Sztuka

Gigant potajemnej pracy

Rzeczpospolita
Nigdy nie mam dość oglądania sztuki Artura Nachta-Samborskiego, a jego wielkość doceniam coraz bardziej z każdą kolejną wystawą
Biografii Nachta nie można odseparować od historii kapizmu, a Komitet KP – to legenda sztuki polskiej. Rok 1923, kilku wybitnie utalentowanych studentów Józefa Pankiewicza postanawia rozwinąć skrzydła w Paryżu, co udaje im się zrealizować rok później. W tej grupie znaleźli się ludzie o odmiennych rodowodach – arystokrata Czapski, ziemianin Potworowski, śląski chłop Cybis, potomek kupieckiej żydowskiej rodziny Nacht. Ale wtedy Nacht się nie przebił.
W czasie wojny zniszczone zostały jego wczesne prace. Zachowały się niemal wyłącznie te powstałe po wyzwoleniu. I długo nikt nie miał świadomości, jak wiele i jak wyśmienitych dzieł stworzył.Za życia uparcie się wzbraniał przed wystawianiem. W świecie sztuki zaistniał dopiero po śmierci (zmarł w 1974 roku, w wieku 76 lat). Od końca lat 70. posypały się jego pokazy z retrospektywą w Zachęcie (1999) na czele. Wydawało się, że więcej z Nachta nie da się wycisnąć. I tu niespodzianka, w Galerii aTAK oglądamy „Dotyk abstrakcji” – niedatowane, ale powojenne gwasze i oleje Nachta. Ponad 70 prac stanowi własność rodziny, która zdeponowała je w poznańskim Muzeum Narodowym.
Wspaniale, że możemy wreszcie poznać ten fragment dorobku artysty. Ale z „Dotykiem abstrakcji” należy się obchodzić ostrożnie. Nie trzeba ufać tytułowi, lepiej zobaczyć związki i analogie z tym, co wydarzyło się w latach 50. i 60. na Zachodzie. I co w niewielkim stopniu, ale jednak miało wpływ na zamknięty świat artysty. Było to naprawdę niewielkie terytorium. Mieszkał przy Rynku Nowego Miasta, piechotą chadzał na ASP, gdzie prowadził pracownię, pieszo odwiedzał przyjaciela Jana Cybisa i (co tu kryć) pobliskie bary. Nikt nie wiedział, kiedy i jak pracował. Potajemnie wykonał gigantyczną robotę. Dziś już taka skromność u twórcy wydaje się niemożliwa. Według mnie Nachta żenowała pogoń za sukcesem i modą, którą obserwował wśród kolegów. Malarstwo gestu? Co za problem, potrafił. Wpływy kaligrafii wschodniej? Bez trudu wchodził w tę poetykę. Abstrakcyjne kombinacje? Też nie ma sprawy. Dla niego wyzwaniem było przerobić fikusa na znak życia. Albo śmierci. Kiedy patrzę na kompozycje Nachta zbliżające się do abstrakcji, widzę w nich jego własne problemy, nie zaś modne trendy poodwilżowej epoki. I żal mi, że tak wielki talent nie miał szansy zabłysnąć na firmamencie międzynarodowym. Przecież nie jest gorszy niż de Stael, Hartung, de Kooning… Miał pecha, że żył w socjalizmie. Galeria aTAK, ul. Krakowskie Przedmieście 16/18, tel. 022 826 50 55, www.atak.art.pl; wystawa czynna do 7.12
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL