Kraj

Nie tylko agenci zlustrowani

Kandydaci | Do pracy lub współpracy z organami bezpieczeństwa przyznało się kilkanaście osób startujących do Sejmu. Nie wszyscy to agenci. Wśród nich są oficerowie milicji, ale także sanitariusz
Cezary Gmyz
Jedynie wśród kandydatów Platformy Obywatelskiej nie ma ani jednej osoby, która w oświadczeniu lustracyjnym przyznałaby się do współpracy ze służbami podległymi komunistycznym ministerstwom Spraw Wewnętrznych i Obrony. Najwięcej osób, które przyznały się do związków z organami bezpieczeństwa, jest wśród kandydatów Samoobrony oraz Lewicy i Demokratów.Sanitariusz w organachNajwiększe jednak zdumienie wywołał fakt, że pozytywne oświadczenia lustracyjne złożyli pojedynczy kandydaci Prawa i Sprawiedliwości oraz Ligi Prawicy Rzeczypospolitej. Obecny poseł PiS Bartłomiej Szrajber swoje nazwisko ze zdumieniem odkrył na tzw. liście Wildsteina. Jak się okazało, w kartotekach Instytutu Pamięci Narodowej figurował nie jako agent, ale wręcz pracownik organów bezpieczeństwa. Bliższa kwerenda archiwalna pozwoliła na ustalenie, że uznany został za pracownika, kiedy chcąc poprawić swoje szanse dostania się na medycynę, zatrudnił się jako sanitariusz w szpitalu. Była to klinika położona najbliżej jego miejsca zamieszkania. Pech chciał, że był to szpital należący do MSW.– Z IPN dostałem zaświadczenie, że jedyne dane, jakie figurują na temat mojej pracy w organach, dotyczą właśnie pracy w charakterze sanitariusza – mówi „Rz” Szrajber. Zaznacza, że nigdy nie ukrywał tego faktu ze swojego życiorysu. – Oczywiście o tym, że figuruję w IPN-owskich kartotekach, poinformowałem prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego.Milicjant KościuszkoStartujący z list LPR Jarosław Kościuszko, popierany przez Unię Polityki Realnej, również nie ukrywa swojej przeszłości. Jednak jego praca w organach miała zupełnie inny charakter. – Byłem oficerem milicji zajmującym się bandytyzmem i zabójstwami – opowiada. Jest zniesmaczony, że z tego powodu musiał złożyć pozytywne oświadczenie lustracyjne. – Wrzucono mnie do jednego worka z kapusiami. Tymczasem ja nigdy nie byłem żadnym tajnym współpracownikiem. Wręcz przeciwnie, to ja prowadziłem agenturę wśród bandytów – mówi. Prezesowi Unii Polityki Realnej Wojciechowi Popieli przeszłość kandydata nie przeszkadza. – Z tego, co mi wiadomo, istnieją różne interpretacje ustawy i być może okaże się, że pan Kościuszko niepotrzebnie składał oświadczenie o pracy w organach – mówi Popiela.Esbek jak Macierewicz– To upodlenie, że zostałem potraktowany jak kapuś. Byłem oficerem Służby Bezpieczeństwa i się tego nie wstydzę – mówi Jan Krzywda startujący z list Samoobrony. Zdaje sobie sprawę, że startując z 15. miejsca na liście, nie ma szans na mandat poselski. – Startuję, bo jeśli może startować Antoni Macierewicz, który jest szefem służb, to czemu nie mogę ja – uważa Krzywda.Tajna współpracowniczkaDo tajnej współpracy przyznaje się natomiast Katarzyna Potocka, kandydatka Samoobrony z Zielonej Góry. – Byłam dziennikarką prasy wojskowej i zostałam poproszona o informowanie o przypadkach nadużyć w wojsku. Niektórzy nazywają to donosicielstwem. Ja traktowałam to jako obywatelski obowiązek – mówi.
Źródło: SPINKA

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL