fbTrack

Klęski żywiołowe

Japonia przygotowana na trzęsienie ziemi

Iwaki. Gdyby żywioł zaatakował inny rejon świata, straty byłyby znacznie większe
AP
Każdy w Japonii musi mieć w domu awaryjny zestaw niezbędnych rzeczy. I przejść szkolenie na symulatorze
Już kilkuletnie japońskie dzieci wiedzą, że jak zatrzęsie się ziemia, w szkole trzeba jak najszybciej wskoczyć pod ławkę i mocno chwycić za jej nogi. A na placu zabaw uciekać na otwartą przestrzeń, bo coś może spaść na głowę. Starszym Japończykom bez przerwy przypomina się, że mają uzgodnić z rodziną, z kim i jak – w przypadku kataklizmu – mają się kontaktować.
Wszyscy w Japonii znają też numer telefoniczny 171, który przyjmuje zgłoszenia od poszkodowanych. Podobnie jak drogi ewakuacyjne i miejsca, gdzie bezpiecznie można się schronić. – Żyjemy z ciągłą świadomością niebezpieczeństwa. Dlatego rząd wprowadził bardzo surowe reguły – przyznaje "Rz" prof. Akio Kawato z Uniwersytetu w Tokio.

Mosty na gumowych blokach

Żaden kraj na świecie nie jest tak dobrze przygotowany na wypadek trzęsienia ziemi jak Japonia. To dlatego, że właśnie tu zdarza się około 10 procent wszystkich wstrząsów na świecie. Od 1981 roku w Japonii można budować tylko domy wstrząsoodporne, które wyginają się, a nie zawalają jak domki z kart. Podobnie jak mosty, które stawiane są na gumowych blokach mających absorbować uderzenie. Ponad połowa budynków szkolnych również jest już zabezpieczona przed zawaleniem i bez żadnego uszczerbku powinna wytrzymać wstrząsy o sile 6 stopni Richtera. Koszt przebudowy jednej szkoły to około 100 mln jenów (ok. 1 mln euro). Efekt? – W tym trzęsieniu ziemi w Tokio nie runął ani jeden budynek – podkreśla Kawato.

Trening w symulatorze

Wszystko zaczęło się w 1923 roku. Wtedy, gdy 1 września zatrzęsła się ziemia, zginęło ponad 14o tysięcy ludzi. Większość z nich mieszkała w drewnianych domach. "Latały dachówki, waliły się słupy, wybuchały pożary. W ciągu trzech dni ogień spustoszył całe Tokio" – wspominał 20 lat temu w rozmowie z amerykańskim dziennikiem "Christian Science Monitor" jeden ze świadków kataklizmu. W chwili wstrząsów Ichiro Uchibaba miał osiem lat. W pożarze stracił rodziców. Do dziś na pamiątkę tamtej tragedii 1 września każdego roku Japończycy organizują gigantyczne, ogólnokrajowe szkolenia. Wszyscy – łącznie z dziećmi w szkołach – trenują symulację trzęsienia ziemi. Amerykanka Dale Kereczman, która trafiła do japońskiej szkoły, wspomina te treningi jako niezwykłe przeżycie. "Zaczęło się od sygnału alarmowego. Wszyscy, jak tylko mogli najszybciej, wybiegli przed szkołę. Tak jak podczas alarmów przeciwpożarowych w większości amerykańskich szkół" – pisze w swoim blogu. Z jedną tylko różnicą. W Ameryce nikt nie gnał tak szybko po schodach. "Tu panowała taka atmosfera, jakby wszyscy chcieli uciec, zanim budynek naprawdę się zawali" – opisuje. Ku jej zaskoczeniu biegli nawet najstarsi nauczyciele. Przed szkołą czekali urzędnicy w mundurach. Obok nich symulator trzęsienia ziemi. Każdy uczeń i pracownik szkoły musiał do niego wejść i na własnej skórze odczuć wstrząsy o sile 7,2 stopnia w skali Richtera.

Przymocować meble

Na wypadek trzęsienia ziemi każdy mieszkaniec Japonii musi mieć w domu zestaw niezbędnych rzeczy, tzw. quake kit. Drugi powinien zabrać ze sobą do pracy lub do szkoły. Zgodnie z zaleceniem rządu najlepiej, żeby wisiał w widocznym miejscu. Powinny się w nim znajdować: woda, suchary, T-shirt, mały nóż, dwie świece, zapałki, rolka papieru toaletowego, puszka z jedzeniem, baterie, a także radio lub telefon komórkowy i paszport. Każdy Japończyk ma obowiązek raz na rok zajrzeć do niego i w razie potrzeby uzupełnić. Na internetowych stronach japońskich instytucji znajdują się wskazówki, jak zachować się na wypadek trzęsienia. "Schowaj się pod stołem, wyłącz gaz, nie panikuj, nie używaj windy" – piszą lokalne samorządy. Ale są też inne zalecenia. Na przykład, by przymocować meble do ścian. I nie stawiać na nich ciężkich rzeczy, np. telewizora. Nie wolno też ustawiać szafek tuż obok kuchenek gazowych. Jak podają władze, aż 80 procent ofiar trzęsienia ziemi w Kobe w 1995 roku zginęło przygniecionych meblami lub gruzami domów. Liczba ofiar przekroczyła wtedy 5 tysięcy.

Drewniane domy wciąż groźne

Czy Japończycy stosują się do tych zaleceń? – W życiu codziennym to indywidualna sprawa. Ale przyznaję, że przed piątkowym trzęsieniem ogólna narodowa świadomość trochę została uśpiona – mówi prof. Kawato. Podobnie było w Kobe w 1995 roku. Mimo ogromnego przygotowania nie udało się uniknąć ofiar. Japończycy pytali dlaczego. Władze odpowiadały, że wstrząsy były odczuwalne m.in. w starszych dzielnicach miasta, gdzie wciąż – mimo nowych zaleceń – stały drewniane domy. Jak wynika z danych sprzed dwóch lat, spośród blisko 50 milionów budynków w Japonii 25 procent wciąż nie spełnia standardów wyznaczonych w 1981 roku. I to one – jak przekonują w Tokio – stanowią dziś największe zagrożenie. Henryk Lipszyc były ambasador w Japonii, dyrektor Centrum Badań nad Japonią Collegium Civitas Japończycy na co dzień żyją ze wstrząsami, gdyż trzęsienia o sile 2 – 3 stopni Richtera są zjawiskiem powszednim. Pamiętam moje pierwsze, w 1972 roku. Mieszkałem wtedy w dziesięciopiętrowym budynku i najadłem się strachu. Budynek na szczęście okazał się odporny. Nikt w Japonii nie stroi sobie żartów ze szkoleń i przygotowań na wypadek trzęsienia. Wszyscy traktują to bardzo poważnie. Są przygotowani na tyle, na ile to możliwe. Podobne trzęsienie w innej części kuli ziemskiej na pewno spowodowałoby znacznie większe straty. Budynki są odporne, elastycznie budowane. W sposób niewyobrażalny potrafią odchylać się od pionu. To sprawia, że 30-piętrowe wieżowce nie walą się na ulice. Po trzęsieniu w Kobe w 1995 roku władze podchodzą do tego bardzo rygorystycznie. To oczywiście powiększa koszty budowy, ale w tym terenie aktywnym sejsmicznie jest to niezbędne. Również przewody elektryczne na ogół zapobiegawczo kładzione są pod ziemią. To również pozwala zminimalizować straty. I zapewnia łączność. Nigdy w Japonii nie widziałem paniki. Japończycy od małego mają zakodowane w psychice, że strach nie pomoże, ale przeszkodzi. Doskonale pamiętają, jakie w przypadku kataklizmu są priorytety i czym trzeba się zająć w pierwszej kolejności. Doskonale potrafią też zorganizować natychmiastową pomoc. Co roku wszyscy są zobowiązani do odnawiania pakunku ratunkowego. Dostają wtedy wiadomość z przypomnieniem. Do tego również podchodzą bardzo poważnie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL