Styl życia

Ulotne, napuszone, obrosłe w pióra

Kolczyki z pawimi oczkami - na fali - wracają do łask
luxlux.pl
Przez kilkadziesiąt lat dla mody nie istniały. Ale w tym roku piórkom wyrosły skrzydła. I to na skalę nigdy wcześniej nienotowaną. Po prostu: bez pierza kobieta – nie jest kocicą.
Pierwsze sygnały ptasiej epidemii pojawiły się rok temu. Prada wypuściła minispódniczki z pawimi oczkami. Tamten paw był jednak skromny – zdobił tylko uda, ogona nie rozpościerał. W tym roku „opierzyła się” cała kobieca postać, od kolan po głowę.
Piórka – te naturalne – pojawiły się zarówno u wielkich, jak i całkiem niedużych krawców. W sieciówkach jeszcze ich nie ma – i pewnie nie będzie ze względu na koszty własne materiału – ale już widać imitacje. Z ciętego plastiku, materiału lub z włóczki. Jednak tylko prawdziwa ptaszka ma to, co trzeba – pióra.
Kiedyś widziałam zdjęcie madame Poiret w spódnicy zaprojektowanej przez męża Paula Poireta, geniusza mody z początku XX wieku. Oniemiałam: jasna kreacja przetykana łabędzim puchem. Do tego „kozackie” botki. Szczyt lekkości w zestawieniu z brutalnością. Rozważałam wtedy skopiowanie sukni – ale skąd wziąć surowiec i kto zrealizuje zamówienie? W tym sezonie nie ma problemu. Pióra z różnych ptaków urzekły wielu designerów. Mamy do wyboru istny pióropusz pomysłów. Nic dziwnego. Ptasie piórka są zmysłowe, piękne i lekkie. Można je farbować na dowolne kolory. Przycinać, łączyć w pierzasty kolaż, naszywać gęsto lub rzadko. Fruwają w rozmaitych trendach – od wersji folk poczynając, na stylu wampa kończąc. Opierzone tkaniny przypominają dzieła sztuki. Mnie skojarzyły się z obrazami Damiana Hirsta skomponowanymi z prawdziwych motylich skrzydeł. Natura jest lepszym artystą niż… artyści. Projektanci skrzydlatych kreacji nie składają jednak hołdu przyrodzie, lecz – twórcom z rozmaitych dziedzin. Powołują się na różne inspiracje. Na pierwszym planie dekadenckie międzywojnie. Kabaret francuski i Josephine Baker w spódniczce z piór (miała taką, a jakże, nie tylko tę najsłynniejszą z bananów); divy w rodzaju Marleny Dietrich omotane boa ze strusia; tancerki rewii z pękiem pawich pór wystających z tylnego zaokrąglenia. Lata wojny i powojennej biedy przerwały dobrą passę piór. Nastroszyły się ponownie w latach 50. i 60. na gwiazdach Hollywoodu. Związanych z kinem najwyższych lotów, jak Elizabeth Taylor. I właśnie na kreacje „najpiękniejszej kobiety świata” powołują się obecnie designerzy. Na mało znanym prywatnym zdjęciu zobaczyłam Taylor w prostej mini, całej „porośniętej” piórami strusia. Aktorka jest banalna, ale suknia – cudo. Na cieniutkim, półprzezroczystym materiale pięknie rysuje się kształt piórek. Każdy gest, powiew powietrza budzi je do ruchu. Niemal identyczną minisukienkę z długimi rękawami zaproponowała tej jesieni Alberta Ferretti. Piórkowany tiul w kolorze ciemnobłękitnym narzucony na ciemniejszą koszulkę, noszony do grubych rajstop. Do tego – jasne buty. Balmain poleca coś bardziej tradycyjnego: pelerynkę z białego strusia narzuconą na małą czarną. Do małych czarnych botinków. Najbardziej jednak podobają mi się cudowne pierzaste minispódniczki noszone do prostych kurtek lub gładkich żakietów, z klasycznymi pantoflami. W takim zestawieniu zoom wyostrzony jest na widzenie faktury i odcieni piór. Bardzo eleganckie połączenie. Lansują je Givenchy, Emilio Pucci i Alessandro dell’Acqua. Jeśli nie cała spódniczka, to chociaż obszycie dołu. Ale musi być szerokie, widoczne. I najlepiej – cieniowane. Bot to kolejny ważny punkt jesienno-zimowego programu: gradacja od ciemnego do jasnego. Niezwykle efektowne w przypadku total look, czyli strojów jednobarwnych. Innych twórców haute couture inspiruje indiańskie lato (odpowiednik złotej polskiej jesieni). To powód do wariacji w klimacie folk. Na przykład Sportmax (Max Mara) wyraźnie wykorzystuje motyw indiańskiego pióropusza. Oklaski zebrała sukienka z jedwabnej lejącej żorżety w etniczny wzór, z kokardą przy szyi wyłożoną na piórkowy żabot. Dolce & Gabana połączyli sawannę z music-hallem: ozdobili piórkami dół i dekolt „lamparciej” sukni. I, jak dla mnie, hit sezonu – kurtka z wielogatunkowego i wielobarwnego piórkowego miksu naszytego tak gęsto, że spodu nie widać. I w to „ptasie futro” wplatane są (dyskretnie) półszlachetne kamienie. Pomysł firmy Salvatore’a Ferragamo. Houk. Dior w osobie Johna Galliano też stworzył wariacje na temat wielkiego wodza Siuksów: pióropusz na toczku. Absolutnie rewelacyjna ozdoba głowy. Imponująca rozmiarami i zadziorna. Na koniec o fałszywkach. Piórka zastępcze proponują Fendi, Ungaro i Prada. A nawet praktyczny Trussardi. Mam na myśli różne niesiepiące się materie pocięte w wąskie paski i gęsto naszyte na tekstylny miękki podkład. Na ogół wykrawane z błyszczących, lekkich surowców – z najróżniejszych tworzyw sztucznych, rzadziej ze skóry. Obrastają nimi płaszcze, żakiety, bluzki. Najważniejsze: strzępiastość choćby jako wykończenie. Gdy tak ubrana dama machnie rękami, świadkowie rzucają się do okna – żeby nie pozwolić jej wyfrunąć. Bo mogłaby, gdyby chciała. Ma przecież skrzydła.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL