Doświadczenie to opisał w drukowanym w odcinkach przez paryską „Kulturę” „Wilczym notesie”. Jan Kott ocenił potem: „Uderza i zachwyca jędrność, bogactwo i nade wszystko świeżość języka. W języku Wilka wiatr z północy przynosi i odnawia słowa”. Na jachcie „Antur” pisarz wyprawił się przez Kanał Białomorski, co zrelacjonował w „Wołoce”. Znajdziemy tam m.in. opis gułagu, w którym więziono Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Następnie Wilk osiadł w Karelii, a dwuletni tam pobyt zaowocował „Domem nad Oniego”. W planach ma sportretowanie Pietrozawodska. Wilk uważa, że poznać dzieje tego miasta to znaleźć jeden z kluczy do genezy rosyjskiego imperium. Swoją prozę zamieszcza w odcinkach na łamach „Plusa Minusa”, weekendowego dodatku „Rzeczpospolitej”. b. m.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL