Sądownictwo

Sąd nad Emilką z Furmana

Nawet trzy lata więzienia grożą Emilii G., nosicielce wirusa HIV. Prokurator zarzuca jej, że narażała swoich partnerów seksualnych na niebezpieczeństwo zarażenia śmiertelną chorobą. Do sądu trafił właśnie akt oskarżenia
- Panie, przecież tak nie może być. Wsadzili ją, wcześniej dzieci odebrali, a ona taka dobra była. Jakby nie te nogi, to zaraz bym do sądu pojechał i wszystkim powiedział: ona niewinna! - Adam Sz. mówi bardzo nieskładnie. Podnosi głos, a po chwili krztusi się bliski płaczu.
Ma 58 lat, choć wygląda dużo starzej. Porusza się na wózku. Od niedawna mieszka w Domu Pomocy Społecznej w Chodzieży. Jeszcze kilka lat temu żył drzwi w drzwi z Emilką. Ma z nią trójkę dzieci. Dwoje zaraziło się HIV. Teraz przebywają w rodzinie zastępczej.
-Mówią, że Emilka chora. Może i tak, ale skąd miała to wiedzieć? Nikt jej nigdy nie badał, a to, co teraz się słyszy, to g... prawda - Sz. znów podnosi głos. Po chwili dodaje spokojniej. - Jaka tam ona chora. Myśmy to robili dwa razy dziennie bez niczego, a mnie nic nie jest. Badałem się. Więc co to za choroba? - drapie się po głowie. Furman - osada w pobliżu Piły. Trudno ją nazwać wioską. W starych barakach żyje kilkanaście rodzin. W niektórych oknach anteny satelitarne. Ale wokół bieda aż piszczy. Kiedyś większość mieszkańców pracowała w pobliskim pegeerze. Teraz pola aż po horyzont należą do kilku bogaczy, a ludzie jeżdżą pracować do Piły. Jeżdżą ci, co pracę mają, a oto niełatwo. 23-letnia Emilia G. mieszkała w Furmanie z matką i rodzeństwem. - Znam ją od dziecka. Urodziła się zaraz po śmierci ojca. Ona i jej matka miały naprawdę ciężko - opowiada starszy mężczyzna. Emilka była jak wiele innych dziewczyn. - Wiadomo: dyskoteki, zabawa. Nosiło ją - podkreśla. Im dłużej trwa rozmowa, tym odpowiedzi stają się bardziej zdawkowe. Pytany o wydarzenia sprzed kilku miesięcy, mężczyzna ucina: -Nie było mnie wtedy w domu. Nic nie wiem. Na początku lipca dziewczyna została zatrzymana przez policję, a zaraz potem aresztowana. Od dawna sprawiała kłopoty. Skończyła tylko podstawówkę. W 1999 roku trafiła pierwszy raz do młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Potem były wędrówki po podobnych placówkach, przeplatane ucieczkami. Podczas jednej z nich miała się zarazić wirusem HIV. W prokuraturze zezna potem, że zawinił pewien Rumun z targu w Pile. O wirusie Emilka dowiedziała się na początku 2001 roku. Wychowawcy wezwali do ośrodka jej bliskich i poinformowali ich o tym. Emilka jednak żyła, jak gdyby nigdy nic. Rodziła dzieci, poznawała coraz to nowych mężczyzn, z którymi utrzymywała kontakty seksualne. Prokuratura dotarła do kilkunastu. Kiedy kurator dziewczyny dowiedział się, że jest ona nosicielką HIV, sprawą zainteresowała się prokuratura. - Emilia G. ze względu na swój tryb życia stwarzała zagrożenie dla otoczenia. Śledztwo mogliśmy jednak rozpocząć tylko na wniosek jej partnerów - wyjaśnia Maria Wierzejewska-Raczyńska, prokurator rejonowy w Pile. Takie wnioski złożyło trzech mężczyzn. Między innymi... konkubent dziewczyny. -Emilia G. odpowie za narażenie na niebezpieczeństwo swoich partnerów, których nie informowała o tym, że jest nosicielką -mówi prokurator Raczyńska. Czy któryś z mężczyzn zachorował - nie wiadomo. Większość nie chce się badać. -Wiedziałam, że niedługo umrę, więc na niczym mi nie zależało - powiedziała Emilia podczas jednego z przesłuchań. Ale tak naprawdę trudno jej zarzucić wyrafinowanie. - Raczej głupotę, niewiedzę, ignorancję - mówią śledczy. Dziewczyna czeka na proces w bydgoskim areszcie. Podobno jest przybita. Podobno, bo sędzia nie zezwala na widzenie. Tymczasem w Furmanie życie toczy się po staremu. - Nie jeżdżę do córki. Po co mi to? Mam dość problemów tutaj, na miejscu. Do sądu też nie pojadę. Listy do niej piszę, wystarczy - mówi Hanna P., matka dziewczyny. Proces powinien ruszyć w ciągu miesiąca. Niemal na pewno będzie się toczył przy drzwiach zamkniętych. Emilia może trafić do więzienia nawet na trzy lata. Mieszkańcy Furmana nie wykluczają jednak, że sprawa skończy się wielką lipą. - Wystarczy, że ci, którzy złożyli wnioski o ściganie, wycofają je. Mogą to zrobić w ostatniej chwili - zauważa jeden z sąsiadów. Wcześniej przyznał, że sam był ciągany na policję. -Mówili, że jestem kochankiem Emilii. Jednak to nieprawda -stwierdza. Wioska woli jednak milczeć. Adam Sz.: - Bo to jest tak, że jeśli chcą karać Emilkę, powinni ukarać facetów, którzy ją do tego wszystkiego namawiali. Jeśli zarażała, to pół okolicy jest zarażone.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL